Archive for November, 2008

Nov 24 2008

Psycholog przedszkolny – kto to taki?

Published by Apple under aktualności

 

Wizyta u pedagoga czy psychologa dziecięcego wcale nie oznacza wychowawczej porażki. A niestety wciąż jeszcze wielu rodziców tak właśnie myśli. Specjalista jest po to, by pomóc nam rozwiązać konkretny problem – taki, z którym nie potrafimy sobie samodzielnie poradzić. Warto więc przełamać stereotypy i zasięgnąć porady, albo zwyczajnie i bez okazji… porozmawiać.

 

Kim jest psycholog dziecięcy? Ogólnie mówiąc, jego zadaniem jest wspieranie rodziny na wszystkich etapach jej rozwoju: od narodzenia dziecka, aż do skończenia przez nie szkoły. Pomaga nie tylko rodzicom w obliczu problemów wychowawczych, ale także i samym dzieciom: kiedy nie radzą sobie z własnymi emocjami, mają problemy z nauką czy trudności z adaptacją np. w grupie rówieśniczej. Rolą psychologa jest ukazanie rodzicom problemów rodzinnych czy wychowawczych z innej perspektywy – z perspektywy potrzeb rozwojowych i możliwości ich dziecka. Specjalista dostosowuje swoje działania do rodzaju problemu, wieku i potrzeb dziecka oraz potrzeb jego najbliższych. Dzięki temu zachowania poszczególnych członków rodziny stają się bardziej zrozumiałe i akceptowalne, a codzienne relacje – łatwiejsze.

Czy da się określić, od jakiego wieku dziecka mogą zacząć się problemy? Oczywiście nie istnieje taka cezura. Jednym z pierwszych, niezwykle trudnych momentów w życiu naszego malucha będzie na pewno początek przedszkola. Dla trzylatka adaptacja w nowym miejscu, bez rodziców i z całkiem obcymi mu osobami będzie w większości przypadków bardzo trudnym przeżyciem. Oswajanie z nową rzeczywistością może przebiegać bardzo różnie: jedne maluchy zniosą przyjście do przedszkola lepiej, inne gorzej. Dziecku ciężko jest się przestawić, że zasady panujące w przedszkolu w niczym nie przypominają tych dobrze znanych, bo obowiązujących w domu. Nie ma bliskich, za to jest pani przedszkolanka. Ale pani opiekuje się całą grupą dzieci i nie koncentruje całej swojej uwagi – tak, jak mama – tylko na nim. Różni się jedzenie i trzeba dzielić się zabawkami, których w dodatku nie można zabrać ze sobą z przedszkola. Na każdego malucha oddziałuje mnóstwo silnych bodźców, których nie jest w stanie zrozumieć. To także trudne chwile w życiu rodziców, którzy obawiają się o samodzielność swojego dziecka. Z takimi obawami również warto zgłosić się do przedszkolnego psychologa. Często nasze obawy wynikają bowiem z nieznajomości organizacji przedszkolnego życia i panujących tam reguł.  Warto zatem porozmawiać – po takim spotkaniu będziemy nie tylko bogatsi w wiedzę dotyczącą rozwoju malucha, ale też i z większym spokojem podejdziemy do problemów związanych z wychowaniem naszego przedszkolaka.

Co ważne, z taka rozmową nie należy czekać do momentu, aż nasza obawa przerodzi się w rzeczywisty problem. Skontaktujmy się z przedszkolnym specjalistą, gdy zaobserwujemy w zachowaniu dziecka cokolwiek, co wzbudzi nasz niepokój. Zwłaszcza, jeśli symptomy te dotyczą funkcjonowania emocjonalnego i relacji w rodzinie, rozwoju ruchowego czy intelektualnego (przyswajanie wiedzy) oraz komunikacji językowej (problemy związane z wysławianiem). Nie czekajmy biernie, pocieszając się, że „to minie”. Bo jeśli naprawdę rozwój naszego malucha odbiega od normy, problem na pewno nie naprawi się sam. Tyle, że trafną diagnozę postawi jedynie specjalista. Jednym z miejsc, w którym szczególnie wielką wagę przywiązuje się do opieki pedagogicznej i psychologicznej nad dziećmi jest sieć Helen Doron Early English. Rodzice maluchów uczęszczających na zajęcia mogą uzyskać pomoc w sprawach związanych z wychowaniem swojej pociechy nie tylko w bezpośrednim kontakcie, ale też telefonicznie. Wszystkie konsultacje są w Helen Doron bezpłatne, indywidualne i oczywiście objęte pełną dyskrecją. Rodzice mogą również uzyskać fachową poradę wysyłając na adres psycholog@helendoron.pl mail. Warto uświadomić sobie, że taka konsultacja to nie żaden wstyd czy wychowawcza porażka. Lepiej, jeśli wcześnie okaże się, że to jedynie nasze rodzicielskie przewrażliwienie, niż – zbyt późno – prawdziwe, w dodatku już utrwalone w psychice naszego dziecka zaburzenie rozwoju.

 

 

No responses yet

Nov 18 2008

Za małe na naukę?

Published by Apple under aktualności

 

W jakim wieku dziecko może zacząć uczyć się języka obcego? O ile samej potrzeby edukacji nikt nie kwestionuje – o tyle wiek, w jakim można rozpocząć posyłanie dziecka na zorganizowane lekcje, wciąż pozostaje przedmiotem dyskusji.

 

Specjaliści w dziedzinie glottodydaktyki (metodyki nauczania języków obcych) zgodni są, że nauczanie języków od najmłodszych lat jest korzystne dla dziecka i nie niesie żadnych zagrożeń dla jego rozwoju. Wręcz przeciwnie: - Badania dowodzą, że wczesna edukacja językowa wpływa pozytywnie na rozwijanie zdolności intelektualnych, ma dodatni wpływ na wyniki osiągane w szkole, wspomaga opanowanie własnego języka, buduje pozytywną motywację i daje fundament pod systematyczną pracę nad językiem – twierdzi Janina Furgałowa, kierownik Szkoły Języków Obcych Uniwersytetu Warszawskiego. Jednocześnie należy pamiętać, że nawet jeśli rozpocznie się naukę języka obcego w przedszkolu, ale będzie ona trwała krótko, trudno oczekiwać nadzwyczajnych efektów. Te bowiem są pochodną nie tylko wieku, w którym zaczniemy przyswajać język obcy, lecz także okresu przez jaki trwa nauka (im dłużej, tym lepsze wyniki w osiąganiu biegłości). Każda grupa wiekowa przyswaja język obcy w specyficzny sposób. Kluczem do sukcesu w procesie nauczania jest dostosowanie metody nauki do chłonności językowej na poszczególnych etapach rozwoju dziecka.

Aby nauczanie grupy przedszkolnej i zerówkowej (4-7 lat) było skuteczne, powinno uwzględniać cechy rozwojowe dzieci. W tym okresie charakteryzuje je bowiem wyłącznie pamięć mechaniczna i myślenie konkretne. Głównym zadaniem nauczyciela jest osłuchiwanie z językiem i zachęcanie maluchów poprzez zabawę do dalszej nauki. Proces nauczania wiąże się z konkretnymi przedmiotami i sytuacjami: dotyczy tego, co znajduje się w zasięgu wzroku dziecka. Typowe dla tego wieku jest – mimo szybkiego zapamiętywania – równie szybkie zapominanie i krótkie odcinki koncentracji uwagi. Dlatego właśnie powtarzane piosenki, wierszyki i zadania muszą być krótkie. W nauce musi przeważać zabawa językowa połączona z zabawą ruchową, zgodnie z zasadą “uczyć bawiąc”.

Nauczanie grup wczesnoszkolnych (8-12 lat) to kontynuacja metody stosowanej z grupami przedszkolnymi. Myślenie dzieci w tym wieku wciąż jeszcze oparte jest na pamięci mechanicznej. Oczywiście stopniowo wprowadza się tu nowe dla dziecka elementy. Dopiero nauczanie dzieci starszych (12-16 lat) jest już nauczaniem systematycznym, w którym stosuje się regularne zestawy zadań wyrabiających umiejętności i sprawności. Sposoby pracy wiążą się tu z dominacją pamięci logicznej nad mechaniczną, a także z większym udziałem myślenia abstrakcyjnego.

Czy posyłając dziecko na zajęcia zabieramy mu dzieciństwo i unieszczęśliwiamy naszego malucha? Naukowcy są zgodni: im wcześniej zaczniemy oswajać dziecko z językiem obcym, tym łatwiej przyjdzie mu późniejsze doskonalenie sprawności w tym zakresie. Tym samym dziecko już na wejściu w życie zostanie wyposażone w umiejętności, które w przyszłości ułatwią mu odnoszenie nie tylko szkolnych czy zawodowych sukcesów, ale też wspomogą jego wszechstronny rozwój. A jeśli jeszcze przy tym nasze dziecko będzie się dobrze bawić w grupie rówieśników – nie ulega kwestii, że warto jak najszybciej umożliwić mu naukę. Oczywiście dostosowaną do jego poziomu, dopasowaną do wieku i w odpowiedniej dla niego formie. Podstawową aktywnością dziecka w wieku przedszkolnym jest zabawa: nawet proste animacje i gry językowe zaciekawią malucha bardziej, niż kolejny wyścig autkami dookoła kanapy. Tylko trzeba chcieć i nie zakładać z góry, że nasze dziecko jest „za małe” na naukę.

 

 

Na podstawie: www.nauka.pl

 

No responses yet

Nov 14 2008

Do kina po angielsku

Published by Apple under Kacper

 

I w końcu trafiło na mnie. Żona postawiła na swoim. Pod pozorem „wielkich, jesiennych porządków” i mimo naszych protestów… kazała nam się wynosić z domu: mnie i dzieciakom. Oczywiście cała nasza gromadka oponowała, ponieważ chcieliśmy z zapałem i ogromną radością pomóc mamie w sprzątaniu. Jednak była nieubłagana. Nie pozostało mi nic innego, jak kupić bilety do kina na hit familijny w wersji 3D i na parę godzin zniknąć z domu.

 

Nic nie doprowadza mnie bardziej do szału od „polskojęzycznych” wersji anglojęzycznych filmów. Po pierwsze: nigdy nie darzyłem sympatią zjawiska zwanego dubbingiem. Bo – mimo kilku udanych eksperymentów – zazwyczaj dubbing zabija osobowość pierwotnych kreacji aktorskich i zamierzoną przez reżysera ekspresję filmu. Po drugie: wielkim problemem są filmy dla dzieci. Bo wprawdzie rozumiem dylemat: maluchy nie potrafią czytać, więc trzeba im przedstawić film w dostępnej wersji. Ale… zawsze jest jakieś małe „ale”. Obcowanie z językiem angielskim w kinie to świetna okazja do nauki. Do tego rodzaju nauki, który w Helen Doron lubimy najbardziej: bawiąc uczyć. Pomyślcie: oto Wasze dzieci przez półtorej godziny śledzą z uwagą i zadowoleniem akcję oraz dialogi bohaterów, którzy prowadzą ze sobą rozmowy w języku, który często z przymusu i z trudem muszą uczyć się w szkole. Czy w warunkach szkolnych wytrwaliby na lekcji angielskiego przez tyle czasu i bez przerwy? Nie! Oczywiście to dobra metoda dla dzieciaków, które nadążają już z czytaniem napisów tłumaczenia, a jeszcze lepiej kiedy mają przy sobie rodziców, którzy spieszą z pomocą. Jednak zachęcam też do edukacyjnego eksperymentu: spróbujcie zabrać do kina swoje dzieci na anglojęzyczną kreskówkę bez dubbingu. Nawet kiedy maluch jeszcze nie potrafi czytać. Postarajcie się wytrwać wspólnie do końca seansu. Po wyjściu z kina zapytajcie dziecko o czym była bajka, albo jak sobie „wytłumaczyło” film. Pomóżcie im w ciężkich chwilach i poprowadźcie po językowym labiryncie. Ale wierzcie mi: będzie się opłacać. Dzieci błyskawicznie przyswajają nie tylko pojedyncze słowa, ale całe zwroty. Odpowiednio wspierane, zrozumieją sens zdań i instynktownie będą wiedzieć, w jakim kontekście powinny ich używać. A przecież nawet nierealne kreskówki opowiadają tak naprawdę o realnym świecie i całkiem życiowych sytuacjach. Opłaca się. Wiem, że zabiera to bardzo dużo czasu, ale w końcu jesienne wieczory i tak są długie, a dzieci zawsze warte są poświęcenia uwagi. No i żony się ucieszą ;-)

 

No responses yet

Next »