Archive for November, 2008

Nov 12 2008

Małe dziecko – wielki talent

Published by Apple under Kacper

 

Dzieciaki wciąż zaskakują dorosłych. My ślęczymy nad książkami, wbijamy sobie do głów gramatyczne reguły i słówka, a one… wcale nie muszą poświęcać językowi uwagi, ani nawet usiłować go zrozumieć. Po pewnym czasie dźwięki, słowa i budowa angielskiego zdania stają się dla nich w naturalny sposób znajome…

 

W jednej z moich nowych grup jest jedna sympatyczna mama dwóch dziewczynek. Po dwóch tygodniach uczestniczenia w lekcjach pochwaliła mi się, że jej jednoroczna córeczka jeśli chce aby ją podnieść, od kilku dni mówi… „UP”, bo trudniej jest jej powiedzieć “do góry”. Ech, jaki angielski jest łatwy dla maluszków J

 

Inna moja uwaga z minionego tygodnia: dzieci, które skończyły ubiegłoroczny kurs Baby’s Best Start (przeznaczony dla maluchów w wieku od 3 do 18 miesięcy) i teraz zaczynają następny kurs – nie ograniczają się wyłącznie do wypowiadania poszczególnych słów. Bo na przykład kiedy uczę słowa “EAT”, mała Ania (jedna z kursantek) nie tylko mówi “EAT”, ale “I AM EATING THE BISCUITS”. Niesamowite, ale jest to zdanie, którego Ania nauczyła się na poprzednim kursie. Tyle, że nie miała jeszcze okazji wypowiedzenia go (pokazywała jedynie znaki, tzw. sign language). Jednak dobrze je zapamiętała i właśnie teraz zaskoczyła mnie pełnym zdaniem po angielsku. Mama Krzysia, który ma niespełna dwa lata, również podziela moje obserwacje. Mały nie tylko mówi „TRUCK”, ale „I SEE A TRUCK”. I to tylko po jednej lekcji następnego kursu. To wspaniałe móc obserwować, jak niewiarygodnie szybko dzieciaki „łapią” drugi język. I – co pewne – dla nich nigdy już nie będzie on obcy. Patrząc na zmagania językowe niektórych „ważnych dorosłych”, niewątpliwie jest to pocieszające i dobrze rokuje na przyszłość pokoleniu obecnych przedszkolaków J

 

 

No responses yet

Nov 07 2008

Dzieci w sieci

Published by Apple under Kacper

 

Od kilku miesięcy blogujemy tu regularnie na najróżniejsze tematy. Czasem śmieszne, czasem bardzo mądre i pouczające, a często zwyczajnie życiowe. Oczywiście wszystko kręci się wokół nauki języka angielskiego i dzieci, ale przecież nikt nie mówił, że będzie inaczej ;-) Tyle, że zapomnieliśmy o jednym ważnym temacie: Internet!

A przecież to właśnie dzięki Sieci możemy prowadzić nasz blog i wymieniać się doświadczeniami.

 

Internet pojawi się w życiu Waszych dzieci szybciej niż myślicie. I nie będziecie musieli do niego namawiać – dzieciaki same znajdą drogę… Pierwszy raz mój syn zainteresował się komputerem i Internetem mając mniej więcej 1,5 roku. Z zaciekawieniem spoglądał w monitor i migające tam obrazki. Zastanawiał się, co takiego porabiam i dlaczego uderzam palcami w jakieś dziwne przyciski. Z czasem, siedząc mi na kolanach, z zaskoczenia sam próbował zmierzyć się z klawiaturą, co często stawało się przyczyną najróżniejszych kolizji. Ech, wiele by opowiadać… Im był większy, tym bardziej głodny wiedzy z Internetu. Pierwszym etapem było pokazywanie licznych galerii zdjęć z czasów jego niemowlęctwa i tłumaczenie, co i jak. Następnie odkryliśmy przed nim świat stron związanych z ulubionymi bohaterami kreskówek naszego malucha, jeszcze później (oczywiście w odpowiedniej dawce) odtwarzaliśmy kreskówki. Fajnie było znaleźć zupełne starocie, pierwsze animacje z lat 40. i 50., zabawne filmiki i komiksy. Oczywiście, w tym szale zachwytu komputerem i Siecią, bardzo często kusiło nas, żeby już bardziej podrośniętemu maluchowi puścić jakiś dłuższy film i „mieć go z głowy”. Ale to najgorsze, co można zrobić. Po pierwsze: dzieci są podatne na uzależnienia, po drugie: to rodzic powinien być przewodnikiem dziecka po świecie komputerów i Internetu. Żaden pedagog nie optuje za swobodnym pozostawianiem malucha sam na sam z Siecią. Łatwo wpaść w niej w tarapaty. Oprócz zamontowania tradycyjnych i powszechnych filtrów rodzicielskich, zachęcam do przeprowadzenia serii ciepłych rozmów na temat bezpieczeństwa: o tym, że nie należy z każdym nieznajomym podejmować rozmowy. Że są w Internecie strony, które mogą narobić kłopotów (wirusy!). O tym, że Internet może być źródłem wielu dobrych, ale też wielu złych doświadczeń. Bez tego nie zaczynajcie internetowej edukacji Waszych dzieci.

Skupmy się jednak na pozytywach. Z atrakcyjniejszych narzędzi, jakie pokazałem mojemu synkowi były translatory językowe. Oczywiście jest to dobra rzecz dla dzieciaków, które mają już za sobą pierwsze lekcje pisania i czytania. Czasem taki sposób korzystania ze słownika może być o wiele bardziej atrakcyjny, niż poszukiwania w tradycyjnym słowniku. Jasne – trzeba przekonywać, że nic nie zastąpi powagi i profesjonalizmu ujęcia sprawy bardziej od firmowanej szacownym wydawnictwem książki, ale kiedy jesteśmy na etapie „bawiąc – uczyć” – wszystkie chwyty dozwolone.

Oczywiście nie ominie nas sporo „zakrętów” na tej internetowej Mlecznej Drodze. Sam dobrze pamiętam, co działo się w popularnej wyszukiwarce, kiedy mój syn wpisał poznane na lekcjach słowa: Bunny albo Rabbit czy Cats… Ze zgrozą zauważyłem, że wskazane jako priorytetowe linki wcale nie kierują do stron hodowców domowych zwierzątek. Jednak właśnie dzięki temu, że siedzieliśmy przed komputerem razem udało mi się szybko zainterweniować. I może właśnie dzięki temu chłopak ma szansę jeszcze przez wiele lat szczerze wierzyć, że króliczek czy kociaczek – to określenia zarezerwowane wyłącznie dla czworonogów :-)

 

 

No responses yet

Nov 04 2008

Uwaga na nieuczciwe przedszkola

Published by Apple under aktualności

 

Źle pojęte naśladownictwo i plagiaty coraz powszechniej spotykane są w branży zajmującej się edukacją najmłodszych.

 

Helen Doron ostrzega: niektóre przedszkola i szkoły językowe wprowadzają rodziców w błąd informując, że w programie nauczania wykorzystują metodę opracowaną przez tę międzynarodową sieć. Tymczasem nie jest to zgodne z prawem. Dlatego Helen Doron apeluje, by rodzice przed zapisaniem dziecka do przedszkola czy szkoły językowej sprawdzali w internecie listę autoryzowanych placówek. Te, które wykorzystują metodę Helen Doron Early English mają specjalne certyfikaty i dysponują profesjonalnym przygotowaniem merytorycznym, pozwalającym na jej efektywne wykorzystywanie.

Helen Doron Early English jest prostą, przyjazną i naturalną metodą nauczania języka angielskiego, opartą na przyswajaniu języka poprzez zabawę. Raz w tygodniu dzieci uczestniczą w zajęciach grupowych, codziennie słuchają w domu kaset z anglojęzycznymi piosenkami i wierszykami. System sprawdza się bez względu na język ojczysty dziecka i umożliwia nauczanie już od 3 miesiąca życia do 14 lat. Na świecie funkcjonuje 400 szkół kształcących sposobem opracowanym przez Helen Doron. W Polsce metoda ta znana jest od 1998 roku: w 140 miastach naszego kraju działa 180 szkół, zrzeszających obecnie 24 tysiące uczniów. Wszystkie szkoły autoryzowane i należące do wielkiej rodziny edukacyjnej Helen Doron mogą poszczycić się wieloma osiągnięciami edukacyjnymi, zapewniając podopiecznym najwyższą jakość opieki pedagogicznej. Każda ze szkół zrzeszonych na całym świecie w sieci Helen Doron Early English posługuje się identycznymi procedurami, logotypem i wewnętrznym kodeksem postępowania.

Tymczasem nieuczciwe placówki, które bezprawnie posługują się nazwą i logotypem sieci stosują metodę nauczania nie mającą nic wspólnego z autorską metodą Helen Doron. Jest to działanie nielegalne i pozbawione podstaw. Kształcenie językowe dziecka w takich placówkach nie przyniesie spodziewanych przez rodziców efektów edukacyjnych. Spis wszystkich autoryzowanych placówek Helen Doron Early English można znaleźć na stronie internetowej: www.helendoron.pl.

 

 

No responses yet

« Prev