Archive for May, 2009

May 26 2009

MY DEAREST MOMMY

Published by Apple under Kacper

mommy

 

Taki dzień jest tylko raz w roku: Dzień Matki. Jaką sprawić Mamie radość? W czym Jej pomóc? Co kupić? Im mam więcej lat, tym częściej powtarzam dzieciakom: to wszystko nie jest ważne, bo liczy się, że Mama po prostu jest. I my jesteśmy. A do tego wszyscy razem, tu i teraz.

Ostatnio sam się zastanawiałem, jak to było ze mną. Na początku była laurka. Wycinanie kartonu, wklejanie wyselekcjonowanych obrazków i pisanie koślawą kaligrafią życzeń. Od czasu do czasu zdarzały się specjalne obrazki, malowane zbyt rozwodnionymi farbami plakatowymi. Wiele było problemów z tymi „dziełami”. Wisiały tygodniami w kuchni, a potem znikały w tajemniczy sposób. Nigdy nie zapytałem Mamy co z nimi robiła, choć widziałem, że skrzętnie chowa je do jakiejś teczki i chowa w tylko sobie znane miejsce. Z wiekiem zmieniały się preferencje. Przez całe młodzieńcze lata przynosiłem kwiatki, a kiedy zacząłem pracować -oczywiście prezenty. Połowa z nich zupełnie nie była potrzebna mojej Mamie, ale pewnie sami dobrze to znacie :-) Tak samo, jak radość naszych Mam z każdej rzeczy, którą dziecko przynosi Jej w podarunku tego dnia. Mógłbym dać wiele rad każdemu dzieciakowi szykującemu prezent w dzisiejsze święto, ale nie ma to sensu. Bo każde dziecko powinno mieć szansę przeżyć to samemu. I wszystkie Mamy na świecie będą tak samo uradowane. Nawet z najbardziej zwariowanego podarunku. A najbardziej uszczęśliwia Je myśl, że w ogóle jesteśmy i jest taki dzień, jak ten.

 

I love You Mommy
My dearest Mommy
You make me happy
When I am sad
I want to tell You
I really love You!
When I’m with You I am so glad!

 

No responses yet

May 21 2009

JEDZIEMY NA BIKE!

Published by Apple under Kacper

anime_teen_bike_ride_lg_clr

 

Z jeżdżeniem na rowerze jest jak z kobietami – zawsze trzeba uczyć się tego od nowa. Niby znamy reguły i zasady, ale coś jest takiego w tym temacie, co każe nam od nowa być czujnym.

 

Tym bardziej z dużym dystansem podszedłem do prośby najmądrzejszej z Żon, abym wziął na rower naszą najmłodszą. Okej – przeszła już etap jeżdżenia różowymi powozami z napisem „mała księżniczka”, pojeździła troszeczkę damką dla dziewczynek w jej wieku, ale teraz miał mieć miejsce prawdziwy debiut – na górskim sportowym rowerze z grupą innych (już dorosłych) zapaleńców z klubu naszego „weekendowego sportowca”. Pojechaliśmy po rower. Ja proponowałem odpowiednie giełdy i sklepy dla hobbystów, moja córka – modne salony sportowe w centrach handlowych. Drogą kompromisu, zdecydowaliśmy się na sportowy market, w którym liczyłem, że ceny nie pozbawią mnie reszty zasobów oszczędności. Było trudno sprostać tej nierównej walce. Okazało się – rower to nie wszystko. Trzeba mieć przecież kask (bezpieczeństwo), rękawiczki (żeby się delikatne dłonie nie otarły), ochraniacze na kolana (nawet nie zaprotestowałem)… Konflikt zaczął się przy torbie na rower… Proponowałem małą i skromną sakwę, szarą na której nie będzie widać brudu, ani ewentualnych uszczerbków. Nie dało rady. Stanęło na dwukomorowej sakwie, białej w różowe kwiaty. Nie dało się wytłumaczyć, że róż jest wcale nie trendy i torbę łatwiej zniszczyć. Estetyka zwyciężyła praktyczne życie. Nie pierwszy raz, nie pierwszy…. Przy kupowaniu koszulki i bluzy postanowiłem zredukować swoją obecność do przedłożenia karty kredytowej pani przy kasie, więcej na ten temat  nie mam nic do powiedzenia.

Jednak kiedy już wracaliśmy z zakupów do domu, atmosfera poprawiła się zdecydowanie. Mała zaczęła wylewnie dziękować za zakupy i radować się na okoliczność nadchodzącego weekendu: że to będzie niesamowita wyprawa i pierwszy raz w góry rowerem, z noclegiem w schronisku. Wzruszyłem się. Rzeczywiście czekał nas prawdziwy rodzinny debiut – ojciec, córka, góry, grono przyjaciół. To wyzwanie, emocje i rodzicielska więź – o którą tak ciężko w naszych czasach.

Poszedłem spać zadowolony z siebie i nieustająco wzruszony. Nastał ranek. W ekspresowym tempie zapakowaliśmy z Małą cały ekwipunek do samochodu. Wprawdzie zdziwiło mnie, że moja latorośl wybiegła z pokoju nie tylko z elegancko zaczesanymi włosami w fantazyjny kok i w samej koszulce bez kurtki, ale pomyślałem sobie: jest podekscytowana i tyle. Moją czujność uśpiła siatka z kanapkami i termos gorącej kawy przygotowany z troską przez przezorną żonę/mamę. Ruszyliśmy.

Jak tylko zatrzymaliśmy się na widokowym parkingu na skraju szlaku, z którego mieliśmy ruszyć, moja miastowa córka pierwsza wyskoczyła z samochodu. Zanim wytaszczyłem z bagażnika rowery, ona już witała się z naszymi znajomymi… Jeszcze nie zdążyłem sprawdzić jej roweru, kiedy wyszarpnęła mi go z rąk i ruszyła do przodu. Wtedy podjechał do nas niewiele starszy od niej młodzieniec i powiedział:

- Niezły masz bike, baby… I co usłyszałem: – No sama wybierałam, dear. To co jedziemy?

Był to syn naszych wspólnych znajomych. Pamiętam, jak nosiłem go na barana. Resztę wyprawy spędziłem ze swoimi rówieśnikami.

A najmłodsi? Najmłodsi pędzili na swoich bike’ach do przodu :-)

 

 

One response so far

May 12 2009

WIELOJĘZYCZNI GENIUSZE

Published by Apple under znalezione

teacher2

 

Z najnowszych badań naukowych wynika, że dzieci posługujące się co najmniej dwoma językami radzą sobie w szkole dużo lepiej niż te, które znają tylko jeden język. Dlaczego zatem tak wielu nauczycieli nadal postrzega wielojęzyczność jako problem, zamiast dostrzec płynące z tej umiejętności korzyści?

 

W cichym zakątku szkoły w Hackney (dzielnica Londynu), grupa arabskich sześciolatków z dumą opowiada o swoich umiejętnościach językowych. A są one dość imponujące: dzieci rozmawiają w językach gudżarati i urdu ze swoimi dziadkami (gdyż tylko tak wypada się do nich zwracać), z rodzicami – przedstawicielami drugiego pokolenia – w gudżarati i po angielsku, a z rówieśnikami komunikują się wyłącznie za pomocą angielskiego. Od roku co wieczór spędzają w pobliskim meczecie dwie godziny na czytaniu tekstów religijnych w języku urdu oraz Koranu w języku arabskim.

Pomimo panującej powszechnie opinii, że dzieciom trudno jest uczyć się języków obcych, faktem jest, że nawet sześciolatki potrafią rozpoznawać różne alfabety i rozumieć reguły rządzące danym językiem. W wieku pięciu lat uwielbiają bawić się jednocześnie ucząc się czytania w różnych językach. Poza tym odnoszą przy tym dodatkową korzyść: w szkołach ich naturalne zdolności językowe są doceniane i rozwijane. Ale co najważniejsze, nabierają dzięki temu pewności siebie, która zachęca je do cięższej pracy. A to skutkuje ostatecznie lepszymi osiągnięciami w nauce.

Do niedawna nie zwracano uwagi na ogromne korzyści, jakie odnoszą dzieci, gdy uczą się równolegle dwóch lub trzech języków. Co więcej, dotąd nauczyciele mieli dość niskie przekonania odnośnie językowych możliwości dzieci. Na szczęście w ostatnich czasach sytuacja się zmienia. Z raportu porównującego liczne badania przeprowadzone nad dwu- i trójjęzycznymi dziećmi wynika, że polijęzyczność dzieci wpływa korzystnie na ich dalszy rozwój intelektualny.

Odniesienie sukcesu wymaga czasu. Aby dziecko nauczyło się porozumiewać w danym języku potrzeba dwóch lat, ale do osiągnięcia biegłości potrzeba mu aż lat siedmiu. W wieku lat 11, trójjęzyczne dzieci radzą sobie w szkole lepiej, niż ich jednojęzyczni rówieśnicy. Co ciekawsze, choć zwykle chłopcy w tym wieku rozwijają się nieco wolniej niż dziewczynki, w badanych przez naukowców grupach zdecydowanie radzili sobie równie dobrze jak ich koleżanki – równolatki. Z badań wynika również, że zrozumienie zjawiska wielojęzyczności dzieci (która w wielu krajach jest przecież czymś naturalnym) pozwala lepiej wykorzystać ich możliwości. Dr Charmian Kenner z Instytutu Edukacji w Londynie, prowadziła badania poziomu wiedzy sześciolatków dorastających w Hackney, które oprócz angielskiego uczyły się pisać po chińsku, arabsku i hiszpańsku. Wyniki jej badań są jednoznaczne: wielojęzyczne dzieci uzyskały wyniki znacznie odbiegające poziomem od wyników ich kolegów – równolatków, którzy posługiwali się wyłącznie jednym językiem. Co więcej, badania wykazały, że wielojęzyczne dzieci mają o wiele wyższy poziom IQ, są bardziej błyskotliwe i mają zdecydowanie lepszą pamieć.

 

Za: Caroline Haydn, The independent

Umieszczone w sieci dzięki uprzejmości Izraelskiej Sieci Nauczycieli Angielskiego (ETNI): http://www.etni.org

 

 

No responses yet

Next »