Archive for May, 2009

May 08 2009

DYSCYPLINA CZY SWOBODA?

Published by Apple under Venetta

p4190088

 

Rodzice wybierają system wychowanie, który wydaje im się słuszny i odpowiedni lub zapamiętany ze swego rodzinnego domu. Jedni są zwolennikami twardej ręki i wychowują w oparciu o dyscyplinę, inni pozostawiają dzieciom pełną swobodę. Który sposób jest lepszy?

 

Jestem nie tylko matką, ale też nauczycielem i pedagogiem. Na zajęciach z metodyki (bodaj na czwartym roku studiów) wpajano nam, że najskuteczniejszą metodą wobec dzieci jest perswazja i traktowanie ich „po dorosłemu”. Krzykiem i klapsami, nie mówiąc już o bardziej drastycznych posunięciach, nic nie osiągniemy. To oczywiście prawda i każdy specjalista – ze słynną „Super Nianią” na czele – podpisze się pod tą teorią obiema rękami. Co prawda, doświadczenie rodzica nauczyło mnie, że życie zawsze dopisze swój własny scenariusz ;)

Pamiętam rozliczne historie, kiedy moja starsza córka miała niespełna cztery lata (a była jeszcze wtedy jedynaczką i naszym szczególnej troski oczkiem w głowie…) dostawała ataków szału i histerii w najmniej oczekiwanych przez nas momentach. Któregoś razu wybraliśmy się na rodzinną, niedzielną wycieczkę do położonego nieopodal miasta zamku. Był ciepły, majowy dzień. Przechadzaliśmy się zamkowymi krużgankami, z zaciekawieniem słuchając opowieści snutych przez przewodnika. Mijały nas rozliczne grupy turystów: Anglicy, Niemcy, Francuzi… Starsi, młodsi, rodziny z większymi, ale też i całkiem małymi dziećmi. Zewsząd słychać było, niczym w wieży Babel, wszystkie języki świata. I naraz, w ciszy zamkowych komnat, rozległo się przeciągłe wycie naszej „księżniczki”. Mała oznajmiła, że CHCE wracać do domu. Już, i basta. Próby uciszenia spełzły na niczym, a nawet przyniosły efekt odwrotny od zamierzonego. Mama dała batonik. Tatuś pobiegł po loda. Ciocia nosiła na rękach i ocierała łzy. Babcia gładziła po główce i prawie sama płacząc użalała się nad „biedną dziecinką”. Za to pan przewodnik, reszta naszej grupy i wszyscy zwiedzający wokół patrzyli na nas z coraz większą nienawiścią. Mały aniołek wył w niebogłosy. Ostatecznie położył się na zamkowej posadzce i – waląc w nią nóżkami – odmówił jakiejkolwiek współpracy. Przypadkowa, starsza pani mijając całe widowisko warknęła ze złością: – Boże, co za rozwydrzony bachor! To był ten moment, kiedy zastanawiałam się, komu bardziej mam ochotę dać klapsa, małej czy starszej pani?

Historia skończyła się tak, że – nie mogąc zapanować nad emocjami własnego dziecka i turystami, którzy ze zrozumiałych względów mieli ochotę wszystkich nas zlinczować – opuściliśmy zamek i niedzielna wycieczka dobiegła końca. Ostatecznie mała postawiła więc na swoim.

Czy to jest ten „bezkonfliktowy” system wychowania? W teorii wszystko jest proste. Podręczniki uczą, że dzięki ustępstwom na rzecz dziecka omija się wzajemne nieporozumienia, oszczędza przykrości zarówno rodzicom, jak i dziecku. Ale czy dziecko, któremu na wszystko się pozwala, jest przygotowane do życia w grupie? Taką grupę w pierwszym okresie jego życia stanowią najpierw rodzice i najbliżsi członkowie rodziny, później grono rówieśników, szkoła, wreszcie całe społeczeństwo. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, że mogłabym stosować wobec dzieci – nieważne czy własnych, czy powierzonych mi pod opiekę – system cielesnych kar (a sama wyrosłam z pokolenia dzieciaków, które dobrze wiedzą co znaczy tzw. dyscyplina wisząca w przedpokoju – ku przestrodze i które przerobiły system „linijką po łapach” za złe zachowanie w klasie).

Złoty środek to niewątpliwie połączenie swobody z nauką odpowiedzialności i panujących w życiu zasad. Lepiej, gdy dziecko powoli wdrażane jest w obowiązki i uczone, że w prawdziwym świecie nie jest tak, że wszystko obraca się wokół „małej księżniczki”… Warto zaufać dziecku i oddawać mu jak najwięcej obowiązków. Począwszy od najprostszych: składania zabawek, odnoszenia do kosza z praniem brudnych ubranek, po zrozumienie i używanie słów „przepraszam”, „proszę” i „dziękuję”, aż do pomagania mamie w kuchni czy tacie w drobnych, domowych czynnościach. Wierzcie mi, a wiem to po wielu latach własnych doświadczeń: pomoże to dziecku w wejściu nie tylko w okres szkolny i odnalezienie się wśród rówieśników, ale też w podołaniu wielu niby-prostym funkcjom, które jednak warunkują całe jego późniejsze życie. Sami sobie oszczędzimy dzięki temu wielu rozlicznych dylematów i zupełnie niepotrzebnych emocji J

 

One response so far

May 05 2009

MATURA Z ANGLIKA

Published by Apple under aktualności

matura2

 

Maj miesiącem matury :-) Wczoraj ponad 440 tys. uczniów z ponad 8 tys. szkół ponadgimnazjalnych przystąpiło do pisemnego egzaminu z języka polskiego. Dziś maturzyści zdawali egzamin z języka obcego. Aż 80% wszystkich zdających czyli 357 tysięcy uczniów wybrało język angielski.

 

Angielski okazał się zdecydowanie najpopularniejszym językiem na maturze. Jak doniosły media, 86% maturzystów wybrało opcję egzaminu w formie podstawowej. Poziom rozszerzony był trudniejszy: egzamin trwał 190 minut (podstawowy 120), sprawdzał rozumienie ze słuchu, czytanie ze zrozumieniem, gramatykę i umiejętność pisemnej wypowiedzi. W opcji podstawowej zadanie pisemne polegało na stworzeniu listu i krótkiej informacji adresowanej do kolegi z Anglii. W liście maturzysta miał poinformować znajomego, że po maturze zamierza na rok przerwać naukę, wytłumaczyć koledze dlaczego to robi i opisać swoje plany, na końcu opisać jeszcze jak zareagowali na te wieści przyjaciele i wyrazić obawę odnośnie reakcji rodziców. Drugi tekst miał być krótką informacją: autor odwołuje zaplanowany na przyszły tydzień przyjazd do Anglii ze względu na kłopoty ze zdrowiem, pyta kolegę o jego wakacyjne plany i proponuje wspólny wyjazd w góry.

Oczywiście bardzo szybko pojawiły się w Internecie arkusze pytań, z którymi dziś zmagali się maturzyści. Dostępne są na niemal każdym portalu informacyjnym i w większości serwisów związanych z edukacją. Czytelnicy zamieszczają pod artykułami swoje komentarze. Co zrozumiałe, najbardziej aktywni są sami zainteresowani tematem: maturzyści. I wiecie co wynika z ich komentarzy? Że matura z angielskiego była przysłowiową bułką z masłem. Słuchanie było w miarę proste, a czytanie wprost banalne. Zdaniem naprawdę niewielu zadania były trudne. Żeby wyrobić sobie własne zdanie, warto przejrzeć maturalne arkusze pytań. Naprawdę warto. Bo wiecie co jako pierwsze przychodzi po tej lekturze na myśl? Że Centralna Komisja Egzaminacyjna chyba w tym roku wykonała miły gest i ukłoniła się pytaniami z angielskiego w stronę dzieciaków: o ile matura rozszerzona zachowuje jeszcze jako taki sensowny poziom, to już podstawowa oscyluje raczej w okolicach podręcznika trzeciej klasy gimnazjum… A co więcej, żeby zaliczyć wystarczy zdobyć 15 punktów czyli 30%. Bez względu na to czy zdawało się formę podstawową, czy rozszerzoną. Nie pozostaje już nic innego, jak cierpliwie czekać na wyniki i medialne doniesienia o tym, jak tegoroczni maturzyści zapisali się w oficjalnych statystykach. Biorąc pod uwagę poziom wczorajszych pytań z języka polskiego i dzisiejszych z angielskiego – miejmy nadzieję, że wyniki pozytywnie zaskoczą wszystkich. Zwłaszcza samych maturzystów, ale też i zgorzkniałych malkontentów wiecznie narzekających na „tę dzisiejszą młodzież”…

 

 

 

Zobacz maturę z angielskiego:

poziom podstawowy cz. 1: http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/angielski_PP.pdf


poziom rozszerzony cz. 1:

http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/angielski_PRI.pdf


poziom rozszerzony cz. 2:

http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/angielski_PRII.pdf

 

2 responses so far

« Prev