Archive for June, 2009

Jun 23 2009

SZKOŁA BEZ GRANIC

Published by Apple under Kacper

szkoaa-bez-granic

 

Odwiedził nas kolega mojego młodszego syna i już od progu oznajmił, że ma fenomenalny pomysł. Przestraszyłem się. Ostatnio chcieli sprawdzać ile są w stanie wytrzymać z głową pod wodą. Skończyło się to karczemną awanturą z udziałem naszym i jego rodziców…

W pewnym wieku dzieciakom przychodzą do głowy rzeczy, które nas – rodziców przyprawiają o zawrót głowy i zwał. A im zdają się jedną z wielu świetnych form zabawy. Tym razem chłopaki zaskoczyły mnie jeszcze bardziej. Z przyjemnością powiem: pozytywnie!

Okazało się, że kolega syna zaprzyjaźnił się z dziewczynką… z Indonezji. Poznał ją nie przez Internet, ale na przydomowym placu zabaw. Szybko doszli do porozumienia ponad podziałami i kiedy tak sobie rozmawiali, zachwycili się różnicami jakie odkryli we własnej codzienności: w szkole, domu, w wychowaniu, przy jedzeniu… Stąd narodził się pomysł: zaprośmy małą przyjaciółkę z dalekiego kraju na ostatni dzień lekcyjny w naszej szkole. Przyklasnąłem tej inicjatywie. Spotkanie miało trwać 45 minut, a językiem obowiązującym powinien być angielski. I tu powstał problem. Dzieciaki w miejscowej szkole reprezentują różny poziom znajomości języka angielskiego, a niektórzy nie znają w ogóle. Jak temu zaradzić? Nie zastanawiałem się długo. Wszak nie po to uczymy w Helen Doron kilkumiesięczne maluchy, żeby dać się zapędzić w kozi róg przy pierwszej lepszej okazji. Pomyślałem też, że będzie to świetna okazja, by sprawdzić metodę Helen Doron w zupełnie alternatywnym środowisku.

Zaproponowałem takie oto rozwiązanie: koleżanka z Indonezji powinna mieć przewodnika. Może zostać nim kolega mojego syna – zna dziewczynkę, był pomysłodawcą zaproszenia i swobodnie porozumiewa się po angielsku. Do tego przygotujemy sporo plansz, na których zamieścimy informacje o naszym gościu: w języku angielskim i polskim. Podobnie zrobimy ze szkołą, tak aby mogła bez problemu dowiedzieć się ile dzieci chodzi do szkoły, co to za klasa, jakich uczymy się przedmiotów, itp. Każde dziecko dostało planszę ze swoim imieniem i wiekiem oraz anglojęzyczną informacją. Zapytaliśmy dzieciaki, o co chcą zapytać swojego indonezyjskiego gościa, po czym przygotowaliśmy kolejne tabliczki z pytaniami po angielsku. Tak zaopatrzeni i z wiarą w pedagogiczne zdolności mojego syna i jego przyjaciela poszliśmy do szkoły.

Lekcja okazała się być wielkim sukcesem: zabawnym i kształcącym spotkaniem kultur i błyskawicznym kursem angielskiego. Tego dnia wszyscy czegoś się nauczyliśmy. A nasza nowa, mała przyjaciółka pokazała nam jak założyć i przede wszystkim udrapować piękne, indonezyjskie sari: – Wrap up, wrap up! - pouczała nas dziewczęcym głosikiem. Bardzo pouczająca lekcja. Ech, jedynie z wyjątkiem, że do sari to ja się jednak kompletnie nie nadaję J

 

 

One response so far

Jun 17 2009

JAK PRZEŻYĆ WAKACJE BEZ JĘZYKA ANGIELSKIEGO?

Published by Apple under Kacper

wakacje

 

To proste: wyjechać na wakacje tam, gdzie mówi się po angielsku J Tak, ale wszyscy narzekają na kryzys i trzeba oszczędzać. Czeka mnie rozmowa z moimi dzieciakami na temat organizacji wakacji. Będzie ciężko…

 

Moja ukochana żona wiedziała co się szykuje, skoro na ten czas umówiła się z koleżanką do kina. Pozostawiła to zaszczytne zadanie na moich barkach. Jednak tak źle nie będzie. Umówmy się: atrakcyjność i radość z wakacji nie zależy od kwoty, jaką na nie przeznaczamy. Czasem jest wręcz odwrotnie. Sam pamiętam, jak wybraliśmy się całą gromadkę nad ciepłe egzotyczne morze, korzystając z oferty pełnego serwisu. Po tygodniu, kiedy miałem zająć leżak nad dobrze znanym mi basenem, z jeszcze lepiej zaznajomionym widokiem nieskazitelnie spokojnego akwenu morskiego –  robiło mi się niedobrze. Dzieciaki (nieco młodsze, niż teraz) nudziły się i płakały, że chciałyby poznać inne dzieci, a nie ciągle w tym samym gronie. Trudno było poszerzyć znajomości, skoro co godzinę wzywano nas na karmienie, albo inne tego typu atrakcje. Wyrwanie się z kompleksu hotelowego graniczyło z cudem. Najgorsze czekało mnie jednak po powrocie. Najwspanialsza z żon udała się do łazienki, weszła na wagę… po czym bez słowa, z zimnym wyrazem oczu (tak, to spojrzenie skierowane było na mnie) szarpnęła sportowe buty i dres, po czym do zimy nie wychodziła z siłowni. Za karnet zapłacić musiałem osobiście. Ech, to były naprawdę drogie wakacje. Dlatego zastanówcie się zawczasu: czy gotowi jesteście na takie poświęcenie? J

A z angielskim jest tak, że przyjemność zabawy z językiem nie zależy od krajobrazu za oknem. Dzięki płytom i piosenkom Helen Doron, Wasze dzieciaki w trakcie radosnej zabawy – niejako przy okazji – przyswoją wiedzę, a słońce zaświeci w pokoju czy na domowym ogródku. Tak samo radośnie, jak nad Wyspami Kanaryjskimi J 

 

 

No responses yet

Jun 05 2009

CZERWCOWY ZAKRĘT GŁOWY

Published by Apple under Kacper

foto_blog1

 

 Jeśli dziś piątek to gdzie idziemy na piknik? – zapytałem z rana swoje dzieciaki. Ano tak to już jest. W czerwcu rozpoczyna się sezon pikników szkolnych, prywatnych, stowarzyszeniowych, no i naszych – organizowanych przez Helen Doron :)

 

Okazało się,  że tym razem jedziemy do naszej zaprzyjaźnionej placówki HD z sąsiedniego miasta. - Będzie fajnie – pomyślałem i na szczęście będę gościem, a nie gospodarzem – umówmy się, czasem zasługujemy na odrobinę lenistwa i przyjemności.

W drodze rozmyślałem o wszystkich piknikowych zmorach i wpadkach, które wspominam ze śmiechem, ale też i łezką w oku. I tak, pamiętam jak przyszło mi kiedyś odgrywać rolę naszego firmowego kangurka Kangi, który prowadził dla dzieciaków gry i bawił się razem z nimi przy piosenkach – oczywiście śpiewanych w języku angielskim. Festyn trwał w najlepsze. Nagle złapałem się nad tym, że strasznie chce mi się pić i muszę natychmiast dostać szklankę jakiegoś orzeźwiającego napoju. Zostawiłem bawiące się dzieciaki w rękach wspaniałych nauczycielek i pobiegłem za namiot, gdzie było rozstawione zaplecze. Ściągnąłem czapkę – kangurzą głowę – i poprosiłem znajomą, która zarządzała prowiantem, aby przygotowała mi napój.  Nie wiem jak to się stało, ale tuż przy moim boku pojawił się mały chłopczyk, który z niepokojem (jak spostrzegłem) obserwował całe zajście. Obróciłem się i zapytałem:

- Czy w czymś ci pomóc, mały przyjacielu?

Na co malec odrzekł:

- Kangi, a dlaczego ty mówisz po polsku? I dlaczego ty nie masz głowy?

Już, już chciałem wytłumaczyć całe nieporozumienie, ale malec – nie czekając na moją ripostę – obrócił się do nadchodzącej właśnie mamy i uderzył w ryk:

- Maaamooo, to nie jest nasz Kangi! Nasz mówi po angielsku, a to jakiś Kangi oszust! Łap go!

Cóż, w pewnych sytuacjach perswazja nie jest wskazana. Postanowiłem ratować własną i kangurzą skórę i… jednym susem uciekłem. Potem okrążając cały park wszedłem od innej strony, z dumnie uniesioną głową, wołając:

- Hello Kids! Kangi is back!

Bo dzieciaki z Helen Doron dobrze wiedzą, że prawdziwy kangur jest tylko jeden :)

 

 … o czym możecie przekonać się na naszych piknikach w całej Polsce. Zapraszamy!

 

 

No responses yet