Archive for July, 2009

Jul 27 2009

KAJAKIEM PRZEZ JĘZYK

Published by Apple under Venetta

kayak

 

– Ciociu jak powiedzieć po angielsku: jedziemy kajakiem? – zapytała wczoraj moja 12-letnia bratanica.

– Matylda, po pierwsze to kajakiem się pływa, nie jeździ. Ale rozumiem, że chodzi ci o to, żeby powiedzieć przyjaciółce o naszym jutrzejszym wyjeździe na Mazury, gdzie będziemy pływać kajakami?

– No tak, ale przecież nie będę tego pisać tak rozwlekle – nadąsała się Matylda.

Westchnęłam. Oczywiście kiedy polski „kajak” okazał się angielskim słowem „kayak” – zdziwiła się. A kiedy dodałam do tego „canoe”  - moja bratanica przez chwilę myślała, że robię sobie z niej żarty i specjalnie nie chcę przetłumaczyć ważnego dla niej słowa.

– Bo to drugie to przecież indiańska łódka – powiedziała. Wytłumaczyłam jej występujące w obcych językach analogie i to, że sporo słów ma też swoje kulturowe konotacje. Nie bardzo miała ochotę i czas, żeby przyswoić sobie tę wiedzę.

Trudno wytłumaczyć dzieciom wartość stosowania poprawnej wymowy i różne aspekty obcych słów. Łódka to „boat” i koniec. Zapytałam, czy w takim razie na lekcjach angielskiego w szkole, albo na zajęciach w Helen Doron zwracają uwagę na językowe wieloznaczności, idiomy i gramatyczną poprawność?

– Oczywiście, że tak – żachnęła się Matylda.

No właśnie. Skoro na zajęciach dbasz o to, żeby wypaść dobrze i mówić poprawnie, dlaczego zaniedbujesz codzienność? „A, bo są wakacje” – usłyszałam.

Niestety, bardzo często zauważam, że kiedy kończy się czas szkoły, dzieciaki przestają się starać. Zdobyta w ciągu roku wiedza wyjeżdża na urlop. Nie, nie chodzi o to, by ślęczeć nad książkami i rozmawiać ze słownikiem w dłoni. Jednak prawda jest taka, zwłaszcza w przypadku nauki języka obcego, że liczy się systematyczność i regularne utrwalanie wiedzy. Dlatego – jako pedagog i nauczyciel –  staram się przyzwyczajać dzieciaki do językowej poprawności. Bez wakacyjnej przerwy. Bo nie tylko można, ale i trzeba wypracować u nich nawyk powszechnego, płynnego stosowania dobrych form i zwrotów. Swoją drogą, może rodzice którzy przeczytają ten wpis zwrócą baczniejszą uwagę na to, jak ich dzieci rozmawiają podczas wakacji. A kiedy będziemy razem za granicą, dajmy dzieciakom szansę rozmawiać. Nie wyręczajmy ich w zadawaniu pytań, w samodzielnym składaniu zamówień w restauracji, dokonywaniu zakupów w sklepie czy zapoznawaniu innych dzieci. Szybko okaże się, że same świetnie dają sobie radę. Nie bójmy się też poprawiać popełnianych przez nich błędów i wyjaśniać językowych niuansów. Oczywiście w sposób, który nie demotywuje, ale zachęca do używania poprawnych, czystych form. No więc tyle wakacyjnej edukacji. A teraz już hyc, w canoe floats! ;-)

 

 

No responses yet

Jul 20 2009

KOT PRZYTULAK

Published by Apple under Kacper

kot-przytulak

 

W wakacje wieczory po pracy są straszne. Większość znajomych odpoczywa na plażach, a ci co zostali – zazdroszczą i narzekają na swój los. Tak czy inaczej, jedno jest pewne: w końcu nastąpi upragniona zmiana ról. Zresztą nie ma czym się martwić: nawet najlepsze wakacje w końcu miną ;)

 

To był właśnie jeden z takich koszmarnych dni: upał w mieście, nie do wytrzymania. Wracając z pracy miałem wszystkiego dość. Przygotowywałem letni kurs angielskiego i liczba zgłoszeń, testów, segregowania grup… po prostu mnie przerosła. Wchodząc do domu, z radością zamknąłem drzwi. Rzuciłem laptopa i dokumenty, myśląc już tylko o tym, że za chwilę zjem z rodziną kolację, wezmę szybki prysznic, potem jeszcze chwilę porozmawiamy i pójdziemy spać. Marzyłem o chłodnej pościeli, błogiej ciszy i wieczornym koncercie świerszczy za oknem… Przy kolacji dzieciaki trajkotały jedno przez drugie, przekrzykując się w swoich opowieściach. Najlepsza z żon planowała kolejne dni: jutro zakupy w centrum handlowym, pojutrze wizyta u weterynarza, popojutrze zebranie w administracji… Kiedy nastał upragniony wieczór, byłem już całkowicie wyczerpany. Wskoczyłem do łóżka, myśląc jedynie o zaśnięciu.

– Musisz iść do najmłodszej – stanowczym tonem oznajmiła Najlepsza z Żon, wchodząc do sypialni. – Nie będzie spać i koniec.

– Dlaczego? Przecież zwykle o tej porze dawno już śpi? – starałem się przeciągnąć sytuację.

– Najpierw oznajmiła, że jest głodna i zażyczyła sobie na dobranoc jedzenia do łóżka. Teraz mówi, że czegoś jej brakuje i bez tego nie pójdzie spać. A co to jest wie tylko tatuś.

– No to pięknie. Bo nie mam pojęcia o co chodzi – odparłem wiedząc już, że z mojego spania nici.

Poszedłem do małej i już po kilku minutach byłem z powrotem.

– Kot Przytulak. Mówi ci to coś?

– Hmm… z tego co wiem, nie mamy takiej zabawki – odrzekła Najlepsza z Żon i razem przysiedliśmy na brzegu łóżka, zapadając w milczenie. Po chwili jednak wszystko było jasne:

– Nie mamy, nie mamy… Ale przecież zaraz możemy mieć – uśmiechnęła się i puściła porozumiewawcze oczko. Westchnąłem. Nie było już ratunku. Musiałem wyruszyć na poszukiwanie Kota Przytulaka. Nie było to proste. Wprawdzie słyszałem za oknem koncert kilku takich „przytulaków”, ale prawdziwy kotek w domu był ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili pragnąłem. Rozejrzałem się po domu. Panował półmrok, ale w przedpokoju dostrzegłem coś, co od razu zwróciło moją uwagę: było włochate, miało sterczące nitki i mnóstwo gałganków. Całkiem miłe w dotyku. Zabrałem znalezisko i po małych przeróbkach z użyciem nożyczek – za chwilę miałem przed sobą… Kota Przytulaka.

Mała cieszyła się jak nigdy i tuląc do siebie nową zabawkę w kilka chwil zasnęła jak aniołek.

– Akcja „Kot Przytulak” zakończona powodzeniem – triumfująco zakomunikowałem wchodząc do sypialni i sam już za moment pożeglowałem do krainy snów.

Rano nikt nie pamiętał o ciężkim wieczorze. Pospiesznie pijąc kawę myślałem już o kolejnym dniu w pracy. Najlepsza z Żon krzątała się w przedpokoju. Wyrwała mnie z zamyślenia, wyraźnie zdenerwowana wkraczając do kuchni:

         - Słuchaj, nie widziałeś gdzieś mojego nowego swetra? Tego z Londynu, z ostatniego wyjazdu na konferencję. Jakoś nigdzie nie mogę go znaleźć.

Z trudem przełknąłem kęs. To będzie kolejny trudny dzień… – pomyślałem. Miałem jeszcze ochotę powiedzieć, że sweter przeszedł na drugą stronę lustra i został Kotem Przytulakiem. Ale nie powiedziałem, o nie. Zostawiłem to na wieczór.

 

 

No responses yet

Jul 08 2009

I’M SMART, I’M SLIM AND I’M BEAUTY…

Published by Apple under Kacper

maaa-ksiaaniczka

„Jestem mądra, ładna i zgrabna” – powiedziała pewnego dnia, nie tam żadna gwiazda plotkarskich serwisów sieciowych ani czołówek kolorowych magazynów, tylko moja własna siostrzenica. Właśnie przeglądała się w lustrze. Zamurowało mnie. Gdyby była nastolatką – wybaczyłbym jej narcyzm. Ale mała skończyła dopiero cztery latka. Nie spodziewałem się więc tak rozwiniętej wiedzy o wartościach obowiązujących we współczesnym świecie :-)

 

Zmieniają się nie tylko moda, muzyka i samochody. Jak widać, zmienia się także samoświadomość naszych dzieciaków ;) Zapytałem małą, skąd przyszło jej takie wyznanie:

- Dlaczego tak mówisz, kochanie?

- Bo tak jest – usłyszałem w odpowiedzi.

Aha, tak się mają sprawy. Postanowiłem pociągnąć interesującą rozmowę dalej:

- Oleńko – zagadnąłem – A powiedz mi, jaka jeszcze jesteś i co lubisz?

Ola długo nie zwlekała z odpowiedzią. Zachichotała, podskoczyła przed lustrem i zawołała:

- Jeszcze lubię być kapitanem!

Przytaknąłem.

- A więc, w takim razie, lubisz przewodzić – oświadczyłem prostodusznie.

- Tak! – zawołała Ola, która właśnie, podczas tej krótkiej lekcji zrozumiała znaczenie słowa rządzić, czyli „być kapitanem”. Jednak nie ma tak dobrze, żeby wszystko puścić płazem. Pomyślałem, że skoro są wakacje, dzieciaki nie chcą się uczyć, ani chodzić do szkoły – to może należy wyjść im naprzeciw i dostosować edukację do przyjemności zabawy.

- Dobrze Olu – zacząłem niewinnie – To teraz powiedz to samo po angielsku: I’m smart, I’m slim, I’m beauty and I wanna rule the word!

Mała Ola klasnęła i z radością powtarzała na okrągło wyuczoną frazę. Kiedy byliśmy w fazie najlepszej zabawy, do pokoju weszła moja siostra – czyli mama Oli.

- Co ty robisz? – zakrzyknęła z konsternacją – Uczysz ją takich egoistycznych powiedzonek. Wstydź się!

Nie zdążyłem zaoponować, ani wyjaśnić całej sytuacji. Mama zabrała Olę z pokoju, a kiedy wychodziły do kuchni usłyszałem:

- Myszko, oczywiście że jesteś najładniejsza i mamusia kocha cię najbardziej na świecie…

Tak, tak. Wychowanie to ciężka szkoła :)

 

 

One response so far

Next »