<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog HelenDoron &#187; Kacper</title>
	<atom:link href="http://blog.helendoron.pl/category/kacper/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.helendoron.pl</link>
	<description>angielski dla dzieci, nauka dzieci, rozwój dziecka,</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 08:05:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>WIELKA MAJÓWKA, CZYLI GREAT PICNIC</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Apr 2010 21:56:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[majówka]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[picnic]]></category>
		<category><![CDATA[piknik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=957</guid>
		<description><![CDATA[  Majówka czy piknik? Oczywiście, może być też piknik majowy – czyli dwa w jednym. Ale ważne, aby było sunny (słonecznie) i merrily (wesoło) oraz on the grass (na trawie). Najważniejszy piknik życia, ten majowy.   Jestem studentem i jadę &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/04/Picnic.gif"><img class="aligncenter size-full wp-image-958" title="Picnic" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/04/Picnic.gif" alt="" width="272" height="228" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Majówka czy piknik? Oczywiście, może być też piknik majowy – czyli dwa w jednym. Ale ważne, aby było sunny (słonecznie) i merrily (wesoło) oraz on the grass (na trawie). Najważniejszy piknik życia, ten majowy.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jestem studentem i jadę na stypendium do Wielkiej Brytanii. W pewien majowy weekend wraz z koleżankami i kolegami z innych krajów, z którymi razem uczę się angielskiego organizujemy piknik – oczywiście nad wodą, na zielonej trawce, z koszami pełnymi jedzenia i w niezobowiązujących strojach. Nawiązując – w sposób humorystyczny – do scen znanych z powieści znakomitej angielskiej pisarki Jane Austen. Cały tydzień wszystko planujemy. Zbieramy pieniądze, niezbędne akcesoria: kosze, koce, przeciwsłoneczne parasole. Aż wreszcie nadchodzi sobota. Całą gromadą ruszamy za miasto. I bęc, około południa niebo zaciąga się chmurami, a chwilę później uciekamy gnani wiatrem i mokniemy w strugach deszczu. Chowamy się pod konarami rozłożystych drzew, aż wreszcie lądujemy w pobliskim pubie. W końcu to Anglia i należy przyzwyczaić się, że z deszczem trzeba żyć za pan brat.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale wspominam ten „great picnic” bardzo dobrze. Dlaczego? Bo udało nam się spędzić wspólnie wiele fantastycznych chwil na ciekawych rozmowach. Przekonaliśmy się też, że literatura dostarcza często lepszej pogody i wyobrażeń, niż codzienność. Co bywa zabawne, ale też i krzepiące. Bo przecież nigdy nie zorganizowalibyśmy tej wyprawy, gdyby nie lektura książek Jane Austen. No i jeszcze coś – to najważniejsze. Przyjechaliśmy tam z różnych części świata, nauczyć się angielskiego. Języka, który pomógł nam znaleźć „wspólny język”. Większość znajomości trwa od tamtej pory nadal. I ciągle piszemy do siebie po angielsku. Jeśli mam jakoś swoje dzieci zachęcić do nauki języka, zawsze opowiadam im tę historię. Dzięki angielskiemu każdego roku dowiaduję się co na świątecznym stole podają w Neapolu u Sophii, a dokąd wybierze się na wakacje Yana z Zambii. Enjoy English!</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>SHOP TILL YOU DROP</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Mar 2010 16:28:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[shop]]></category>
		<category><![CDATA[shopping]]></category>
		<category><![CDATA[spring]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna]]></category>
		<category><![CDATA[woman]]></category>
		<category><![CDATA[zakupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=927</guid>
		<description><![CDATA[  Kupuj aż padniesz &#8211; czyli zakupy do oporu. Tak w skrócie przetłumaczyć można to angielskie powiedzonko. Bardzo zgrabne, bo dotyczące zarówno naszej kondycji fizycznej, jak i finansowej. Niestety mam wrażenie, że ta ostatnia interpretacja obca jest wszystkim kobietom świata. &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/shopping.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-928" title="shopping" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/shopping.jpg" alt="" width="327" height="350" /></a></p>
<p> </p>
<p><strong><em>Kupuj aż padniesz</em></strong><strong> &#8211; czyli zakupy do oporu. Tak w skrócie przetłumaczyć można to angielskie powiedzonko. Bardzo zgrabne, bo dotyczące zarówno naszej kondycji fizycznej, jak i finansowej. Niestety mam wrażenie, że ta ostatnia interpretacja obca jest wszystkim kobietom świata. Małym i dużym.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ostatnio usłyszałem w kuchni rozmowę mojej żony i córki. Chodziło o „shopping”. No tak, wiosna to idealny czas na zakupy. Ten anglojęzyczny termin wszedł już na dobre do współczesnej polszczyzny. Nie jestem szczególnym entuzjastą takich językowych mieszanek. Bo na przykład wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby w Londynie − pełnym naszych pracujących rodaków − jeden Anglik do drugiego, przy drugim śniadaniu mówił:</p>
<p>− Give me kabanos and kielbasa, please.</p>
<p>Pewnie byłoby to zabawne, ale chyba jedynie dla Polaków. Kiedy uczyłem się języka angielskiego, bardzo lubiłem zastanawiać się nad etymologią niektórych słów i nad ich znaczeniową interpretacją z punktu widzenia obcokrajowca. Bardzo podoba mi się anglojęzyczne określenie właściciela sklepu: „shopkeeper” − czyli w dosłownym tłumaczeniu „ten, który trzyma sklep”. A dla odmiany sklepowy złodziej to „shoplifter”. Jak widać, trzon „lift” nie donosi się tylko do specjalistycznych zabiegów kosmetycznych… Z kolei „e-purse” (czyli elektroniczny portfel) może nie przetrzymać naszej shoppingowej fantazji i myśląc o sferze wirtualnej, musimy mieć na uwadze wydarzenia jak najbardziej realne. Kiedy bywaliśmy z moją, najlepiej znającą się na modzie, żoną w Wielkiej Brytanii czy Stanach, najchętniej wybieraliśmy się na zakupy do sklepów z oznaczeniem „discount” (zniżka). Niestety dość szybko zauważyłem, że podczas tych małych okazji nasz koszyk zamienia się w gigantyczny kosz bez dna. Doszedłem zatem do wniosku, że „local corner shop” (czyli sklepik lokalny) jest zdecydowanie bezpieczniejszy od wielkich centrów handlowych, w których wszystko jest tańsze niż gdzie indziej…</p>
<p>Choć, co tu dużo mówić, idzie wiosna. Żona już wspomina o potrzebie wejścia w posiadanie prochowca w pepitkę. Nie mam zatem wyboru: czas sprawdzić jak tam po zimie ma się moje „bank account” (konto bankowe).</p>
<p> <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WYŻSZOŚĆ PATRYKA NAD WALENTYM</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 15:18:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[14 lutego]]></category>
		<category><![CDATA[17 marca]]></category>
		<category><![CDATA[dzień świętego Patryka]]></category>
		<category><![CDATA[święto zakochanych]]></category>
		<category><![CDATA[święty Patryk]]></category>
		<category><![CDATA[święty Walenty]]></category>
		<category><![CDATA[Walentynki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=909</guid>
		<description><![CDATA[  Po Walentynkach dosłownie wszędzie można natknąć się na przesłodzone serca, ochy i achy, wyznania i zapewnienia o wiecznej miłości. Obserwując przygotowania do Walentynek mam wrażenie, że oglądam specyficzne zawody w łapaniu obiektu westchnień. Oczywiście sprawy mają się inaczej: jakoby &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/St.-Patricks-Day.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-910" title="St. Patrick's Day" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/St.-Patricks-Day-754x1024.jpg" alt="" width="236" height="310" /></a></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Po Walentynkach dosłownie wszędzie można natknąć się na przesłodzone serca, ochy i achy, wyznania i zapewnienia o wiecznej miłości. Obserwując przygotowania do Walentynek mam wrażenie, że oglądam specyficzne zawody w łapaniu obiektu westchnień. Oczywiście sprawy mają się inaczej: jakoby wszystko jest umowne i nikt nie traktuje poważnie dnia zakochanych. Taaak, ciekawe. A co powiedziałaby Wasza ukochana czy ukochany, jeśli zapomnielibyście o dniu św. Walentego?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Patrzę na Walentynki z innej perspektywy: oto kolejna tradycja kultury anglosaskiej, która w perfekcyjny sposób zdobyła nasz „mały świat”. Nic dziwnego, przecież wszyscy potrzebujemy miłości i jest to bezkonkurencyjna wartość. Walentynki od początku skazane były na sukces. A jak na tym skorzystał rynek! Wszyscy powinni być zadowoleni. No, może nie do końca. Z całą pewnością nie zazdroszczę w tym dniu ludziom, którzy akurat nie mają kogo obdarować walentynką, a ich skrzynka pocztowa świeci pustką. 14 lutego warto pamiętać o bliskich. Zwłaszcza tych z deficytem miłości.</p>
<p>Na pytanie czy lubię Walentynki odpowiadam, że tak. Zwłaszcza, kiedy sprząta się już wszystkie te miłosne ozdoby <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Na szczęście dzieje się to bardzo szybko i już następnego dnia czerwone serduszka masowo znikają. Koleżanki z pracy twierdzą, że jestem złośliwy, do tego nie znam się na humorze i współczesnym świętowaniu. A to nieprawda. Dla odmiany, bardzo lubię inne zagraniczne święto, które obchodzi się miesiąc po Walentynkach i coraz częściej celebruje także w Polsce: dzień świętego Patryka. To wyjątkowy zwyczaj i narodowe święto Irlandczyków: taki przedsionek i przedsmak wiosny. W tym dniu cała Irlandia ma wolne. Ludzie bawią się na festynach, w których dominuje kolor zielony − symbolizujący koniczynę, przypisywaną tradycyjnie św. Patrykowi. W miastach organizowane są pochody i niezliczone imprezy. Na stołach pysznią się specjały irlandzkiej kuchni, a toasty wznosi się rodzimymi, wybornymi trunkami.</p>
<p>Świętego Patryka czci się jako tego, który przyniósł chrześcijaństwo Irlandii. Zielona koniczyna − symbol kraju i święta − odnosi się do legendy głoszącej, że na przykładzie listków tej właśnie rośliny Patryk tłumaczył istnienie Trójcy Świętej. Obecnie dzień św. Patryka to wspaniała okazja, by zapoznać się z kulturą celtycką i nieco innym językiem angielskim. Przekonajcie się sami. Już 17 marca.</p>
<p>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>FERIE, FERIE&#8230; LENISTWO CZY PRACA?</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Jan 2010 16:41:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[ferie]]></category>
		<category><![CDATA[holiday]]></category>
		<category><![CDATA[lazy]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[winter]]></category>
		<category><![CDATA[zima]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=884</guid>
		<description><![CDATA[  − Nie ruszę książek przez dwa tygodnie! − zapowiedział butnie najstarszy z całej gromadki. Ma rację. Wolne to wolne, czas laby i basta. Jego siostra uczyniła podobne postanowienie, ale zrobiła to o wiele bardziej dyplomatycznie (jak to kobieta…). Oświadczyła, &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/01/lazy.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-885" title="lazy" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/01/lazy.jpg" alt="" width="336" height="230" /></a></p>
<p> </p>
<p style="text-align: left;"><strong>− Nie ruszę książek przez dwa tygodnie! − zapowiedział butnie najstarszy z całej gromadki. Ma rację. Wolne to wolne, czas laby i basta. Jego siostra uczyniła podobne postanowienie, ale zrobiła to o wiele bardziej dyplomatycznie (jak to kobieta…). Oświadczyła, że podczas ferii będzie zajmować się porządkowaniem swojego pokoju: szaf i korespondencji. Najmłodsi tylko się rozglądali, rozpytując czy to prawda, że będą mogli jeść na śniadanie czekoladę. Bo przecież ferie to czas kiedy wszystko wolno <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </strong></p>
<p style="text-align: left;">Zaraz, zaraz – pomyślałem. Do ferii u nas jeszcze trochę. Ale może i dobrze, że temat pojawił się teraz, bo co to za dowódca, który wcześniej nie przemyśli taktyki?</p>
<p style="text-align: left;">Większość rodziców uważa, że dłuższe przerwy w nauce to czas zmarnowany, bo dzieci trwonią go na siedzenie przed komputerem, telewizorem, wybryki na podwórku… A przecież sukcesy w nauce, kariera i przyszłość czekają. Wolnego, powoli, trochę luzu proszę! Sam łapię się na podobnym myśleniu. Czasem, przeglądając programy nauczania, wymagania egzaminatorów, testy do gimnazjów, porównując poziomy szkół średnich i obserwując walkę o studia – wariuję. Oczywiście robię to tylko nocą i przy własnym biurku, kiedy nikt mnie nie widzi. Inaczej i dzieciaki mogłyby zwątpić w system nowoczesnej edukacji. Ale nie taki diabeł straszny. Po pierwsze – sami to przeszliśmy, więc i nasze dzieci też dadzą sobie radę. Póki co, pociechy butnie zapowiadają puszczenie nauki w trąbę na czas wolnego. Cóż, urlop potrzebny jest każdemu. A dobrze zorganizowana przerwa raczej pomoże, niż zaszkodzi edukacji. Wiedza ułoży się w głowach i nabierze właściwego smaku, a może i nawet pod koniec ferii nasze dziecko zatęskni za szkołą. Więc nie reagujmy nerwowo na widok szkolnych podręczników pokrytych kurzem, ani na chęć leżakowania w łóżku do południa.  I nawet, jak będzie nas bardzo, bardzo korcić, żeby zapytać:</p>
<p style="text-align: left;">− A jak tam twoje zaległości w matematyce? A ćwiczenia z gramatyki nadrobione? − ugryźmy się w język i uszczypnijmy w rękę. Dlaczego?</p>
<p style="text-align: left;">Niech mój przypadek będzie przykładem.</p>
<p style="text-align: left;">Oto właśnie po rebelianckiej zapowiedzi mojego syna, dotyczącej odstawienia książek − podkuszony przez złego chochlika (przysięgam – sam bym na to nie wpadł!) przypomniałem sobie jego ostatnią „banię” z końcowego testu z angielskiego. Całkiem spokojnie zapytałem z głupia frant czy zamierza popracować przez ferie nad angielskim i co sądzi o idei, żeby wspólnie nad tym posiedzieć.</p>
<p style="text-align: left;">− I wonder what you think of it? – podstępnie zwróciłem się na koniec.</p>
<p style="text-align: left;">Młody jedynie wzruszył ramionami i westchnął:</p>
<p style="text-align: left;">− To be quite truthful…  Now… I don’t care.  Now they are holidays. I nie łap mnie więcej zdaniem z pytaniem zależnym, tato!</p>
<p style="text-align: left;">Tak więc ferie. Niech będzie.</p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ANGIELSKI W KOMÓRCE</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/angielski-w-komorce.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/angielski-w-komorce.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Jan 2010 13:26:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[dzwonki]]></category>
		<category><![CDATA[komórka]]></category>
		<category><![CDATA[mobile]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=879</guid>
		<description><![CDATA[  Zwyczajny sygnał w nowoczesnym telefonie komórkowym u trendy użytkownika − to niedopuszczalne uchybienie. W czasach „masowej indywidualizacji” wszystko musi być wyjątkowe.   Dzwonki z przebojami z lat 80. – to moda, która jakiś czas temu owładnęła moje (i nieco &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/angielski-w-komorce.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-880" title="angielski w komórce" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/01/angielski-w-komórce.jpg" alt="angielski w komórce" width="250" height="292" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zwyczajny sygnał w nowoczesnym telefonie komórkowym u trendy użytkownika − to niedopuszczalne uchybienie. W czasach „masowej indywidualizacji” wszystko musi być wyjątkowe.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">Dzwonki z przebojami z lat 80. – to moda, która jakiś czas temu owładnęła moje (i nieco starsze) pokolenie. Młodsi mają już zdecydowanie nowocześniejszy gust i najczęściej wybierają albo topowe numery list przebojów, albo odgłosy. Czasem bardzo dziwne, bo mocno naturalistyczne (żeby nie powiedzieć… fizjologiczne). Generalnie chodzi o to, że szanujący się posiadacz komórki − bez względu na wiek − nie może pozwolić sobie na „obciach”. Wiedzą to już dzieciaki. Technologia towarzyszy najmłodszym niemal od pieluch, więc nie ma co się oszukiwać. Jakiś czas temu do szału doprowadzały nas w szkole różne pierdafony czy bekafony. Marketingowcy wymyślą wszystko, za co ludzie (czytaj: rodzice) zapłacą. Przed świętami wszyscy jak uchem zastrzyc przełączają się na kolędy i bożonarodzeniowe szlagiery. Sam uwielbiam White Christmas, więc nie ma siły: łapię się na przedświąteczną nostalgię. Dzieciaki to samo. I dobrze, bo nauczenie się kolędy czy piosenki po angielsku to rzecz przyjemna i pożyteczna zarazem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale nie koniec na tym. Wszak świat pędzi do przodu i zaskakuje nas coraz to nowymi wynalazkami. Oto przyszła mi sms-em oferta na pewną usługę. Za jedyną dychę z hakiem plus VAT mogę sobie wykupić na komórkę… słownik języka angielskiego. W wersji „full wypas” – jak mówi młodzież. Wszystkie słówka na jedno kliknięcie palcem w klawiaturę telefonu. No i dylemat. Z reguły jestem przeciwny takim „skrótom życiowym”. Jak się nie nauczysz to niewiedzy nie załatasz. Jednak usłyszałem, że w szkole dzieciaki szaleją za takim gadżetami, bo łatwo i sprawnie można sobie sms-y po angielsku wysyłać. A to teraz nie tylko modne, ale też jest przy tym sporo zabawy i śmiechu. Łatwiej napisać „sorry” niż „przepraszam”, łatwiej „love” niż „kocham”. Nie tak prędko &#8211; pomyślałem. Przede wszystkim to właśnie w takich sytuacjach ćwiczymy umiejętność posługiwania się językiem. A pisanie sms-ów nie wymaga zmagania się z umiejętnym zapisem słów i wiedzy o konstrukcji zdań czy gramatyki. Więc, jakie wnioski? Tego słownik nam nie zastąpi. Sklecenie zdania z przypadkowych słów to jeszcze daleka droga do prawdziwego sensu. Jednak z całą pewnością może być to narzędzie użyteczne, bo przecież każdemu zdarza się czasem zapomnieć potrzebnego akurat słówka. Więc czemu nie? Choć ostatnio podczas zakupów przekonałem się, że można obejść nie tylko gramatykę, ale też zagrać na nosie językowi angielskiemu. Kiedy w księgarni przeglądałem nowości wydawnicze, otrzymałem takiego oto sms-a od mojej nieocenionej żony, która właśnie buszowała w sklepach z produktami niepotrzebnymi czyli ciuchami: „Give me $$$! Please, bejb” <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/angielski-w-komorce.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>TO SKI OR NOT TO SKI</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/to-ski-or-not-to-ski.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/to-ski-or-not-to-ski.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Jan 2010 22:06:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[ski]]></category>
		<category><![CDATA[skiing]]></category>
		<category><![CDATA[zima]]></category>
		<category><![CDATA[zima w mieście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=870</guid>
		<description><![CDATA[  Nie lubię zimy. Nieustannie zamarzający samochód, odśnieżanie, zmęczenie, zimno. A potem te roztopy, choroby i inne kataklizmy. Oczywiście dzieciaki uwielbiają zimę – zwłaszcza podczas ferii, kiedy nie trzeba chodzić do szkoły, a można wybrać się w góry, pojeździć na &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/to-ski-or-not-to-ski.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-872" title="skiing_3" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/01/skiing_3.jpg" alt="skiing_3" width="275" height="375" /></p>
<p><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Nie lubię zimy. Nieustannie zamarzający samochód, odśnieżanie, zmęczenie, zimno. A potem te roztopy, choroby i inne kataklizmy. Oczywiście dzieciaki uwielbiają zimę – zwłaszcza podczas ferii, kiedy nie trzeba chodzić do szkoły, a można wybrać się w góry, pojeździć na sankach, nartach czy – jak to jest modne obecnie – na snowboardzie. Cała rodzina narzeka, że jestem taki nieczuły wobec śnieżnych szaleństw. Ale to nieprawda.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">Jako chłopiec uwielbiałem zimę. Ale teraz patrzę na to inaczej. Kiedy ostatnio pod szkołą oberwałem od brzdąców śnieżką w głowę − ledwo powstrzymałem się od zrobienia awantury. Ale… opamiętałem się. W myśl zasady, że pedagog zawsze powinien nad sobą panować. Poza tym, najłatwiej zwalczać złe nastawienie poznając obiekt niechęci. Tak też zdecydowałem. Korzystając z wolnego dnia, postanowiłem się zabawić. Już od rana pełnym głosem narzekałem na śnieg, zimno i kłopoty z jazdą – czym wzbudziłem ogromne współczucie u najcieplejszej z żon, a co za tym idzie − wymusiłem przełożenie weekendowych zakupów na inny dzień. Ze zbolałą miną zebrałem dzieciaki, zapakowałem do auta i ruszyliśmy. Pojechaliśmy w pobliskie góry, gdzie schronisko prowadzi znajomy naszej rodziny. Przez całą drogę odpowiadałem na pytania dzieci, wyjaśniając im dlaczego nie lubię zimy. Z dramatyzmem relacjonowałem, jaki to ciężki los spotyka dorosłych w zimowe dni. Dzieciaki współczuły…</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy dotarliśmy na miejsce, młódź rzuciła się do bagażnika po swoje sanki i narty. Stałem spokojnie − czekając, by odegrać rolę nadzorcy bezpieczeństwa naszej gromady. Tak jest zresztą od lat: oni biegiem na stok, a ja… serwis techniczny, instruktor i porządkowy w jednym. Tym razem miało być jednak inaczej.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy dzieciaki ruszyły do wyciągu, pojawił się nasz znajomy ze schroniska:</p>
<p style="text-align: justify;">− Hola, hola! – zatrzymał gromadę − Podobno wasz tato nie lubi zimy?</p>
<p style="text-align: justify;">− Nie! – cała trójka krzyknęła jednocześnie.</p>
<p style="text-align: justify;">− A może chcecie nieco wkurzyć staruszka i zagnać go na narty? – mrugnął do nich okiem.</p>
<p style="text-align: justify;">Dzieciakom błysnęły w oczach złośliwe chochliki.</p>
<p style="text-align: justify;">− Jasne!</p>
<p style="text-align: justify;">− Powiem więcej: władujmy go na deskę! – wrzasnął.</p>
<p style="text-align: justify;">− Taaak jeeest! – zawyła horda.</p>
<p style="text-align: justify;">No i stało się: ruszyłem z deską na stok. Jeździłem trzy godziny. Wyluzowany i spokojny. Udawałem, że nie widzę machających do mnie dzieciaków, które w związku z zaostrzeniem zasad bezpieczeństwa mogły dziś bawić się na śniegu tylko przy schronisku.</p>
<p style="text-align: justify;">Przed powrotem przybiłem piątkę mojemu kumplowi i zapakowałem znudzoną młódź do samochodu.</p>
<p style="text-align: justify;">− Wiecie dlaczego nie lubiłem zimy?</p>
<p style="text-align: justify;">− Tak – odpowiedzieli. – Bo zawsze tylko my się bawiliśmy.</p>
<p style="text-align: justify;">− No właśnie – skwitowałem z uśmiechem.</p>
<p style="text-align: justify;">Następnym razem będziemy szaleć na zmiany, żeby każdy miał frajdę. No i zabierzemy mamę, oczywiście.</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/to-ski-or-not-to-ski.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE, TYM NA STAROŚĆ TRĄCI</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/czym-skorupka-za-mlodu-nasiaknie-tym-na-starosc-traci.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/czym-skorupka-za-mlodu-nasiaknie-tym-na-starosc-traci.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 16:58:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[metoda Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[nauka języka angielskiego dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[nauka przez zabawę]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=845</guid>
		<description><![CDATA[  To stare, dobrze wszystkim znane powiedzenie można odnieść nie tylko do nawyków wychowawczych, ale również językowych. Wszystko zaczęło się od pewnej rozmowy w szkole Helen Doron…   Po lekcji staliśmy sobie w grupie, nauczyciele i rodzice, gaworząc wesoło o &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/czym-skorupka-za-mlodu-nasiaknie-tym-na-starosc-traci.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-846" title="1 (11)" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/12/1-11.JPG" alt="1 (11)" width="358" height="269" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>To stare, dobrze wszystkim znane powiedzenie można odnieść nie tylko do nawyków wychowawczych, ale również językowych. Wszystko zaczęło się od pewnej rozmowy w szkole Helen Doron…</strong></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">Po lekcji staliśmy sobie w grupie, nauczyciele i rodzice, gaworząc wesoło o zbliżającym się Mikołaju i planach zakupu prezentów:</p>
<p style="text-align: justify;">− Nie chcę dzieciom psuć Świąt kupując im zabawki edukacyjne. Tyle nauki mają na okrągło przez cały rok. Pod choinką i w worku Mikołaja powinny znaleźć naprawdę te rzeczy, które lubią − oświadczyła jedna z mam. Pokiwaliśmy głową ze zrozumieniem. Na to wtrącił się ojciec innego naszego ucznia:</p>
<p style="text-align: justify;">− To nie tak − zaoponował − Teraz jest duży wybór gadżetów, które bawią i uczą. Nie musimy ogłupiać dzieci prymitywnymi grami, albo lalkami, które po miesiącu wylądują w kącie pokoju − tu również zgodziłem się z mówcą.</p>
<p style="text-align: justify;">− Nie będę wariować i latać i po sklepach wypytując, co spełnia wymogi edukacyjne, a co nie. Zapytam dzieci czego sobie życzą i dokładnie to dostaną − zareagowała mama.</p>
<p style="text-align: justify;">− Do niczego nie namawiam. Ale lepiej zapobiegać, niż leczyć − zacytował obiegową prawdę.</p>
<p style="text-align: justify;">− Przesadza pan − zbagatelizowała problem mama ucznia − Kiedyś zauważyłam, jak dzięki tym choćby grom, z których pan tak się śmieje, moje dzieci szybciej zaczęły uczyć się angielskich słówek i zwrotów.</p>
<p style="text-align: justify;">− Jakich? – zapytał uprzejmie tato ucznia − „Now, I kill you!” O to pani chodzi?</p>
<p style="text-align: justify;">− Oj, nie będę z Panem dyskutować – machnęła ręką kobieta − Każdy ma rozum i wie co dobre dla jego dziecka…</p>
<p style="text-align: justify;">Załagodziłem spór przypominając, że chociażby w Internecie dostępnych jest mnóstwo edukacyjnych gier komputerowych, które są zabawne i emocjonujące. I w dodatku nie trzeba za nie płacić. Zresztą także w metodzie Helen Doron podstawą nauczania jest zabawa. Jednak ta rozmowa zaszczepiła we mnie pewien niepokój. Nie wszystkie językowe gry, zabawy i zabawki − ba! − nawet piosenki tworzy się z zachowaniem prawideł gramatyki i z troską o odpowiednie brzmienie zdań. Czasem stosuje się skróty, zwroty potoczne, nawet określenia slangowe. A przecież nauka języka powinna uwzględniać jego poprawność i czystość. Oczywiście, wszystkie codzienne wtręty i powiedzonka są bardzo ważne, ale ich przyswajanie powinno następować dopiero po nauczeniu poprawnych form. Dziecko, które zapamięta i przyzwyczai się do konstruowania zdań niezgodnie z zasadami gramatyki, albo zacznie operować synonimami, wynikającymi z mody językowej − może mieć problemy w szkole, albo podczas rozwiązywania testów kwalifikacyjnych. Przecież tam liczy się znajomość poprawnej angielszczyzny. Podrapałem się w głowę. Tym właśnie różni się metoda Helen Doron i rekomendowane przez nauczycieli gry i zabawy edukacyjne od marketingowej samowolki: dbałością o atrakcyjność edukacji, ale także przestrzeganiem fundamentalnych zasad nauki języka i jego poprawności. Warto o tym pamiętać.</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/czym-skorupka-za-mlodu-nasiaknie-tym-na-starosc-traci.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>VAT NA KURSY JĘZYKOWE? O NIE!</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/vat-na-kursy-jezykowe-o-nie.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/vat-na-kursy-jezykowe-o-nie.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Nov 2009 17:00:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[akcja protestacyjna]]></category>
		<category><![CDATA[Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[kampania]]></category>
		<category><![CDATA[Nie! dla podatku na kursy językowe]]></category>
		<category><![CDATA[PASE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=819</guid>
		<description><![CDATA[Co sądzicie o obłożeniu 22% podatkiem VAT kursów językowych? Właśnie taki plan ma ministerstwo finansów. Dotychczas usługi edukacyjne zwolnione były z podatku. Ale – wszystko na to wskazuje – już wkrótce może się to zmienić… W mojej szkole wszyscy mówią &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/vat-na-kursy-jezykowe-o-nie.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-large wp-image-820" title="NIE dla VAT" src="http://www.nowemediapr.pl/bp/wp-content/uploads/2009/11/plakat_pase_anty-vat_1600px.jpg" alt="NIE dla VAT" width="294" height="398" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co sądzicie o obłożeniu 22% podatkiem </strong><strong>VAT kursów językowych</strong><strong>? Właśnie taki plan ma ministerstwo finansów. Dotychczas usługi edukacyjne zwolnione były z podatku. Ale – wszystko na to wskazuje – już wkrótce może się to zmienić…</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><br />
</strong>W mojej szkole wszyscy mówią wyłącznie o tym: jeśli nie stanie się cud to już wkrótce staniemy przed wizją totalnej katastrofy, którą szykuje nam rząd. Nowelizacja ustawy podatkowej obecnie jest jeszcze na etapie projektu. Eksperci twierdzą jednak, że jeżeli wejdzie w życie – stanie się to już w roku 2010. Czyli za chwilę. A wiecie co to oznacza dla przeciętnych zjadaczy chleba? Że jeśli proponowane zmiany zostaną wprowadzone, ceny kursów językowych wzrosną. I to drastycznie. Kogo wtedy będzie stać na dodatkowe kształcenie? Niewielu. Czyli pewnie znaczna część słuchaczy zmuszona będzie zrezygnować z kursów, a szkoły językowe zmierzą się z kryzysem, którego zapewne większość z nich nie przetrwa. Taki właśnie szykuje nam się prezent…
</p>
<p style="text-align: justify;">Ale, jak się okazuje, można coś w tej sprawie zrobić. Polskie Stowarzyszenie na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE zorganizowało wielką, ogólnopolską kampanię pod hasłem <strong>„Nie! dla VAT na kursy językowe”</strong>. Sieć Helen Doron Early English popiera akcję i nasze szkoły już włączyły się do działania. A działanie jest proste: musimy zebrać jak najwięcej podpisów przeciwników nowelizacji ustawy podatkowej. Im będzie ich więcej, tym większa nasza siła i moc sprawcza. PASE chce dołączyć wszystkie podpisy do specjalnej petycji, argumentującej szkodliwość wprowadzenia nowych zapisów w ustawie podatkowej. Całość przekazana zostanie do Sejmu RP.</p>
<p style="text-align: justify;">Cel akcji jest jasny, a zaangażowanie nie wymaga zbyt wiele wysiłku. W naszej szkole wisi już plakat i można podpisać się na specjalnym formularzu popierającym kampanię.</p>
<p style="text-align: justify;">Kochani! Jeśli zależy Wam, żeby Wasze dzieciaki uczestniczyły w kursach angielskiego metodą Helen Doron na takich warunkach, jak dotychczas – przyłączcie się do tej akcji. Jeśli lubicie nas i chcecie, żeby Wasza szkoła HD nie zniknęła z mapy Waszego miasta – złóżcie swój podpis.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Swój głos oddać można on-line na stronie internetowej PASE: <a href="http://pase.pl/content/view/239/1/">http://pase.pl/content/view/239/1/</a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Oczywiście liczy się każdy głos, nawet pojedynczy. Ale jeśli ktoś chce wesprzeć kampanię na większą skalę, może ze strony PASE pobrać specjalny formularz do zbierania większej liczby podpisów.</p>
<p style="text-align: justify;">Wiecie co? Mam nadzieję i bardzo wierzę, że dzięki naszym wspólnym staraniom do nowelizacji ustawy podatkowej mimo wszystko nie dojdzie. Może ten nasz głos rozsądku przemówi jednak do rozsądku posłów?</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/vat-na-kursy-jezykowe-o-nie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>MEETING Z ANGLIKIEM</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/meeting-z-anglikiem.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/meeting-z-anglikiem.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Oct 2009 12:24:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Anglik]]></category>
		<category><![CDATA[Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[meeting]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=778</guid>
		<description><![CDATA[  Największym szokiem dla wszystkich uczących się języka angielskiego jest pierwsze zetknięcie z ludźmi, dla których ten język jest naturalny. Zupełnie inaczej rozmawia się z każdym innym obcokrajowcem. Dla Szweda, Hiszpana czy Węgra – język Wyspiarzy – nawet opanowany w &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/meeting-z-anglikiem.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-779" title="united-kingdom-lg" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/10/united-kingdom-lg-300x190.jpg" alt="united-kingdom-lg" width="300" height="190" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Największym szokiem dla wszystkich uczących się języka angielskiego jest pierwsze zetknięcie z ludźmi, dla których ten język jest naturalny. Zupełnie inaczej rozmawia się z każdym innym obcokrajowcem. Dla Szweda, Hiszpana czy Węgra – język Wyspiarzy – nawet opanowany w najlepszym stylu będzie zawsze językiem drugiego wyboru i łatwiej będzie się rozmawiać i tolerować pewne pomyłki, albo słabszą wymowę. Jednak co zrobić w sytuacji, kiedy następuje „ten pierwszy raz” – czyli pierwsza rozmowa z prawdziwym Anglikiem?  </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim, co powtarzamy tutaj wielokrotnie, sposobem jest wychowywanie dwujęzycznych dzieci. Nauka rozpoczęta bardzo wcześniej pozwoli traktować język jako naturalną część życiowej edukacji i rozwoju. Możemy być pewni, że dziecko uczące się języka obcego w sposób lekki i nieinwazyjny &#8211; nie będzie przeżywać stresu związanego z nauką i kontaktem z „żywym językiem”. Drugim ważnym elementem, który stanowi fundament efektywnej nauki jest kontakt z native speakerami – czyli nauczycielami, dla których angielski jest rodzimym językiem. Oczywiście co kraj, co region –angielski będzie nieco inny. Szybko zauważamy, jak bardzo różni się angielski Amerykanina z USA od tego samego języka obowiązującego w Australii, w kantonach Kanady, że nie wspomnę o ulicach Wielkiej Brytanii, a  nawet samego Londynu. To angielskie miasto jest prawdziwym labiryntem językowym. Wytrawny londyńczyk pozna po akcencie i sposobie doboru słów, z której części miasta kto pochodzi. Dla nas brzmi to często abstrakcyjnie, ale… to prawda.</p>
<p style="text-align: justify;">Aby zacząć operować angielskim w sposób swobodny, niezbędna jest cierpliwość i uczącego się, i rozmówcy. Nie należy zrażać się, że na początku nie rozumiemy rodowitego Anglika, który kiwa głową zirytowany nasza dziwną wymową. Grunt to próbować do skutku i dobrze przysłuchiwać się, w jaki sposób „native” mówi. Dobrze pamiętam swój własny horror, kiedy po raz pierwszy pojechałem na stypendium do Wielkiej Brytanii. Nie dość, że nie wierzyłem w swoje moce językowe to jeszcze trafiłam do Edynburga (ach, ta Szkocja!), do internatu, w którym nie było żadnych obcokrajowców. Największy koszmar zaczął się w nocy. Otóż Wyspiarze, którzy mają nieco inne podejście do ogrzewania i ciepła w pomieszczeniach, niespecjalnie przejmowali się temperaturą panującą w naszych studenckich pokojach. Dla mnie – zanim zahartowałem się – był to szok. Nie mogłem z zimna zasnąć, więc wstałem i zszedłem do portierni, żeby poprosić o dodatkowy koc. I kiedy wypowiedziałam &#8211; zdaje się prostą formułę: Can I get blanket? Recepcjonista z nocnej zmiany, najpierw coś zagulgotał ostro, a potem wręczył mi do wypełnienia blankiet meldunkowy dla studenta (blankiet w języku angielskim to blank). Nie potrafiliśmy się dogadać. Nie rozumiałem dziwnego szkockiego akcentu, a on mojego angielskiego <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  W końcu wziąłem płaszcz i położyłem się na podłodze, pokazując o co mi chodzi. Koc się znalazł <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> . Potem wielokrotnie z tymże recepcjonistą naśmiewaliśmy się z całej przygody. Tak więc: nie przejmujcie się. Liczą się chęci i odwaga. I uczcie angielskiego dzieci, bo one nie mają tylu kompleksów i strachów co dorośli…</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/meeting-z-anglikiem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PIZZA, FRYTKI, HOT-DOG… JESIENNE ROZWAŻANIA NA PUSTYM BRZUCHU :)</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/pizza-frytki-hot-dog%e2%80%a6-czyli-jesienne-rozwazania-na-pustym-brzuchu.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/pizza-frytki-hot-dog%e2%80%a6-czyli-jesienne-rozwazania-na-pustym-brzuchu.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Oct 2009 12:41:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[frytki]]></category>
		<category><![CDATA[hot-dog]]></category>
		<category><![CDATA[jesień]]></category>
		<category><![CDATA[nauka języka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[pizza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=771</guid>
		<description><![CDATA[  Zawsze uważałem, że Nagrodę Nobla powinno przyznawać się również w kategorii: kulinarne osiągnięcia ludzkości. Bo dlaczego nie? Przecież jedzenie, związana z nim oprawa i tradycja to kawał historii. Ba, a jakież wyzwanie dla nauczyciela angielskiego! Jedna z podstawowych lekcji &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/pizza-frytki-hot-dog%e2%80%a6-czyli-jesienne-rozwazania-na-pustym-brzuchu.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-772" title="16831" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/10/pizza-man-280x300.jpg" alt="16831" width="280" height="300" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zawsze uważałem, że Nagrodę Nobla powinno przyznawać się również w kategorii: kulinarne osiągnięcia ludzkości. Bo dlaczego nie? Przecież jedzenie, związana z nim oprawa i tradycja to kawał historii. Ba, a jakież wyzwanie dla nauczyciela angielskiego! Jedna z podstawowych lekcji to przyswajanie nazw produktów i potraw oraz komunikacja w restauracji. Trzy elementarne problemy, z jakimi musimy zmierzyć się w obcym kraju to: po pierwsze „Jak dojść do…”, po drugie „Gdzie znajduje się toaleta”, po trzecie i najważniejsze: „Proszę frytki, pizzę, piwo, kawę i ciasteczko&#8230;”</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jesienią zawsze wracam do pizzy. Trochę jak niedźwiedź przed długim, zimowym snem – czuję potrzebę uzupełnienia energetycznych deficytów. Zresztą pizza to nader ciekawe zjawisko. Nikt nie przypuszczał, że tradycyjne danie biedniejszej części społeczeństwa dawnych Włoch zawojuje cały świat. Podejrzewam, że nawet nie ma już obiekcji na królewskich dworach, by czasem przekąsić kawałek pysznej, ociekającej roztopionym serem pizzy…</p>
<p style="text-align: justify;">Ochota na pizzę natchnęła mnie do poruszenia kwestii związanych z nauką języka angielskiego. Podczas ostatnich zajęć dyskutowaliśmy sobie z dzieciakami na temat nazewnictwa i etymologii potraw. Okazało się, że jednym z największych przesądów, jakie towarzyszą w początkowej fazie edukacji kulinarnej jest… pochodzenie frytek i pizzy właśnie. Oczywiście wszyscy kojarzą te dania z tradycją amerykańską. „Ech, wszystkiemu winna popkultura” – pomyślałem… No cóż, trudno wyobrazić sobie dziś amerykańską rzeczywistość bez widoku nastolatków z frytkami czy bez pizzerii (zresztą czy jakąkolwiek inną można sobie wyobrazić? <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> . O kwestiach zdrowotnych i dietetycznych pisać tu nie będę. Każdy wie, że nadużywanie jadła generalnie nie prowadzi do niczego dobrego, ale wiadomo: wszystko jest dla ludzi. Tyle, że podstawą jest umiar. I przy tym pozostańmy. Wróćmy raczej do kwestii widzenia pizzy przez pryzmat etymologii (czyli wiedzy o pochodzeniu wyrazów). Słowo „pizza” jest wyrazem rdzennie włoskim, nie angielskim. Potrawa pochodzi z Neapolu, choć istnieją dowody, że pierwsze placki podobne do pizzy serwowali już starożytni Grecy. Cóż, człowiek od zawsze wiedział co dobre <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> . „Margherita” była wyrazem hołdu dla włoskiej królowej Małgorzaty Sabaudzkiej, która pod koniec XIX wieku odwiedziła Neapol. To właśnie na jej cześć sporządzono pizzę, a nazwa wzięła się od imienia władczyni.</p>
<p style="text-align: justify;">Inaczej sprawa ma się z frytkami. Oryginalna ich nazwa to „chips”, ale też przede wszystkim „french chips” – czyli… francuskie. Czego to dowodzi? Że frytki również wcale nie pochodzą z Ameryki. Otóż potrawa narodziła się w Belgii, a dokładniej we francuskojęzycznej części kraju. Po francusku frytki zwą się <em>pommes de terre frites. </em></p>
<p style="text-align: justify;">– No, ale już „hot dog” to na pewno jest amerykański! – stwierdziły moje dzieciaki.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu to typowo amerykańskie danie w stylu fast food. No niestety. Chociaż w przypadku bułki z gorącą parówką sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Otóż cała historia zaczęła się w Niemczech, a dokładnie we Frankfurcie nad Menem. To właśnie tam, w XV wieku powstały parówki. I to właśnie wraz z niemiecką emigracją, danie przywędrowało do USA, gdzie zostało spopularyzowane i urosło do rangi narodowej potrawy. Pan Hot dog ma nawet swój wierszyk:</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>ECHOES FROM THE LUNCH WAGON</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>&#8216;Tis dogs&#8217; delight to bark and bite,<br />
Thus does the adage run.<br />
</strong><strong>But </strong><strong>I delight to bite the dog<br />
When placed inside a bun.</strong>
</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">Co tłumaczymy tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>ODGŁOSY Z WAGONU ŚNIADANIOWEGO</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rzeczą psa jest gryźć i szczekać,<br />
dlatego zwykł człek uciekać.<br />
Lecz ja lubię ugryźć psa,<br />
gdy go wewnątrz bułki mam.</strong>
</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">Jak widzicie, historia kuchni i migracje potraw to temat rzeka, na niejedną lekcję języka angielskiego. Nie wiem jak Wy, ale ja – przez to pisanie o jedzeniu – poczułem się właśnie strasznie głodny. Aż słyszę, jak burczy mi w brzuchu. Na pohybel zdrowej diecie i kaloriom! Dzwonię do pizzerii <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/pizza-frytki-hot-dog%e2%80%a6-czyli-jesienne-rozwazania-na-pustym-brzuchu.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

