<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog HelenDoron &#187; Venetta</title>
	<atom:link href="http://blog.helendoron.pl/category/venetta/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.helendoron.pl</link>
	<description>angielski dla dzieci, nauka dzieci, rozwój dziecka,</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 08:05:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>KTO URATUJE MARZANNĘ?</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Mar 2010 11:47:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[Marzanna]]></category>
		<category><![CDATA[obrzędy]]></category>
		<category><![CDATA[pierwszy dzień wiosny]]></category>
		<category><![CDATA[topienie Marzanny]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[zwyczaj]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=939</guid>
		<description><![CDATA[  Marzanna jest w beznadziejnej sytuacji. Jej los jest przesądzony: musi zginąć… Tak nakazuje tradycja i koniec. „Topienie Marzanny” – symbolu zimy – jeśli się nad tym zastanowić, jest obrządkiem raczej okrutnym. Dziecięcy orszak wiedzie nad rzekę słomianą kukłę przypominającą &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><strong><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/marzanna.gif"><img class="aligncenter size-full wp-image-940" title="marzanna" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/marzanna.gif" alt="" width="320" height="224" /></a></strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Marzanna jest w beznadziejnej sytuacji. Jej los jest przesądzony: musi zginąć… Tak nakazuje tradycja i koniec. „Topienie Marzanny” – symbolu zimy – jeśli się nad tym zastanowić, jest obrządkiem raczej okrutnym. Dziecięcy orszak wiedzie nad rzekę słomianą kukłę przypominającą kobietę. Tam najpierw się ją podpala, a potem wrzuca w lodowatą toń. Towarzyszą temu radosne śpiewy i gaik-maik witający wiosnę. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kto nie topił Marzanny? Sama pamiętam z czasów kiedy byłam małą dziewczynką, jak 21 marca gromadnie szło się przez całe miasto w kolorowym pochodzie i nad rzeką ukatrupiało złą zimę. A delikwent, który miał to szczęście i trzymał kukłę – mógł czuć się lepszy od innych. Mógł, bo i cała reszta szczerze zazdrościła wybrańcowi Pani Nauczycielki. Oczywiście „topienie Marzanny” bawi jedynie najmłodszych – takich w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Starsi z utęsknieniem czekają na pierwszy dzień wiosny raczej ze względu na inną tradycję: Dzień Wagarowicza. Niemniej jednak, jak świat światem, młodsze dzieciaki piszczą z radości na okoliczność zgładzenia Marzanny. I jakoś nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, że właściwie to ten zwyczaj – choć stary jak cała słowiańszczyzna – jest straszny i scenariusz ma jak z horroru. Moja młodsza córka, która na Marzannie „zjadła zęby” i właściwie mogłaby być w tej kwestii ekspertem, zaserwowała nam jeszcze jedną ciekawostkę, o której nie mieliśmy pojęcia. Otóż, zgodnie z przesądem, pływającej Marzanny nie można dotknąć, bo… po takim dotyku uschnie ręka. I w ogóle, jak już się wrzuci tę nieszczęsną zimę do wody, trzeba jak najszybciej odejść – nie odwracając się, bo Marzanna może rzucić zły czar i potem można się na przykład rozchorować. Że o innych strasznościach nie wspomnę.</p>
<p>            – Skąd to wiesz? – zapytałam.</p>
<p>           – Pani nam opowiadała i potem dziewczyny mówiły, że to prawda. Bo jedna taka Ania z osiedla, jak w zeszłym roku dotknęła Marzanny to potem była w szpitalu i rodzice musieli wydać dużo pieniędzy na leczenie.</p>
<p>Mała opowiadała z takim przejęciem, że aż dostała wypieków. Ja właściwie też, ale raczej z niedowierzania. Oczywiście potęga dziecięcej wyobraźni jest wielka i jakiekolwiek próby racjonalnego wytłumaczenia słowa „tradycja” w takiej sytuacji należy sobie darować: mądrala nie dała się przekonać i została przy swoim. W końcu „Pani” jest większym autorytetem, niż mama czy tato – i to też z pokorą trzeba zaakceptować.</p>
<p>Starsze dzieci są już bardziej racjonalne i głębiej osadzone we współczesnej rzeczywistości:</p>
<p>            – A ja uważam, że Marzannę trzeba w końcu uratować. I nawet można by było jakąś fajną pikietę w jej obronie zrobić – stwierdził nastoletni syn.</p>
<p>            – Spoko pomysł. To nawet mogłoby nieźle chwycić – wtórowała mu starsza siostra.</p>
<p>Włos zjeżył mi się na głowie, bo oto wyobraziłam sobie, jak młodszej córce od dotknięcia Marzanny usycha ręka, a starsze dzieci trafiają do aresztu za zorganizowanie nielegalnej manifestacji… Postanowiłam, że w tym roku, w swojej szkole ani słowem nie wspomnę o staropolskich tradycjach związanych z pierwszym dniem wiosny. Szukałam w Internecie czy w innych krajach też czaruje się wiosnę w klimacie gore. Nic nie znalazłam. Może po prostu obcokrajowcy przechodzą nad faktem jej nadejścia do porządku dziennego: ot, przyszła i jest. A zima odeszła i nie ma na to rady <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WASH &amp; GO: WASH NA WŁOSACH, WŁOSY GO…</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 18:42:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[angielski]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>
		<category><![CDATA[spoty]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=923</guid>
		<description><![CDATA[  O nowych produktach i ich fantastycznych zaletach dowiadujemy się niemal w każdej chwili, której nie przeznaczamy na sen. Reklama wciska się do naszych oczu, uszu, nosów i ust. Atakuje przez radio, telewizję, Internet, na ulicy i w supermarkecie… Wyrzucana &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/dziecko-przed-telewizorem.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-924" title="dziecko przed telewizorem" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/dziecko-przed-telewizorem.jpg" alt="" width="329" height="220" /></a></p>
<p> </p>
<p><strong>O nowych produktach i ich fantastycznych zaletach dowiadujemy się niemal w każdej chwili, której nie przeznaczamy na sen. Reklama wciska się do naszych oczu, uszu, nosów i ust. Atakuje przez radio, telewizję, Internet, na ulicy i w supermarkecie… Wyrzucana do śmieci − powraca pocztową skrzynką, wsuwa się za wycieraczkę samochodu, wskakuje przez okno… No trudno. W takich czasach żyjemy i nikt na nachalność reklamy nic już nie poradzi. Ale żeby w szkole zamiast wierszyków recytować reklamowe slogany? No tego już za wiele…</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Swego czasu zapłaciłam pokaźną sumę za piękną Barbie. Wcześniej był jeszcze różowy konik Little Pony z uroczym domkiem Ponyville. Do tego doszedł maleńki kucyk Pinkie Pie mieszkający w Pałacu Snów, Rainbow Dash i Toola Roola… W tym samy czasie starsza córka została fanką Hello Kitty i postanowiła zebrać całą kolekcję: od cukierkowej pomadki, poprzez akcesoria do włosów, plecak, telefon komórkowy, na garderobie kończąc. Syn, zobaczywszy reklamę konsoli gier Nintendo, odnalazł nowy cel życia… Córki są bardziej grymaśne, zatem szybko okazało się, że reklamowane produkty nie spełniają ich oczekiwań. W telewizji Barbie tańczyła, śpiewała, nie filcowały jej się włosy, a perłowe zęby błyszczały w uśmiechu. Ta wyjęta z pudełka nie robiła już takiego wrażenia. Podobnego rozczarowania dostarczyła farma kucyków i kocie akcesoria made in China. „No cóż…” − pomyślałam. „Oto uczycie się dzieciaki prawdziwego życia, które nijak nie przypomina tego kolorowego świata reklam”. Spoty posługują się półprawdami, które mają działać na naszą wyobraźnię. Oczywiście najłatwiej „złapać” dzieci, bo one we wszystko uwierzą. Ale, zdarza się − na co przykład mam we własnym domu − że na reklamę dają się naciągnąć nawet i całkiem poważni panowie. Tacy jak mój mąż, którzy to uważają się za ekspertów w każdej kwestii. Bo skoro „większość rodzin amerykańskich używa…” to cacko musi być doskonałe. A przecież w Polce chcemy żyć jak w Ameryce, prawda? Jeżeli więc zdecydujesz się na kupno, przynajmniej pod tym jednym względem Twoja rodzina stanie się podoba do amerykańskiej.</p>
<p>Reklamy proponują nam rozwiązanie codziennych problemów za pomocą produktów ułatwiających życie. Rozbudzają nie tylko zmysły, ale przede wszystkim potrzeby. Nowe produkty obiecują lepsze życie, większy komfort i świetną zabawę. Uwodzą i prowokują. Pal licho, że dorosłych. Gorzej, że na reklamowy lep łapią się nasze dzieci. Zastanawiałam się, jak rozwiązać ten problem. Przecież nie da się wyeliminować całego tego reklamowego kitu. Reklama jest wszędzie. Nawet w szkole. Cieszę się, że moje dzieci uczą się angielskiego. A tu akurat reklama często przychodzi w sukurs, bo właśnie dzięki reklamie dzieciaki poznały całe mnóstwo idiomów i anglojęzycznych zwrotów. Do znudzenia powtarzały, że „Coca-Cola is the music”, a „Mentos the Freshmaker”. Ale kiedy któregoś razu po powrocie z przedszkola, mała pochwaliła się, że nauczyła się dziś nowej piosenki po angielsku, po czym wyśpiewała 30-sekundowy spot reklamujący cukierki – zagotowałam się. A, jakby tego było mało, syn poprosił mnie o pomoc w tłumaczeniu na angielski krótkiego tekstu, który pani zadała na lekcji jako pracę domową. Tekst szedł tak:</p>
<p><em>„Idealnie wyprasowane rzeczy. Bez cienia plamki, bo woda nie skapuje spod stopy żelazka i nie brudzi tkaniny. Dodatkowe, wzmocnione uderzenie pary powoduje, że znikają bez śladu nawet najtrwalsze zagniecenia. Idealnie szybkie i wygodne prasowanie – byś miała więcej czasu dla siebie…”.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p>„Chyba starzeję się, kurczę…” − pomyślałam i poczułam, że nie jestem ani „fresh”, ani „cool”, ani nawet „tego warta”. Ale na pewno bardzo, bardzo chciałabym mieć takie żelazko <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CUCUMBER, ŚWINKA Z GWINEI I WOSK</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Feb 2010 14:45:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[cucumber]]></category>
		<category><![CDATA[ferie]]></category>
		<category><![CDATA[Guinea Pig]]></category>
		<category><![CDATA[język angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[metoda Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[świnka morska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=890</guid>
		<description><![CDATA[  Właśnie kończyłam ostatnie zajęcia przed feriami. Maluchy już pakowały swoje torebki i plecaki. Na dziś koniec. − To udanego wypoczynku, miękkich zasp, szybkich sanek i wspaniałego bałwanka – życzyłam dzieciakom. Nagle podeszły do mnie dwie dziewczynki: Maja i Ola, &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/DSC_2881.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-891" title="dzieci w szkole j angielskiego" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/DSC_2881-859x1024.jpg" alt="" width="266" height="316" /></a></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Właśnie kończyłam ostatnie zajęcia przed feriami. Maluchy już pakowały swoje torebki i plecaki. Na dziś koniec. − To udanego wypoczynku, miękkich zasp, szybkich sanek i wspaniałego bałwanka – życzyłam dzieciakom. Nagle podeszły do mnie dwie dziewczynki: Maja i Ola, rezolutne siedmiolatki z ambicjami…</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>− Proszę pani… − zagaiła Ola. − A dlaczego cucumber nie nazywa się ogórek?</p>
<p>− Nazywa się inaczej, ale oznacza to samo – zaśmiałam się. – Tylko po angielsku. O czym przecież doskonale wiecie.</p>
<p>− Tak, tak − przytaknęła skwapliwie Maja. – Ale nam chodzi o coś innego. Dlaczego to słowo nazywa się cucumber, a nie ogórek?</p>
<p>− Bo to słowo z języka angielskiego, a nie polskiego. Opowiadałam wam kiedyś o tym, że języki tworzą różne rodziny. Mówiłam jak wędrowały i zmieniały się. Czasem języki spotykają się, ale żeby je poznać − musimy się ich nauczyć, poznać panujące w nich reguły. To tak, jakbyście odwiedzały bardzo dalekich znajomych. Wiecie jak to jest, czasem idziecie do kogoś w odwiedziny i bardzo dziwicie się, dlaczego w cudzym domu coś urządzone jest zupełnie inaczej niż u was.</p>
<p>Dziewczynki w zadumie kiwały głowami.</p>
<p>− No tak. Nawet czasem w tym angielskim to mają nawet fajniej niż u nas – oświadczyła Ola. − Ich „bee” jest łatwiejsze od naszej pszczółki − westchnęła.</p>
<p>− A wiecie, że są też śmieszne i dziwne nazwy? Zarówno w języku polskim, jak i angielskim – postanowiłam wyrównać szanse między językami.</p>
<p>− Naprawdę? Jakie? − dziewczynki spojrzały na mnie z ciekawością.</p>
<p>− Ot, choćby Guinea Pig. Czyli nasza świnka morska. Znacie to zwierzątko?</p>
<p>− Jasne! − zawołały dziewczynki.</p>
<p>− Widzicie, „świnka gwinejska” brzmi tak samo zabawnie i niedorzecznie, jak polskie określenie „świnka morska”. To zabawne zwierzątko wcale nie pochodzi z Afryki, gdzie leży Gwinea, ale z Ameryki Południowej. A czy którejś z was kojarzy się z prosiątkiem i morzem? Nie, a jednak nazwa przyjęła się i nikt nie zastanawia się dziś nad jej pochodzeniem.</p>
<p>− Ale chomik też przecież brzmi głupio – zauważyła Maja.</p>
<p>− Nie możesz mówić, że słowo brzmi „głupio”. Po prostu może wydawać ci się dziwne, inne. A nazwa chomik wzięła się stąd, że to miłe zwierzątko robi sobie zapasy jedzenia, czyli chomikuje.</p>
<p>− Ale po co chomikuje? Przecież mieszka z ludźmi, którzy się nim opiekują i nie zabraknie mu jedzenia − upierała się dalej Maja.</p>
<p>− Chomikowanie to bardzo dobra cecha. Ale nieważne, bo przecież teraz rozmawiamy o językach i ich ciekawej różnorodności. A wiecie na przykład, że słowo wosk, które w angielskim brzmi wax, zawędrowało do angielszczyzny od nas?</p>
<p>− Jak to ?! – zakrzyknęły dziewczynki. – To Amerykanie nie mieli wosku?</p>
<p>− Ależ nie. Oczywiście, że mieli. Tylko jego nazwę zapożyczyli z naszej rodziny językowej. Ale to bardzo długa historia, do której jeszcze z całą pewnością kiedyś wrócimy. Westchnęłam i pożałowałam, że wdałam się w tę dyskusję. Ech, jednak tłumaczenie siedmiolatkom reguł świata dorosłych nie jest zajęciem łatwym&#8230; Zwłaszcza, jeśli chodzi o zawiłości języka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>MERRY CHRISTMAS W LISTOPADZIE!</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/merry-christmas-w-listopadzie.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/merry-christmas-w-listopadzie.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 22:16:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[Boże Narodzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Christmas]]></category>
		<category><![CDATA[George Michael]]></category>
		<category><![CDATA[LAst Christmas]]></category>
		<category><![CDATA[shopping]]></category>
		<category><![CDATA[Święty Mikołaj]]></category>
		<category><![CDATA[tradycje świąteczne]]></category>
		<category><![CDATA[zakupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=836</guid>
		<description><![CDATA[  Kiedy zaczyna się w naszym kraju okres przedświąteczny? Zaraz po Zaduszkach… Jeszcze nie zgasną cmentarne ogarki, a już centra handlowe obwieszone są bombkami. Zdezorientowani maszerujemy w rytm kolęd i z niedowierzaniem oglądamy piętrzące się pod przystrojonymi choinkami prezenty… Do &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/merry-christmas-w-listopadzie.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-837" title="mlyn919l" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/11/mlyn919l1.jpg" alt="mlyn919l" width="251" height="259" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kiedy zaczyna się w naszym kraju okres przedświąteczny? Zaraz po Zaduszkach… Jeszcze nie zgasną cmentarne ogarki, a już centra handlowe obwieszone są bombkami. Zdezorientowani maszerujemy w rytm kolęd i z niedowierzaniem oglądamy piętrzące się pod przystrojonymi choinkami prezenty… Do tego Święty Mikołaj wymachuje nam przed nosem dzwonkiem, radośnie wykrzykując ho! ho! ho! Jak nic, można zwariować…</strong></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj na rynku w naszym mieście zaroiło się od drewnianych bud, żłobików, karuzel i różnej maści kramów z dobrami doczesnymi. To tradycyjny, wyczekany przez wszystkich Jarmark Bożonarodzeniowy. Sama nawet bardzo cieszę się, że już jest. Cały rok na te budy czekałam, bo tylko tam kupić można słój prawdziwego, gryczanego miodu. No i jest. Leje się już grzane wino, bydełko porykuje, kiełbasa skwierczy na grillu, można kupić nie tylko świąteczne drzewko, ale właściwie przysłowiowe mydło i powidło. Lud raduje się i tłumnie oblega bożonarodzeniowe targowisko.</p>
<p style="text-align: justify;">         − Pani kupi karteczki świąteczne! Teraz za połowę ceny, a za chwilę już dwa razy drożej! − pan sprzedawca zna zasady marketingu i dobrze wie, co działa na ludzi…</p>
<p style="text-align: justify;">W drodze do galerii handlowej, moja młodsza córka zdążyła naciągnąć mnie na bożonarodzeniowe pieczone jabłko, lukrowane serce z piernika i opaskę do włosów z flauszowymi rogami renifera.  Sama uległam kompletowi światełek do dekorowania okna i haftowanej serwecie na wigilijny stół. Oprócz miodu gryczanego, w mojej torbie wylądowały jeszcze słój miodu lipowego (bo dobry na grypę, a wszak wiadomo, że teraz pandemia…) oraz flaszka nalewki malinowej (o właściwościach równie leczniczych, jak rzeczony miód…). Objuczona jak betlejemski osiołek i zmęczona świąteczną atmosferą rynku, z córką przyczepioną do płaszcza doczłapałam do galerii handlowej. Po buty dla małej. Taka przynajmniej była pierwotna idea tej wyprawy…</p>
<p style="text-align: justify;">         − Mamo, a dlaczego tu jest tyle świętych mikołajów, skoro Święty Mikołaj jest tylko jeden? − zapytała nagle moja córka.</p>
<p style="text-align: justify;">I bądź tu mądry… No dlaczego? Nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Na szczęście z głośników właśnie zadudnił świąteczny przebój Georga Michaela<em>.</em> Moment i już obie śpiewałyśmy, że<em> „last Christmas I give you my heart… but the very next day, you gave it away…” </em></p>
<p style="text-align: justify;">W obuwniczym przywitała nas pani w stroju seksownej śnieżynki. Rozdawała świąteczne kupony rabatowe: „Tylko dziś! Nie czekaj do pierwszej gwiazdki! Od ceny każdej kupionej pary butów – 15%”. Pomyślałam, że to fantastycznie. Może nawet trzeba skorzystać z tej niebywałej okazji i już dziś kupić nie tylko jedną, ale ze trzy, albo i cztery pary butów? Do tego wrócić do rynku i dokupić karpia, choinkę w doniczce i mak do kutii? Po co czekać jeszcze cały miesiąc?</p>
<p style="text-align: justify;">         − Mamusiu, zróbmy Święta już od dziś, dobrze? − poprosiła mała, a ja uświadomiłam sobie, że moje wywody o tym, jakim Boże Narodzenie jest wyjątkowym czasem, mogę wsadzić między bajki. W tym wszystkim najbardziej zdezorientowane są dzieci i jeśli dorośli nic z tym nie zrobią – wychowamy sobie pokolenie Amerykanów, u których „Święta” zaczynają się już w październiku i kojarzą się wyłącznie z szaleństwem kupowania prezentów i jedzenia… Merry Christmas everyone!</p>
<p style="text-align: justify;"><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/merry-christmas-w-listopadzie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>DWUJĘZYCZNOŚĆ I NAUKA JĘZYKA OBCEGO DZIECI – FAKTY I MITY</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/dwujezycznosc-dzieci-i-nauka-jezyka-obcego-%e2%80%93-fakty-i-mity.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/dwujezycznosc-dzieci-i-nauka-jezyka-obcego-%e2%80%93-fakty-i-mity.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Nov 2009 17:35:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[dwujęzyczne dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[dwujęzyczność]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[fakty i mity]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=827</guid>
		<description><![CDATA[  Czy dziecku nie „pomieszają się” języki? Czy wczesne nauczanie języka obcego, albo równoległe nauczanie dwóch języków nie opóźni jego rozwoju? Czy maluch będzie się jąkał oraz czy to prawda, że posłanie przedszkolaka do szkoły językowej sprawi, że będzie gorzej &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/dwujezycznosc-dzieci-i-nauka-jezyka-obcego-%e2%80%93-fakty-i-mity.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-828" title="S_Picture_160" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/11/S_Picture_160.jpg" alt="S_Picture_160" width="292" height="261" /></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy dziecku nie „pomieszają się” języki? Czy wczesne nauczanie języka obcego, albo równoległe nauczanie dwóch języków nie opóźni jego rozwoju? Czy maluch będzie się jąkał oraz czy to prawda, że posłanie przedszkolaka do szkoły językowej sprawi, że będzie gorzej od rówieśników mówił po polsku? Postanowiliśmy rozwiać dziś nie tylko te, ale i inne wątpliwości rodziców związane z edukacją językową dzieci.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Mimo, że coraz chętniej inwestujemy we wczesną edukację naszych latorośli, większość polskich rodziców wciąż nieufna jest wobec nauczania dzieci języków obcych. I nie przekonują nas ani wyniki naukowych badań, ani nawet naoczne przypadki dzieci, które od urodzenia mają kontakt z więcej niż jednym językiem i z łatwością je sobie przyswajają. A zatem, czas rozprawić się z faktami i mitami na ten temat…</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mit 1: nauka języka obcego może opóźnić rozwój dziecka</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fakt:</strong> Nie ma żadnych dowodów na to, że nauka więcej niż jednego języka wpływa negatywnie na rozwój dziecka. Wręcz przeciwnie: istnieje wiele dowodów potwierdzających, że wcześnie prowadzona edukacja językowa korzystnie wpływa na rozwój intelektualny dziecka i w dużym stopniu warunkuje jego dalsze sukcesy szkolne. Co więcej, dzieci uczą się języków szybciej niż dorośli. A to dlatego, że mózg człowieka rozwija się najintensywniej do szóstego roku życia. Im więc później zaczyna się naukę – tym trudniej przychodzi przyswajanie wiedzy.</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mit 2: wielojęzycznym dzieciom „mieszają się” języki</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fakt:</strong> To prawda, że wielojęzycznym dzieciom zdarza się używać w jednym zdaniu słów z różnych języków. Bywa również, że maluchy popełniają błędy gramatyczne. Czy jest to powód do obaw? Absolutnie nie. Nauka języka czy języków oraz ogólnie – rozwój mowy jest procesem długotrwałym. U dzieci jednojęzycznych, jak i wielojęzycznych proces ten przebiega identycznie. Zjawisko łączenia wyrazów jest zupełnie nieszkodliwe i przeminie samoistnie wraz z wiekiem i rozwojem umiejętności komunikacyjnych dziecka. Z czasem, w miarę rozwoju słownictwa, dziecko nauczy się poprawnej formy i czystej wymowy. Doskonale też poradzi sobie z odróżnianiem języków. Ostatecznie zabawne neologizmy i powiedzonka trafią więc do zbioru rodzinnych anegdot…</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mit 3: dziecko uczące się języka obcego może zacząć się jąkać</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fakt:</strong> Pochodzenie tego przekonania to największa zagadka psychologów dziecięcych i logopedów. Skąd się wzięła? Nie wiadomo. Jednak na różnego typu internetowych forach dyskusyjnych znaleźć można taką obawę mam. Jest całkowicie bezpodstawna, absurdalna i nie poparta żadnymi dowodami. Zdaniem specjalistów &#8211; nie ma możliwości, by edukacja językowa była w jakikolwiek sposób powiązana i miała wpływ na rozwój jąkania u dziecka. Wręcz przeciwnie: lekarze, psychologowie i logopedzi z całą stanowczością podkreślają, że nauka języka nie hamuje rozwoju dziecka, ale znacząco i wszechstronnie go przyspiesza.</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mit 4: jeżeli dziecko uczy się np. języka angielskiego, będzie robiło wolniejsze postępy w nauce języka polskiego</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fakt: </strong>Gdy dziecko używa dwóch języków równolegle, postępy w nauce języka ojczystego na pewno nie będą wolniejsze. Wręcz przeciwnie: kiedy dziecko wysławia się w dwóch lub więcej językach, praca mózgu jest wzmacniana. Można powiedzieć, że w ten sposób dziecko „gimnastykuje” swoje „szare komórki”, co z kolei wpływa na zwiększenie wydajności i ogólny rozwój intelektualny.</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">I na zakończenie jeszcze jeden fakt, który − mam nadzieję − ostatecznie przekona niedowiarków i rodziców niezbyt przekonanych do edukacji językowej swojego dziecka: badania nad bilingualizmem, który oznacza posiadanie umiejętności mówienia, czytania i pisania w dwóch językach, dowodzą znacznej kulturowej i ekonomicznej przewagi osób dwujęzycznych. Wiecie co to oznacza? Najkrócej mówiąc to, że dzisiejsze dzieciaki w przyszłości poradzą sobie w życiu lepiej, niż niejeden dzisiejszy rodzic  <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/dwujezycznosc-dzieci-i-nauka-jezyka-obcego-%e2%80%93-fakty-i-mity.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>TRICK OR TREATING</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/trick-or-treating.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/trick-or-treating.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2009 18:25:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[amerykańskie zwyczaje]]></category>
		<category><![CDATA[cukierek albo psikus]]></category>
		<category><![CDATA[Halloween]]></category>
		<category><![CDATA[trick-or-treating]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=792</guid>
		<description><![CDATA[  „Cukierek, albo psikus!” usłyszałam w domofonie piskliwy, dziecięcy głosik ze zgranym chichotem w tle. Cukierek? A może jednak psikus? „Co wybrać, co wybrać?” – myślałam gorączkowo i bezwiednie nacisnęłam przycisk otwierający drzwi…  Halloween to kolejne po Walentynkach amerykańskie święto, &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/trick-or-treating.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-791" title="HappyHalloween" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/11/HappyHalloween1.jpg" alt="HappyHalloween" width="300" height="300" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>„Cukierek, albo psikus!” usłyszałam w domofonie piskliwy, dziecięcy głosik ze zgranym chichotem w tle. Cukierek? A może jednak psikus? „Co wybrać, co wybrać?” – myślałam gorączkowo i bezwiednie nacisnęłam przycisk otwierający drzwi…</strong> </p>
<p style="text-align: justify;">Halloween to kolejne po Walentynkach amerykańskie święto, które na dobre zadomowiło się w polskim kalendarzu. To straszne święto obchodzono już 2000 lat temu. Według wierzeń celtyckich, dusze zmarłych wracały w następnym roku na ziemię, by wejść w ciała żywych. Aby temu zapobiec, 31 października konstruowano przeróżne, straszne maski i przebrania, mające imitować demony i upiory. Przebierańcy tańczyli wokół rozpalonych ognisk, robiąc dużo hałasu. W ten sposób chciano odpędzić duchy jak najdalej od ludzkich siedzib. W XIX wieku święto przywędrowało wraz z irlandzkimi emigrantami do Ameryki. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, ulegało różnym modyfikacjom i metamorfozom.  Współcześni miłośnicy Halloween, podobnie jak starożytni Celtowie, przebierają się za duchy, potwory i czarownice. Tej nocy przebrane dzieci chodzą grupami od domu do domu, pukają do drzwi i domagają się słodyczy &#8211; jeśli ich nie otrzymają, straszą gospodarzy. Obyczaj ten, zwany &#8220;trick or treat&#8221; (sztuczka albo poczęstunek), wywodzi się z czasów wczesnego średniowiecza. Ówcześni chrześcijanie podczas uroczystości Wszystkich Świętych, chodzili z wioski do wioski, żebrząc o &#8220;ciasto dla duszy&#8221;, czyli chleb z rodzynkami. Ofiarodawcom obiecywali modlitwy za dusze bliskich zmarłych. W USA jest także tradycją, że tego dnia urządzane są barwne pochody przez ulice miast. Najsłynniejsza halloweenowa parada organizowana jest co roku w Greenwich Village na nowojorskim Manhattanie. Do nas jednak zwyczaj ten jeszcze nie dotarł. Za to swojski „Cukierek, albo psikus” – tak. Trick-or-treating to doskonała zabawa i sposób na darmowe słodycze. W przypadku odmowy dokarmienia dzieciaków można spodziewać się w odwecie psikusa lub jakiejś drobnej, acz uciążliwej niespodzianki. Nie bardzo wiem, co mogłoby to być, bo oczywiście mój wybór był jedyny słuszny: cukierek! A dokładniej to czekolada, garść krówek, batonik i paczka żelków. Wyczyściłam lodówkę i przynajmniej pozbyłam się kuszących kalorii. Głosy na temat Halloween są podzielone. Jednym ten zwyczaj bardzo przypadł do gustu i traktują go jako kolejną okazję do dobrej zabawy, innym z kolei – zupełnie się nie podoba. Na szczęście mamy wolność i każdy może robić, co uważa za słuszne. W mojej szkole już na tydzień przed Halloween organizowane są różne konkursy, dzieciaki przychodzą na zajęcia przebrane, wycinamy dynie i dekorujemy klasy. Zresztą w domu też mamy z halloweenowych zwyczajów niezłą uciechę, a domowej roboty zupa z dyni jest nie tylko pyszna, ale i zdrowa. I tak sobie myślę, dlaczego by nie? Może warto w ten sposób, choć na jeden dzień w roku powrócić do czasów radosnego dzieciństwa? Kto z was pamięta, gdy sami jako dzieci pielgrzymowaliście ze świątecznym Turoniem po okolicznych domach? A niejeden, kto tego nie robił – do dziś żałuje straconej zabawy. Zatem… Happy Halloween, Kochani!</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: left;">Źródło i więcej informacji o Halloween znajdziecie na: <a href="http://www.halloween.wp.pl/">www.halloween.wp.pl</a></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/trick-or-treating.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>POPRZECZKA ZA WYSOKO</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/poprzeczka-za-wysoko.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/poprzeczka-za-wysoko.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2009 15:11:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Helen Doron Early English]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=782</guid>
		<description><![CDATA[  Przez kilkanaście lat swojej zawodowej praktyki, wiele razy miałam do czynienia z rodzicami mającymi zbyt wysokie oczekiwania. Ich wygórowane ambicje dotyczyły dzieci,  nauczycieli, zajęć i w ogóle wszystkiego. Spodziewali się, że maluch najlepiej już po pierwszym kursie nie tylko &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/poprzeczka-za-wysoko.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-783" title="S_DSC_9259" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/10/S_DSC_9259-300x205.jpg" alt="S_DSC_9259" width="300" height="205" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Przez kilkanaście lat swojej zawodowej praktyki, wiele razy miałam do czynienia z rodzicami mającymi zbyt wysokie oczekiwania. Ich wygórowane ambicje dotyczyły dzieci,  nauczycieli, zajęć i w ogóle wszystkiego. Spodziewali się, że maluch najlepiej już po pierwszym kursie nie tylko doskonale opanuje słownictwo, ale też będzie mówić po angielsku z doskonałym, brytyjskim akcentem.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Od samego początku uświadamiam rodzicom, że dzieci &#8211; bez względu na wszystko &#8211; uczą się języka tak samo: stopniowo. Wymawiają głoski w określonej kolejności. Na przykład najpierw uczą się wymawiać „b” i „m”, a dopiero potem „l” czy „j”. Wyjaśniam też niestrudzenie, że istnieje pewien schemat, według którego dzieci uczą się dźwięków. Jest związany z wiekiem dzieci oraz ich zdolnością do szybkiego i precyzyjnego poruszania mięśniami narządów mowy. Maluchy cały czas osłuchują się z językiem i „dostrajają” do jego brzmienia. Mimo nawet niezwykle wysoko powieszonej poprzeczki, pewnych procesów nie da się „przeskoczyć”: potrzeba od paru miesięcy do kilku lat, zanim normalnie rozwijające się dziecko przyswoi sobie odpowiedni zasób słownictwa i nauczy się wymawiać prawidłowo głoski.</p>
<p style="text-align: justify;">Naturalną rzeczą jest również, że dzieci dla których angielski jest drugim językiem, muszą dłużej uczyć się wymawiania głosek, niż rodzimi użytkownicy tego języka. Takie dzieci nie mają wieloletniego doświadczenia w słuchaniu i wymawianiu dźwięków. Sześcio- i siedmiolatki nie będą popełniać takich samych błędów jak trzylatki, ale naturalnym zjawiskiem będzie u nich niewłaściwe wymawianie „r” oraz obu wariantów głoski „th”. To normalne i nie ma się tym co przejmować. Większość rodzimych użytkowników języka angielskiego zaczyna poprawnie wymawiać głoskę „r” w wieku pięciu lat, a oba warianty głoski „th” w wieku sześciu lub siedmiu lat. Niewątpliwie każde dziecko rozwija się inaczej i istnieje pewien przedział czasowy uważany za normę.</p>
<p style="text-align: justify;">Niestety nader często spotykam się z roszczeniową postawą rodziców, którzy wyznają zasadę: płacę za kurs, więc wymagam szybkich efektów. Czyli „oczekuję, że moje dziecko po waszym kursie płynnie opanuje język angielski w mowie i piśmie”. No niestety, każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie i ma różne predyspozycje. Nie ma chyba na świecie nauczyciela, który dałby komukolwiek gwarancję, że postępy Jasia X będą takie, jak opisane w podręczniku metodycznym. Rodzice często patrzą na postępy edukacyjne innych dzieci, przyrównując do nich postępy własnych. Pół biedy, jeśli dziecko przeambicjonowanego rodzica jest wyżej. Kłopot zaczyna się wówczas, gdy maluch do umiejętności rówieśnika nie przystaje. Najczęściej rodzice upatrują wówczas problemu we własnym dziecku, szukając porad u rozmaitych specjalistów: psychologa dziecięcego, logopedy, pedagoga… Zupełnie bez sensu. Wiecie co myślę w takich przypadkach? Że to jednak nie dziecko, ale rodzice mają problem. I to nie maluch, ale dorosły powinien skorzystać z porady odpowiedniego fachowca…</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/poprzeczka-za-wysoko.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CIASTO Z COCA-COLĄ CZYLI ODKRYWANIE AMERYKI</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/ciasto-z-coca-cola-czyli-odkrywanie-ameryki.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/ciasto-z-coca-cola-czyli-odkrywanie-ameryki.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Sep 2009 16:10:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka]]></category>
		<category><![CDATA[cola cake]]></category>
		<category><![CDATA[język angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Wieczór Amerykański]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=758</guid>
		<description><![CDATA[  Uwielbiam szkolne występy. Od początku edukacji moich dzieci – czyli jeszcze od przedszkola – żadnego nie opuściłam. Bo chyba nie ma nic co napawałoby rodzica dumą bardziej, niż obserwowanie własnych dzieciaków w akcji.   W klasie mojej młodszej córki &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/ciasto-z-coca-cola-czyli-odkrywanie-ameryki.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="size-medium wp-image-759 aligncenter" title="cola cake" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/09/cola-cake-240x300.jpg" alt="cola cake" width="240" height="300" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Uwielbiam szkolne występy. Od początku edukacji moich dzieci – czyli jeszcze od przedszkola – żadnego nie opuściłam. Bo chyba nie ma nic co napawałoby rodzica dumą bardziej, niż obserwowanie własnych dzieciaków w akcji. </strong></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;">W klasie mojej młodszej córki funkcjonuje bardzo fajna tradycja: we wrześniu i październiku – kiedy jeszcze nie ma zbyt dużo nauki, a głowy bliższe są wakacjom niż ślęczeniu w książkach – organizowane są otwarte wieczorki tematyczne. Na potrzeby prezentacji, szkolna świetlica zamienia się w salę teatralną, albo scenę muzyczną, jarmark czy targową halę. Tegoroczny sezon otwiera cykl, który dzieciaki nazwały „Wieża Babel”. Zadanie polega na tym, że raz w tygodniu – w piątkowy wieczór wybrana grupa przybliżać będzie szkolnej publiczności narodowe, nieznane „smaczki” jednego z krajów. Trudność polega na tym, że prezentacja musi pokazywać coś, czego nie znajdzie się w standardowym przewodniku turystycznym. Pomysł niebanalny, bo oprócz ćwiczenia rozlicznych umiejętności, dzieciaki przy okazji poszerzają wiedzę dotyczącą kulturowych inności. Oczywiście w przygotowania i organizację zawsze – siłą rzeczy, ale też z wielką frajdą &#8211; angażują się rodzice. Pomysł od razu mi się spodobał. Niecierpliwie czekałam zatem na wieści, każdego dnia wypytując małą czy coś już wiadomo: jak ta „Wieża Babel” ma wyglądać? No i w końcu machina organizacyjna ruszyła. Pani nauczycielka podzieliła klasę na grupy, a każdy zespół wylosował jedno państwo. Liczyłam na Norwegię, Rumunię, może Maltę. Mogłaby być też Japonia, albo Meksyk. Niechby choć była jedna z monarchii Beneluxu. Bo to jednak kraje ciekawe, a mimo wszystko wciąż u nas mało znane. „Tyle ciekawych rzeczy będzie można pokazać” – cieszyłam się w myślach. Ale, jak to w życiu, nic z tego: grupa mojej córki wylosowała… Stany Zjednoczone. „O, nie…” – jęknęłam. Bo jak tu odkryć Amerykę, skoro wszystko na jej temat zostało już napisane i po stokroć opowiedziane? Mała jednak wprost piszczała z zachwytu:</p>
<p style="text-align: justify;">- Mamusiu, mamusiu! Ale super! Na pewno wymyślisz coś fajnego!</p>
<p style="text-align: justify;">Co najgorsze, reszta zaangażowanych w sprawę rodziców desygnowała mnie na niepisanego kierownika imprezy:</p>
<p style="text-align: justify;">– Jesteś nauczycielką angielskiego to będzie ci łatwiej – stwierdzili.</p>
<p style="text-align: justify;">Po prostu świetnie, prawda? Nasze mieszkanie zamieniło się w kwaterę główną – siedzibę sztabu organizującego Wieczór Amerykański. Czas płynął i płynął, a w mojej głowie panowała kompletna pustka. Nikt z nas nie był w stanie znaleźć czegokolwiek, co w USA byłoby nie tylko ciekawe, ale też osobliwe i nieznane. Z rosnącym przerażeniem myślałam, że zrealizuje się taka oto posępna wizja: nasza grupa pokaże Myszkę Miki, opowiemy o Nowym Jorku, a gości poczęstujemy hamburgerem z McDonald’sa, pop-cornem i coca-colą…</p>
<p style="text-align: justify;">Na szczęście jednak, zamiast biadolić – Rada Starszych postanowiła w końcu solennie wziąć się w garść, zacząć działać i nie dać konkurencji. Podzieliliśmy się w pary, rozpisaliśmy zadania i terminarz prac. A kiedy przyszła „godzina W” – byliśmy gotowi. Wieczór Amerykański okazał się sukcesem i wielkim „woow!” &#8211; w iście amerykańskim stylu. Pozostałe kraje zzieleniały z zazdrości <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Joanna, mama Oli i właścicielka zakładu krawieckiego, zajęła się scenografią. Nie wiem jak to zrobiła, ale razem z mężem zamienili szkolną świetlicę w prawdziwe Stany Zjednoczone: widownia siedziała w Kalifornii, mali aktorzy występowali na scenie nowojorskiego Central Parku, stoły z jedzeniem ustawiono na Alasce… Nie zabrakło Nevady, Oregonu i Kolorado. Maciek z tatą &#8211; prawnikiem zebrali ciekawostki dotyczące zabawnych przepisów, bo przecież Amerykanie mają fisia na punkcie nakazów i zakazów. Wiedzieliście na przykład, że w waszyngtońskim metrze obowiązuje zakaz jedzenia i picia? Prawdziwym gwoździem programu okazał się nietuzinkowy repertuar króla Elvisa i boskiej Marilyn. Czyli Patryka i Ani, dzieciaków Marty i Sławka – aktorów naszych lokalnych teatrów. Furorę zrobili Indianie, niestety nie obyło się bez napadu na dyliżans jadący przez prerię. Oprah Winfrey przeprowadziła wywiad z publicznością, a CNN nadało go live na jednej ze ścian. Byli jazzmani rodem z Nowego Orleanu i Dolly Parton z nieśmiertelnym country. A jeśli chodzi o coca-colę to i owszem – również była tego wieczoru. Ale nie tak zwyczajnie, jak myślicie. Moja dociekliwa córka znalazła na jakiś amerykańskich stronach kulinarnych oryginalny przepis na ciasto czekoladowe z coca-colą. Upiekłam i wiecie co się okazało? Wszyscy zgodnie orzekli, że jest to najlepsze ciasto czekoladowe, jakie kiedykolwiek jedli. Zresztą zróbcie je, bo jest banalnie proste, a sami się przekonacie. Oblizuję właśnie palce i myślę, że jednak Ameryka wcale nie została jeszcze tak do końca odkryta  <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><strong><em> </em></strong></p>
<p><strong><br />
CZEKOLADOWE CIASTO Z COCA-COLĄ<br />
</strong> </p>
<p><strong><em><span style="text-decoration: underline;">Cake:</span></em></strong></p>
<p><em>2 cups sugar</em></p>
<p><em>2 cups all-purpose flour</em></p>
<p><em>1 1/2 cups small marshmallows</em></p>
<p><em>1/2 cup butter or margarine</em></p>
<p><em>1/2 cup vegetable oil</em></p>
<p><em>3 tablespoons cocoa</em></p>
<p><em>1 cup Coca-Cola</em></p>
<p><em>1 teaspoon baking soda</em></p>
<p><em>1/2 cup buttermilk</em></p>
<p><em>2 eggs</em></p>
<p><em>1 teaspoon vanilla extract</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><strong><em><span style="text-decoration: underline;">Frosting:</span></em></strong></p>
<p><em>1/2 cup butter</em></p>
<p><em>3 tablespoons cocoa</em></p>
<p><em>6 tablespoons Coca-Cola</em></p>
<p><em>1 box (16 ounces) confectioners&#8217; sugar</em></p>
<p><em>1 teaspoon vanilla extract</em></p>
<p><em>1 cup chopped secans</em></p>
<p><em> </em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Preheat oven to 350 degrees. In a bowl, sift sugar and flour. Add marsh- mallows. </em><em>In saucepan, mix butter, oil, cocoa, and Coca-Cola. Bring to a boil and pour over dry ingredients; blend well. Dissolve baking soda in buttermilk just before adding to batter along with eggs and vanilla extract, mixing well. Pour into a well-greased 9-by-13-inch pan and bake 35 to 45 minutes. </em><em>Remove from oven and Frost immediately.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>To make frosting, combine butter, cocoa and Coca-Cola in a saucepan. Bring to a boil and pour over confectioners&#8217; sugar, blending well. Add vanilla extract and </em><em>pecans. Spread over hot cake. When cool, cut into squares and serve.</em></p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/ciasto-z-coca-cola-czyli-odkrywanie-ameryki.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ… I TWOIMI DZIEĆMI</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/niech-moc-bedzie-z-toba%e2%80%a6-i-twoimi-dziecmi.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/niech-moc-bedzie-z-toba%e2%80%a6-i-twoimi-dziecmi.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Aug 2009 15:45:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne Wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Lord Vader]]></category>
		<category><![CDATA[Luke Skywalker]]></category>
		<category><![CDATA[Star Wars]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=727</guid>
		<description><![CDATA[  Co robi tato, kiedy dzieci nudzą się w wakacyjne popołudnie? Oczywiście idzie do wypożyczalni DVD i przynosi do domu film. Im dłuższy, tym lepszy. I najlepiej jeszcze taki, żeby sam mógł zalec na kanapie i emocjonować się akcją…   &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/niech-moc-bedzie-z-toba%e2%80%a6-i-twoimi-dziecmi.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-728" title="Gwiezdne Wojny" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/08/Gwiezdne-Wojny2-300x285.jpg" alt="Gwiezdne Wojny" width="300" height="285" /></p>
<p> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co robi tato, kiedy dzieci nudzą się w wakacyjne popołudnie? Oczywiście idzie do wypożyczalni DVD i przynosi do domu film. Im dłuższy, tym lepszy. I najlepiej jeszcze taki, żeby sam mógł zalec na kanapie i emocjonować się akcją…</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Hej, matki i żony – znacie to, prawda? Jasne, że tak. Jeśli nie z autopsji to na pewno potraficie wyobrazić sobie taki właśnie obrazek jak ten, który zainspirował mnie do dzisiejszego wpisu.</p>
<p style="text-align: justify;">Otóż właśnie wczoraj był ten dzień, kiedy moje dzieci zwróciły się nie do mnie, ale do taty w te oto słowa:</p>
<p style="text-align: justify;">- Tatuuuuusiu, poczytaj nam, albo może obejrzymy razem jakiś film? No i zaczęło się. O czytaniu mowy nie było, bo upał, zmęczenie i takie tam. Najprościej zatem (i najszybciej) zejść do osiedlowej wypożyczalni i za kilka złotych zamienić duży pokój w salę kinową. Co zainteresowałoby na półce z filmami każdą odpowiedzialną mamę? Familijna „Świnka Babe”, „Dzieci z Bullerbyn”, może „Niedźwiadek”… Na pewno jednak coś pouczającego i ze światłym przekazem, że dobro zawsze zwycięża. Co z wypożyczalni przynoszą do domu mężowie-tatusiowie? Sześciopak trzech części „Star Wars”&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Nie minęła chwila, jak Lord Vader chrypił z ekranu naszego telewizora:</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>-</strong> <strong><em>May the Force be with you!</em></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dzieci rozparły się wygodnie w swoich fotelach i – ku mojemu przerażeniu – z każdą kolejną sceną coraz bardziej zatapiały się w kosmiczną sagę. Bawiły się świetnie, kiedy na ekranie pojawiali się sklonowani mordercy w nieskazitelnie białych uniformach, flota Imperium atakowała jasną stronę mocy, księżniczka Leia wyłaniała się w snopach iskier ze swojego statku, Luke Skywalker odlatywał do walki z pierwszą Gwiazdą Śmierci, a Lord Vader niemiłosiernie charczał rozsiewając zło w czystej postaci. Oczywiście najlepiej bawił się najstarszy chłopiec: tato. Kino familijne i kreskówki w starciu z George’em Lucasem nie miały szans. Żeby nie patrzeć na tę jatkę, wyszłam z domu. Kiedy wróciłam, było już po wszystkim. A przy stole w kuchni, nad talerzami z kolacją toczyła się pełna emocji dyskusja:</p>
<p style="text-align: justify;">- Tato, a czemu ten Lord Vader to najpierw jest dobry, potem zły, a potem znowu dobry?</p>
<p style="text-align: justify;">- Bo gdyby był przez cały czas dobry to nie byłoby takiego fajnego filmu. A poza tym zauważcie, że dobro walczyło w nim ze złem i w końcu jednak odniosło zwycięstwo.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale skoro dobro i tak zwycięża to po co jest zło? – dwie pary okrągłych oczu wbiły się w twarz taty, który musiał teraz wygenerować odpowiedź na miarę salomonowego rozstrzygnięcia.</p>
<p style="text-align: justify;">- Hmm… no jest tak, że dobro nie zawsze zwycięża – i tu nastąpiła pełna napięcia chwila milczenia, w której dało się wyczuć powagę sytuacji, ale i pełne zjednoczenie dyskutantów. – Bo chodzi o to, że gdyby zło w ogóle nie istniało to skąd ludzie mieliby wiedzieć co jest dobre, a co złe. No, bo przecież nie byłoby porównania, prawda? I poza tym, jakby nie było Vadera to Skywalker nie miałby z kim walczyć – dodał mój mąż, a ja ze zdumienia zastrzygłam przyklejonymi do szpary w drzwiach uszami…</p>
<p style="text-align: justify;">Dzieciaki ze zrozumieniem pokiwały głowami. Wszystko stało się jasne. Wepchnęły do buzi resztę kanapek i popijając kakao zdecydowanie orzekły, że jednak bardziej podoba im się jasna strona mocy. I co Wy na to? Bo ja od wczoraj mam wrażenie, że moja biegłość w psychologii dziecięcej niewiele znaczy, poza tym pochodzę chyba z sąsiedniej galaktyki. I aż boję się myśleć, jaka moc ją zamieszkuje <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/niech-moc-bedzie-z-toba%e2%80%a6-i-twoimi-dziecmi.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>KAJAKIEM PRZEZ JĘZYK</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/kajakiem-przez-jezyk.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/kajakiem-przez-jezyk.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Jul 2009 13:20:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[boat]]></category>
		<category><![CDATA[canoe]]></category>
		<category><![CDATA[kajak]]></category>
		<category><![CDATA[kayak]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=691</guid>
		<description><![CDATA[  – Ciociu jak powiedzieć po angielsku: jedziemy kajakiem? – zapytała wczoraj moja 12-letnia bratanica. – Matylda, po pierwsze to kajakiem się pływa, nie jeździ. Ale rozumiem, że chodzi ci o to, żeby powiedzieć przyjaciółce o naszym jutrzejszym wyjeździe na &#8230; <a href="http://blog.helendoron.pl/kajakiem-przez-jezyk.html">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="size-medium wp-image-692  aligncenter" title="kayak" src="http://www.blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2009/07/kayak-300x227.jpg" alt="kayak" width="300" height="227" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"> </p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">– Ciociu jak powiedzieć po angielsku: jedziemy kajakiem? – zapytała wczoraj moja 12-letnia bratanica.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">– Matylda, po pierwsze to kajakiem się pływa, nie jeździ. Ale rozumiem, że chodzi ci o to, żeby powiedzieć przyjaciółce o naszym jutrzejszym wyjeździe na Mazury, gdzie będziemy pływać kajakami?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">– No tak, ale przecież nie będę tego pisać tak rozwlekle &#8211; nadąsała się Matylda. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">Westchnęłam. Oczywiście kiedy polski „kajak” okazał się angielskim słowem „kayak” – zdziwiła się. A kiedy dodałam do tego „canoe”<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>- moja bratanica przez chwilę myślała, że robię sobie z niej żarty i specjalnie nie chcę przetłumaczyć ważnego dla niej słowa.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">– Bo to drugie to przecież indiańska łódka – powiedziała. Wytłumaczyłam jej występujące w obcych językach analogie i to, że sporo słów ma też swoje kulturowe konotacje. Nie bardzo miała ochotę i czas, żeby przyswoić sobie tę wiedzę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">Trudno wytłumaczyć dzieciom wartość stosowania poprawnej wymowy i różne aspekty obcych słów. Łódka to „boat” i koniec. Zapytałam, czy w takim razie na lekcjach angielskiego w szkole, albo na zajęciach w Helen Doron zwracają uwagę na językowe wieloznaczności, idiomy i gramatyczną poprawność?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">– Oczywiście, że tak – żachnęła się Matylda.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">No właśnie. Skoro na zajęciach dbasz o to, żeby wypaść dobrze i mówić poprawnie, dlaczego zaniedbujesz codzienność? „A, bo są wakacje” – usłyszałam.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="line-height: 150%; font-family: Verdana; font-size: 10pt;">Niestety, bardzo często zauważam, że kiedy kończy się czas szkoły, dzieciaki przestają się starać. Zdobyta w ciągu roku wiedza wyjeżdża na urlop. Nie, nie chodzi o to, by ślęczeć nad książkami i rozmawiać ze słownikiem w dłoni. Jednak prawda jest taka, zwłaszcza w przypadku nauki języka obcego, że liczy się systematyczność i regularne utrwalanie wiedzy. Dlatego – jako pedagog i nauczyciel – <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>staram się przyzwyczajać dzieciaki do językowej poprawności. Bez wakacyjnej przerwy. Bo nie tylko można, ale i trzeba wypracować u nich nawyk powszechnego, płynnego stosowania dobrych form i zwrotów. Swoją drogą, może rodzice którzy przeczytają ten wpis zwrócą baczniejszą uwagę na to, jak ich dzieci rozmawiają podczas wakacji. A kiedy będziemy razem za granicą, dajmy dzieciakom szansę rozmawiać. Nie wyręczajmy ich w zadawaniu pytań, w samodzielnym składaniu zamówień w restauracji, dokonywaniu zakupów w sklepie czy zapoznawaniu innych dzieci. Szybko okaże się, że same świetnie dają sobie radę. Nie bójmy się też poprawiać popełnianych przez nich błędów i wyjaśniać językowych niuansów. Oczywiście w sposób, który nie demotywuje, ale zachęca do używania poprawnych, czystych form. No więc tyle wakacyjnej edukacji. A teraz już hyc, w canoe floats! <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"> </p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 0pt;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/kajakiem-przez-jezyk.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

