CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE, TYM NA STAROŚĆ TRĄCI

1 (11)

 

To stare, dobrze wszystkim znane powiedzenie można odnieść nie tylko do nawyków wychowawczych, ale również językowych. Wszystko zaczęło się od pewnej rozmowy w szkole Helen Doron…

 

Po lekcji staliśmy sobie w grupie, nauczyciele i rodzice, gaworząc wesoło o zbliżającym się Mikołaju i planach zakupu prezentów:

− Nie chcę dzieciom psuć Świąt kupując im zabawki edukacyjne. Tyle nauki mają na okrągło przez cały rok. Pod choinką i w worku Mikołaja powinny znaleźć naprawdę te rzeczy, które lubią − oświadczyła jedna z mam. Pokiwaliśmy głową ze zrozumieniem. Na to wtrącił się ojciec innego naszego ucznia:

− To nie tak − zaoponował − Teraz jest duży wybór gadżetów, które bawią i uczą. Nie musimy ogłupiać dzieci prymitywnymi grami, albo lalkami, które po miesiącu wylądują w kącie pokoju − tu również zgodziłem się z mówcą.

− Nie będę wariować i latać i po sklepach wypytując, co spełnia wymogi edukacyjne, a co nie. Zapytam dzieci czego sobie życzą i dokładnie to dostaną − zareagowała mama.

− Do niczego nie namawiam. Ale lepiej zapobiegać, niż leczyć − zacytował obiegową prawdę.

− Przesadza pan − zbagatelizowała problem mama ucznia − Kiedyś zauważyłam, jak dzięki tym choćby grom, z których pan tak się śmieje, moje dzieci szybciej zaczęły uczyć się angielskich słówek i zwrotów.

− Jakich? – zapytał uprzejmie tato ucznia − „Now, I kill you!” O to pani chodzi?

− Oj, nie będę z Panem dyskutować – machnęła ręką kobieta − Każdy ma rozum i wie co dobre dla jego dziecka…

Załagodziłem spór przypominając, że chociażby w Internecie dostępnych jest mnóstwo edukacyjnych gier komputerowych, które są zabawne i emocjonujące. I w dodatku nie trzeba za nie płacić. Zresztą także w metodzie Helen Doron podstawą nauczania jest zabawa. Jednak ta rozmowa zaszczepiła we mnie pewien niepokój. Nie wszystkie językowe gry, zabawy i zabawki − ba! − nawet piosenki tworzy się z zachowaniem prawideł gramatyki i z troską o odpowiednie brzmienie zdań. Czasem stosuje się skróty, zwroty potoczne, nawet określenia slangowe. A przecież nauka języka powinna uwzględniać jego poprawność i czystość. Oczywiście, wszystkie codzienne wtręty i powiedzonka są bardzo ważne, ale ich przyswajanie powinno następować dopiero po nauczeniu poprawnych form. Dziecko, które zapamięta i przyzwyczai się do konstruowania zdań niezgodnie z zasadami gramatyki, albo zacznie operować synonimami, wynikającymi z mody językowej − może mieć problemy w szkole, albo podczas rozwiązywania testów kwalifikacyjnych. Przecież tam liczy się znajomość poprawnej angielszczyzny. Podrapałem się w głowę. Tym właśnie różni się metoda Helen Doron i rekomendowane przez nauczycieli gry i zabawy edukacyjne od marketingowej samowolki: dbałością o atrakcyjność edukacji, ale także przestrzeganiem fundamentalnych zasad nauki języka i jego poprawności. Warto o tym pamiętać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>