<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog HelenDoron</title>
	<atom:link href="http://blog.helendoron.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.helendoron.pl</link>
	<description>angielski dla dzieci, nauka dzieci, rozwój dziecka,</description>
	<lastBuildDate>Sat, 28 Aug 2010 10:14:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Helen Doron Polska na Facebooku</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/helen-doron-polska-na-facebooku.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/helen-doron-polska-na-facebooku.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Aug 2010 10:14:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[fecebook]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=969</guid>
		<description><![CDATA[Witajcie! Wychodząc naprzeciw nowym trendom uruchomiliśmy ogólnopolski profil Helen Doron Polska na Facebooku. Będziemy przekazywać Wam informacje dotyczące wydarzeń ze wszystkich placówek HD znajdujących się w Polsce. Zapraszamy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Witajcie!</p>
<p>Wychodząc naprzeciw nowym trendom uruchomiliśmy ogólnopolski profil <a href="http://www.facebook.com/pages/Helen-Doron-Poland-angielski-dla-dzieci/120800761304988">Helen Doron Polska na Facebooku</a>.</p>
<p>Będziemy przekazywać Wam informacje dotyczące wydarzeń ze wszystkich placówek HD znajdujących się w Polsce.</p>
<p>Zapraszamy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/helen-doron-polska-na-facebooku.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WIELKA MAJÓWKA, CZYLI GREAT PICNIC</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Apr 2010 21:56:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[majówka]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[picnic]]></category>
		<category><![CDATA[piknik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=957</guid>
		<description><![CDATA[  Majówka czy piknik? Oczywiście, może być też piknik majowy – czyli dwa w jednym. Ale ważne, aby było sunny (słonecznie) i merrily (wesoło) oraz on the grass (na trawie). Najważniejszy piknik życia, ten majowy.   Jestem studentem i jadę na stypendium do Wielkiej Brytanii. W pewien majowy weekend wraz z koleżankami i kolegami z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/04/Picnic.gif"><img class="aligncenter size-full wp-image-958" title="Picnic" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/04/Picnic.gif" alt="" width="272" height="228" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Majówka czy piknik? Oczywiście, może być też piknik majowy – czyli dwa w jednym. Ale ważne, aby było sunny (słonecznie) i merrily (wesoło) oraz on the grass (na trawie). Najważniejszy piknik życia, ten majowy.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jestem studentem i jadę na stypendium do Wielkiej Brytanii. W pewien majowy weekend wraz z koleżankami i kolegami z innych krajów, z którymi razem uczę się angielskiego organizujemy piknik – oczywiście nad wodą, na zielonej trawce, z koszami pełnymi jedzenia i w niezobowiązujących strojach. Nawiązując – w sposób humorystyczny – do scen znanych z powieści znakomitej angielskiej pisarki Jane Austen. Cały tydzień wszystko planujemy. Zbieramy pieniądze, niezbędne akcesoria: kosze, koce, przeciwsłoneczne parasole. Aż wreszcie nadchodzi sobota. Całą gromadą ruszamy za miasto. I bęc, około południa niebo zaciąga się chmurami, a chwilę później uciekamy gnani wiatrem i mokniemy w strugach deszczu. Chowamy się pod konarami rozłożystych drzew, aż wreszcie lądujemy w pobliskim pubie. W końcu to Anglia i należy przyzwyczaić się, że z deszczem trzeba żyć za pan brat.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale wspominam ten „great picnic” bardzo dobrze. Dlaczego? Bo udało nam się spędzić wspólnie wiele fantastycznych chwil na ciekawych rozmowach. Przekonaliśmy się też, że literatura dostarcza często lepszej pogody i wyobrażeń, niż codzienność. Co bywa zabawne, ale też i krzepiące. Bo przecież nigdy nie zorganizowalibyśmy tej wyprawy, gdyby nie lektura książek Jane Austen. No i jeszcze coś – to najważniejsze. Przyjechaliśmy tam z różnych części świata, nauczyć się angielskiego. Języka, który pomógł nam znaleźć „wspólny język”. Większość znajomości trwa od tamtej pory nadal. I ciągle piszemy do siebie po angielsku. Jeśli mam jakoś swoje dzieci zachęcić do nauki języka, zawsze opowiadam im tę historię. Dzięki angielskiemu każdego roku dowiaduję się co na świątecznym stole podają w Neapolu u Sophii, a dokąd wybierze się na wakacje Yana z Zambii. Enjoy English!</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/wielka-majowka-czyli-great-picnic.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>DYSLEKSJA CZY ZWYKŁE LENISTWO?</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/dysleksja-czy-zwykle-lenistwo.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/dysleksja-czy-zwykle-lenistwo.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 10:31:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[dysgrafia]]></category>
		<category><![CDATA[dysleksja]]></category>
		<category><![CDATA[dysortografia]]></category>
		<category><![CDATA[logopeda]]></category>
		<category><![CDATA[problemy wychowawcze]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=952</guid>
		<description><![CDATA[  Dysleksja nie jest wadą ani chorobą. Jest to zaburzenie występujące u dzieci (ale też u dorosłych), które nie mogą opanować umiejętności językowych: czytania, pisania i ortografii. Nie są one rezultatem ogólnego opóźnienia rozwoju czy osłabienia wrażliwości zmysłowej: wynikają ze zmian w ośrodkowym układzie nerwowym. Dyslektycy mogą być jednak bardzo zdolni. Znani dyslektycy to: H. Ch. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/Helen-Doron_ww3.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-953" title="Helen Doron_ww3" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/Helen-Doron_ww3-1024x766.jpg" alt="" width="310" height="232" /></a></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Dysleksja nie jest wadą ani chorobą. Jest to zaburzenie występujące u dzieci (ale też u dorosłych), które nie mogą opanować umiejętności językowych: czytania, pisania i ortografii. Nie są one rezultatem ogólnego opóźnienia rozwoju czy osłabienia wrażliwości zmysłowej: wynikają ze zmian w ośrodkowym układzie nerwowym. Dyslektycy mogą być jednak bardzo zdolni. Znani dyslektycy to: H. Ch. Andersen, Jan Matejko czy Jacek Kuroń.  </strong></p>
<p>Jeżeli dziecko zaczyna późno chodzić, około trzeciego roku życia zaczyna mówić, w wieku przedszkolnym ma trudności w opanowaniu jazdy na rowerze (obniżona sprawność ruchowa), nie umie trzymać w ręce łyżeczki i widelca (obniżona sprawność manualna), posiada częste wady wymowy, nie może zapamiętać stron: lewa &#8211; prawa oraz myli litery z-s, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości będzie dyslektykiem. Ponadto przyszły dyslektyk nie narysuje kółka w wieku 3 lat, jako czterolatek nie narysuje kwadratu i krzyża , a w wieku 5 lat nie narysuje trójkąta równoramiennego.  </p>
<p>Aby z całą pewnością stwierdzić czy dziecko jest dyslektykiem, czy też zwyczajnym leniem, należy poddać je badaniom psychologiczno-pedagogicznym i obserwować postępy w nauce.    </p>
<p>Na dysleksję wskazywać mogą:</p>
<p>- trudności w odróżnianiu prawej i lewej strony ciała,</p>
<p>- problemy z określaniem kierunku w przestrzeni,</p>
<p>- kłopoty z zawiązaniem sznurowadła, zapięciem guzików, utrzymaniem nożyczek,</p>
<p>- trudności w utrzymywaniu rytmu, np. w trakcie klaskania,</p>
<p>- trudności w wykonywaniu więcej niż jednego polecenia naraz,</p>
<p>- niezgrabność, niezdarność np. w skakaniu, łapaniu piłki,</p>
<p>- problemy w zadaniach wymagających utrzymania równowagi, np. bocian, stanie na jednej nodze,</p>
<p>- brak umiejętności ułożenia według wzoru układanki,</p>
<p>- roztargnienie, refleks znacznie wolniejszy niż u rówieśników,</p>
<p>- opuszczanie lub mylenie wyrazów,</p>
<p>- zlewanie się liter w wyrazie,</p>
<p>- trudności  w przepisywaniu z tablicy,</p>
<p>- trudności w zapamiętywaniu dat, adresów, numerów telefonu itp.,</p>
<p>- problemy ze zrozumieniem pojęć: wczoraj, dziś, jutro,</p>
<p>- trudności w wykonywaniu prostych obliczeń,</p>
<p>- mylenie kierunków: prawy- lewy, góra – dół,</p>
<p>- niestaranne lub błędnie formowane litery, brak odróżnienia liter o podobnych kształtach ( m-n, l-t-ł),</p>
<p>- odwrócenia lustrzane liter lub całych słów,</p>
<p>- przestawianie głosek w wyrazach,</p>
<p>- kłopoty z zapamiętywaniem wierszyków i piosenek,</p>
<p>- problemy z nazywaniem po kolei dni tygodnia, pory roku, nazwy miesięcy,</p>
<p>- kłopoty z odróżnianiem głosek o podobnym brzmieniu (g-k, z-s, w-f),</p>
<p>- brak umiejętności płynnego czytania,</p>
<p>- unikanie czytania,</p>
<p>- trudności z utrzymaniem długopisu,</p>
<p>- zaburzone pisanie, trudne do odczytania i zrozumienia – opuszczanie liter<br />
i sylab lub ich dodawanie, słabe użycie składni,</p>
<p>- kłopoty z odtwarzaniem figur geometrycznych,</p>
<p>- błędna wymowa, kłopoty z zapamiętaniem wypowiedzianego wyrazu,</p>
<p>- trudności w odpowiedzi na pytania do czytanego tekstu,</p>
<p>- niezdolność do zapamiętania wyrazów i zwrotów dyktowanych, </p>
<p>- trudności z koncentracją uwagi, łatwość rozpraszania się.</p>
<p>Oczywiście to od rodziców zależy jak szybko wykryta zostanie dysleksja u ich dziecka. Nie należy traktować dziecka jak chorego, kalekiego, niezdolnego, złego czy leniwego. Nie wolno karać i wyśmiewać. Nie łudzić się również, że „samo z tego wyrośnie”… Dziecko pozbawione specjalistycznej opieki nie poradzi sobie z dysleksją. Gdzie zatem szukać pomocy? U logopedy, nauczyciela, u pedagoga czy psychologa szkolnego, w poradniach psychologiczno–pedagogicznych, a także w Zarządzie Głównym i oddziałach Polskiego Towarzystwa Dysleksji.  Dzieci uczęszczające na zajęcia do centrów Helen Doron również objęte są opieką pedagogiczną i psychologiczną − tu także mogą Państwo uzyskać specjalistyczną pomoc.</p>
<p>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/dysleksja-czy-zwykle-lenistwo.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>KTO URATUJE MARZANNĘ?</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Mar 2010 11:47:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[Marzanna]]></category>
		<category><![CDATA[obrzędy]]></category>
		<category><![CDATA[pierwszy dzień wiosny]]></category>
		<category><![CDATA[topienie Marzanny]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[zwyczaj]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=939</guid>
		<description><![CDATA[  Marzanna jest w beznadziejnej sytuacji. Jej los jest przesądzony: musi zginąć… Tak nakazuje tradycja i koniec. „Topienie Marzanny” – symbolu zimy – jeśli się nad tym zastanowić, jest obrządkiem raczej okrutnym. Dziecięcy orszak wiedzie nad rzekę słomianą kukłę przypominającą kobietę. Tam najpierw się ją podpala, a potem wrzuca w lodowatą toń. Towarzyszą temu radosne śpiewy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><strong><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/marzanna.gif"><img class="aligncenter size-full wp-image-940" title="marzanna" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/marzanna.gif" alt="" width="320" height="224" /></a></strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Marzanna jest w beznadziejnej sytuacji. Jej los jest przesądzony: musi zginąć… Tak nakazuje tradycja i koniec. „Topienie Marzanny” – symbolu zimy – jeśli się nad tym zastanowić, jest obrządkiem raczej okrutnym. Dziecięcy orszak wiedzie nad rzekę słomianą kukłę przypominającą kobietę. Tam najpierw się ją podpala, a potem wrzuca w lodowatą toń. Towarzyszą temu radosne śpiewy i gaik-maik witający wiosnę. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kto nie topił Marzanny? Sama pamiętam z czasów kiedy byłam małą dziewczynką, jak 21 marca gromadnie szło się przez całe miasto w kolorowym pochodzie i nad rzeką ukatrupiało złą zimę. A delikwent, który miał to szczęście i trzymał kukłę – mógł czuć się lepszy od innych. Mógł, bo i cała reszta szczerze zazdrościła wybrańcowi Pani Nauczycielki. Oczywiście „topienie Marzanny” bawi jedynie najmłodszych – takich w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Starsi z utęsknieniem czekają na pierwszy dzień wiosny raczej ze względu na inną tradycję: Dzień Wagarowicza. Niemniej jednak, jak świat światem, młodsze dzieciaki piszczą z radości na okoliczność zgładzenia Marzanny. I jakoś nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, że właściwie to ten zwyczaj – choć stary jak cała słowiańszczyzna – jest straszny i scenariusz ma jak z horroru. Moja młodsza córka, która na Marzannie „zjadła zęby” i właściwie mogłaby być w tej kwestii ekspertem, zaserwowała nam jeszcze jedną ciekawostkę, o której nie mieliśmy pojęcia. Otóż, zgodnie z przesądem, pływającej Marzanny nie można dotknąć, bo… po takim dotyku uschnie ręka. I w ogóle, jak już się wrzuci tę nieszczęsną zimę do wody, trzeba jak najszybciej odejść – nie odwracając się, bo Marzanna może rzucić zły czar i potem można się na przykład rozchorować. Że o innych strasznościach nie wspomnę.</p>
<p>            – Skąd to wiesz? – zapytałam.</p>
<p>           – Pani nam opowiadała i potem dziewczyny mówiły, że to prawda. Bo jedna taka Ania z osiedla, jak w zeszłym roku dotknęła Marzanny to potem była w szpitalu i rodzice musieli wydać dużo pieniędzy na leczenie.</p>
<p>Mała opowiadała z takim przejęciem, że aż dostała wypieków. Ja właściwie też, ale raczej z niedowierzania. Oczywiście potęga dziecięcej wyobraźni jest wielka i jakiekolwiek próby racjonalnego wytłumaczenia słowa „tradycja” w takiej sytuacji należy sobie darować: mądrala nie dała się przekonać i została przy swoim. W końcu „Pani” jest większym autorytetem, niż mama czy tato – i to też z pokorą trzeba zaakceptować.</p>
<p>Starsze dzieci są już bardziej racjonalne i głębiej osadzone we współczesnej rzeczywistości:</p>
<p>            – A ja uważam, że Marzannę trzeba w końcu uratować. I nawet można by było jakąś fajną pikietę w jej obronie zrobić – stwierdził nastoletni syn.</p>
<p>            – Spoko pomysł. To nawet mogłoby nieźle chwycić – wtórowała mu starsza siostra.</p>
<p>Włos zjeżył mi się na głowie, bo oto wyobraziłam sobie, jak młodszej córce od dotknięcia Marzanny usycha ręka, a starsze dzieci trafiają do aresztu za zorganizowanie nielegalnej manifestacji… Postanowiłam, że w tym roku, w swojej szkole ani słowem nie wspomnę o staropolskich tradycjach związanych z pierwszym dniem wiosny. Szukałam w Internecie czy w innych krajach też czaruje się wiosnę w klimacie gore. Nic nie znalazłam. Może po prostu obcokrajowcy przechodzą nad faktem jej nadejścia do porządku dziennego: ot, przyszła i jest. A zima odeszła i nie ma na to rady <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/kto-uratuje-marzanne.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>SHOP TILL YOU DROP</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Mar 2010 16:28:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[shop]]></category>
		<category><![CDATA[shopping]]></category>
		<category><![CDATA[spring]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna]]></category>
		<category><![CDATA[woman]]></category>
		<category><![CDATA[zakupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=927</guid>
		<description><![CDATA[  Kupuj aż padniesz &#8211; czyli zakupy do oporu. Tak w skrócie przetłumaczyć można to angielskie powiedzonko. Bardzo zgrabne, bo dotyczące zarówno naszej kondycji fizycznej, jak i finansowej. Niestety mam wrażenie, że ta ostatnia interpretacja obca jest wszystkim kobietom świata. Małym i dużym.   Ostatnio usłyszałem w kuchni rozmowę mojej żony i córki. Chodziło o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/shopping.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-928" title="shopping" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/shopping.jpg" alt="" width="327" height="350" /></a></p>
<p> </p>
<p><strong><em>Kupuj aż padniesz</em></strong><strong> &#8211; czyli zakupy do oporu. Tak w skrócie przetłumaczyć można to angielskie powiedzonko. Bardzo zgrabne, bo dotyczące zarówno naszej kondycji fizycznej, jak i finansowej. Niestety mam wrażenie, że ta ostatnia interpretacja obca jest wszystkim kobietom świata. Małym i dużym.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ostatnio usłyszałem w kuchni rozmowę mojej żony i córki. Chodziło o „shopping”. No tak, wiosna to idealny czas na zakupy. Ten anglojęzyczny termin wszedł już na dobre do współczesnej polszczyzny. Nie jestem szczególnym entuzjastą takich językowych mieszanek. Bo na przykład wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby w Londynie − pełnym naszych pracujących rodaków − jeden Anglik do drugiego, przy drugim śniadaniu mówił:</p>
<p>− Give me kabanos and kielbasa, please.</p>
<p>Pewnie byłoby to zabawne, ale chyba jedynie dla Polaków. Kiedy uczyłem się języka angielskiego, bardzo lubiłem zastanawiać się nad etymologią niektórych słów i nad ich znaczeniową interpretacją z punktu widzenia obcokrajowca. Bardzo podoba mi się anglojęzyczne określenie właściciela sklepu: „shopkeeper” − czyli w dosłownym tłumaczeniu „ten, który trzyma sklep”. A dla odmiany sklepowy złodziej to „shoplifter”. Jak widać, trzon „lift” nie donosi się tylko do specjalistycznych zabiegów kosmetycznych… Z kolei „e-purse” (czyli elektroniczny portfel) może nie przetrzymać naszej shoppingowej fantazji i myśląc o sferze wirtualnej, musimy mieć na uwadze wydarzenia jak najbardziej realne. Kiedy bywaliśmy z moją, najlepiej znającą się na modzie, żoną w Wielkiej Brytanii czy Stanach, najchętniej wybieraliśmy się na zakupy do sklepów z oznaczeniem „discount” (zniżka). Niestety dość szybko zauważyłem, że podczas tych małych okazji nasz koszyk zamienia się w gigantyczny kosz bez dna. Doszedłem zatem do wniosku, że „local corner shop” (czyli sklepik lokalny) jest zdecydowanie bezpieczniejszy od wielkich centrów handlowych, w których wszystko jest tańsze niż gdzie indziej…</p>
<p>Choć, co tu dużo mówić, idzie wiosna. Żona już wspomina o potrzebie wejścia w posiadanie prochowca w pepitkę. Nie mam zatem wyboru: czas sprawdzić jak tam po zimie ma się moje „bank account” (konto bankowe).</p>
<p> <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/shop-till-you-drop.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WASH &amp; GO: WASH NA WŁOSACH, WŁOSY GO…</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 18:42:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[angielski]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>
		<category><![CDATA[spoty]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=923</guid>
		<description><![CDATA[  O nowych produktach i ich fantastycznych zaletach dowiadujemy się niemal w każdej chwili, której nie przeznaczamy na sen. Reklama wciska się do naszych oczu, uszu, nosów i ust. Atakuje przez radio, telewizję, Internet, na ulicy i w supermarkecie… Wyrzucana do śmieci − powraca pocztową skrzynką, wsuwa się za wycieraczkę samochodu, wskakuje przez okno… No [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/dziecko-przed-telewizorem.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-924" title="dziecko przed telewizorem" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/03/dziecko-przed-telewizorem.jpg" alt="" width="329" height="220" /></a></p>
<p> </p>
<p><strong>O nowych produktach i ich fantastycznych zaletach dowiadujemy się niemal w każdej chwili, której nie przeznaczamy na sen. Reklama wciska się do naszych oczu, uszu, nosów i ust. Atakuje przez radio, telewizję, Internet, na ulicy i w supermarkecie… Wyrzucana do śmieci − powraca pocztową skrzynką, wsuwa się za wycieraczkę samochodu, wskakuje przez okno… No trudno. W takich czasach żyjemy i nikt na nachalność reklamy nic już nie poradzi. Ale żeby w szkole zamiast wierszyków recytować reklamowe slogany? No tego już za wiele…</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Swego czasu zapłaciłam pokaźną sumę za piękną Barbie. Wcześniej był jeszcze różowy konik Little Pony z uroczym domkiem Ponyville. Do tego doszedł maleńki kucyk Pinkie Pie mieszkający w Pałacu Snów, Rainbow Dash i Toola Roola… W tym samy czasie starsza córka została fanką Hello Kitty i postanowiła zebrać całą kolekcję: od cukierkowej pomadki, poprzez akcesoria do włosów, plecak, telefon komórkowy, na garderobie kończąc. Syn, zobaczywszy reklamę konsoli gier Nintendo, odnalazł nowy cel życia… Córki są bardziej grymaśne, zatem szybko okazało się, że reklamowane produkty nie spełniają ich oczekiwań. W telewizji Barbie tańczyła, śpiewała, nie filcowały jej się włosy, a perłowe zęby błyszczały w uśmiechu. Ta wyjęta z pudełka nie robiła już takiego wrażenia. Podobnego rozczarowania dostarczyła farma kucyków i kocie akcesoria made in China. „No cóż…” − pomyślałam. „Oto uczycie się dzieciaki prawdziwego życia, które nijak nie przypomina tego kolorowego świata reklam”. Spoty posługują się półprawdami, które mają działać na naszą wyobraźnię. Oczywiście najłatwiej „złapać” dzieci, bo one we wszystko uwierzą. Ale, zdarza się − na co przykład mam we własnym domu − że na reklamę dają się naciągnąć nawet i całkiem poważni panowie. Tacy jak mój mąż, którzy to uważają się za ekspertów w każdej kwestii. Bo skoro „większość rodzin amerykańskich używa…” to cacko musi być doskonałe. A przecież w Polce chcemy żyć jak w Ameryce, prawda? Jeżeli więc zdecydujesz się na kupno, przynajmniej pod tym jednym względem Twoja rodzina stanie się podoba do amerykańskiej.</p>
<p>Reklamy proponują nam rozwiązanie codziennych problemów za pomocą produktów ułatwiających życie. Rozbudzają nie tylko zmysły, ale przede wszystkim potrzeby. Nowe produkty obiecują lepsze życie, większy komfort i świetną zabawę. Uwodzą i prowokują. Pal licho, że dorosłych. Gorzej, że na reklamowy lep łapią się nasze dzieci. Zastanawiałam się, jak rozwiązać ten problem. Przecież nie da się wyeliminować całego tego reklamowego kitu. Reklama jest wszędzie. Nawet w szkole. Cieszę się, że moje dzieci uczą się angielskiego. A tu akurat reklama często przychodzi w sukurs, bo właśnie dzięki reklamie dzieciaki poznały całe mnóstwo idiomów i anglojęzycznych zwrotów. Do znudzenia powtarzały, że „Coca-Cola is the music”, a „Mentos the Freshmaker”. Ale kiedy któregoś razu po powrocie z przedszkola, mała pochwaliła się, że nauczyła się dziś nowej piosenki po angielsku, po czym wyśpiewała 30-sekundowy spot reklamujący cukierki – zagotowałam się. A, jakby tego było mało, syn poprosił mnie o pomoc w tłumaczeniu na angielski krótkiego tekstu, który pani zadała na lekcji jako pracę domową. Tekst szedł tak:</p>
<p><em>„Idealnie wyprasowane rzeczy. Bez cienia plamki, bo woda nie skapuje spod stopy żelazka i nie brudzi tkaniny. Dodatkowe, wzmocnione uderzenie pary powoduje, że znikają bez śladu nawet najtrwalsze zagniecenia. Idealnie szybkie i wygodne prasowanie – byś miała więcej czasu dla siebie…”.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p>„Chyba starzeję się, kurczę…” − pomyślałam i poczułam, że nie jestem ani „fresh”, ani „cool”, ani nawet „tego warta”. Ale na pewno bardzo, bardzo chciałabym mieć takie żelazko <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/wash-go-wash-na-wlosach-wlosy-go%e2%80%a6.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WYŻSZOŚĆ PATRYKA NAD WALENTYM</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 15:18:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[14 lutego]]></category>
		<category><![CDATA[17 marca]]></category>
		<category><![CDATA[dzień świętego Patryka]]></category>
		<category><![CDATA[święto zakochanych]]></category>
		<category><![CDATA[święty Patryk]]></category>
		<category><![CDATA[święty Walenty]]></category>
		<category><![CDATA[Walentynki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=909</guid>
		<description><![CDATA[  Po Walentynkach dosłownie wszędzie można natknąć się na przesłodzone serca, ochy i achy, wyznania i zapewnienia o wiecznej miłości. Obserwując przygotowania do Walentynek mam wrażenie, że oglądam specyficzne zawody w łapaniu obiektu westchnień. Oczywiście sprawy mają się inaczej: jakoby wszystko jest umowne i nikt nie traktuje poważnie dnia zakochanych. Taaak, ciekawe. A co powiedziałaby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/St.-Patricks-Day.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-910" title="St. Patrick's Day" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/St.-Patricks-Day-754x1024.jpg" alt="" width="236" height="310" /></a></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Po Walentynkach dosłownie wszędzie można natknąć się na przesłodzone serca, ochy i achy, wyznania i zapewnienia o wiecznej miłości. Obserwując przygotowania do Walentynek mam wrażenie, że oglądam specyficzne zawody w łapaniu obiektu westchnień. Oczywiście sprawy mają się inaczej: jakoby wszystko jest umowne i nikt nie traktuje poważnie dnia zakochanych. Taaak, ciekawe. A co powiedziałaby Wasza ukochana czy ukochany, jeśli zapomnielibyście o dniu św. Walentego?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Patrzę na Walentynki z innej perspektywy: oto kolejna tradycja kultury anglosaskiej, która w perfekcyjny sposób zdobyła nasz „mały świat”. Nic dziwnego, przecież wszyscy potrzebujemy miłości i jest to bezkonkurencyjna wartość. Walentynki od początku skazane były na sukces. A jak na tym skorzystał rynek! Wszyscy powinni być zadowoleni. No, może nie do końca. Z całą pewnością nie zazdroszczę w tym dniu ludziom, którzy akurat nie mają kogo obdarować walentynką, a ich skrzynka pocztowa świeci pustką. 14 lutego warto pamiętać o bliskich. Zwłaszcza tych z deficytem miłości.</p>
<p>Na pytanie czy lubię Walentynki odpowiadam, że tak. Zwłaszcza, kiedy sprząta się już wszystkie te miłosne ozdoby <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Na szczęście dzieje się to bardzo szybko i już następnego dnia czerwone serduszka masowo znikają. Koleżanki z pracy twierdzą, że jestem złośliwy, do tego nie znam się na humorze i współczesnym świętowaniu. A to nieprawda. Dla odmiany, bardzo lubię inne zagraniczne święto, które obchodzi się miesiąc po Walentynkach i coraz częściej celebruje także w Polsce: dzień świętego Patryka. To wyjątkowy zwyczaj i narodowe święto Irlandczyków: taki przedsionek i przedsmak wiosny. W tym dniu cała Irlandia ma wolne. Ludzie bawią się na festynach, w których dominuje kolor zielony − symbolizujący koniczynę, przypisywaną tradycyjnie św. Patrykowi. W miastach organizowane są pochody i niezliczone imprezy. Na stołach pysznią się specjały irlandzkiej kuchni, a toasty wznosi się rodzimymi, wybornymi trunkami.</p>
<p>Świętego Patryka czci się jako tego, który przyniósł chrześcijaństwo Irlandii. Zielona koniczyna − symbol kraju i święta − odnosi się do legendy głoszącej, że na przykładzie listków tej właśnie rośliny Patryk tłumaczył istnienie Trójcy Świętej. Obecnie dzień św. Patryka to wspaniała okazja, by zapoznać się z kulturą celtycką i nieco innym językiem angielskim. Przekonajcie się sami. Już 17 marca.</p>
<p>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/wyzszosc-patryka-nad-walentym.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>NIE JEDZMY KANGIEGO!</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/nie-jedzmy-kangiego.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/nie-jedzmy-kangiego.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 10:26:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[kampania]]></category>
		<category><![CDATA[kangaroo]]></category>
		<category><![CDATA[Kangi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=901</guid>
		<description><![CDATA[  Kangi to sympatyczna maskotka sieci Helen Doron. Anglojęzycznego pluszaka znają dzieci na całym świecie. Oczywiście nasze polskie maluchy także, bo kangurek mieszka w każdej szkole Helen Doron i zwykle to on wita wszystkich na zajęciach. Nie obyłoby się bez kangurka na majówce czy zabawie karnawałowej. W ubiegłym roku dzieciaki brały udział w konkursie plastycznym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/kangaroo.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-902" title="kangaroo" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/kangaroo.jpg" alt="" width="324" height="233" /></a></p>
<p> </p>
<p style="text-align: left;"><strong>Kangi to sympatyczna maskotka sieci Helen Doron. Anglojęzycznego pluszaka znają dzieci na całym świecie. Oczywiście nasze polskie maluchy także, bo kangurek mieszka w każdej szkole Helen Doron i zwykle to on wita wszystkich na zajęciach. Nie obyłoby się bez kangurka na majówce czy zabawie karnawałowej. W ubiegłym roku dzieciaki brały udział w konkursie plastycznym na świąteczną kartkę do Kangiego, w tym roku – Helen Doron Pomorze organizuje konkurs na uwiecznienie zimowych ferii kangurka. Generalnie: wszyscy kochamy Kangiego. Tymczasem w australijskiej ojczyźnie naszego milusińskiego trwa wielka społeczna kampania, która głosi: ludzie, nie jedzcie kangurów!</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;">Znajomy, którego szwagier jest Australijczykiem powiedział mi niedawno, że w Australii tak naprawdę „kangurzyna” (skoro jest wieprz-owina, i woł-owina to może i kangurz- yna?) wcale nie jest tak popularna wśród lokalnych mięsożerców. Nam tu w Polsce wydaje się, że przeciętny Chińczyk serwuje sobie na niedzielny obiad kotlet z psa, Francuz ubija w przydomowym oczku wodnym żabę, a Australijczyk obgryza chrupiące udko kangura. A tu okazuje się, że tego typu kulinarne atrakcje – owszem są serwowane, ale… turystom. Wszak wiadomo, że każdy człowiek, który przyjeżdża do obcego kraju i żądny jest wrażeń, chce zakosztować lokalnego kolorytu innej gastro strefy. Często zresztą okupuje to później męczarnią żołądkową i kiszkowymi rewelacjami. Ale nic to, do odważnych świat należy. Kto ni razu nie zatruł się za granicą, niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Skoro jednak w tejże wspomnianej Australii, kangurze mięso zjadają jakoby jedynie turyści to zastanawiająca jest statystyka podana przez tamtejszy Departament Spraw Zagranicznych i Handlu: każdego roku na kontynencie australijskim zabija się 3-4 miliony kangurów! W roku 2008 „kangurzy” biznes oszacowano na 83,6 milionów dolarów! Jeśli to prawda, to Australia miałaby pierwsze miejsce na świecie pod względem turystycznej atrakcyjności. Właściwie lud całego świata musiałby chyba wyłącznie tamże podróżować. Co więcej, już na lotnisku musiałoby każdego witać tradycyjne pieczyste z kangura…</p>
<p style="text-align: left;">Jakoś wierzyć się nie chce. Ale popatrzcie na sympatyczny pyszczek naszego Kangiego: wyobrażacie sobie, że moglibyście zjeść kangura? Nie wiem jak Wy, ale ja jednak nie dałabym rady. Chociaż z drugiej strony, trąci to polską hipokryzją. Krówka Milka też jest sympatyczna, a wołowinkę zajadamy ze smakiem. Że już o Prosiaczku z Kubusia Puchatka nie wspomnę…</p>
<p style="text-align: left;">Mimo wszystko jednak akcja ratowania kangurów przemawia do wyobraźni. Dodatkowo podsyca ją fakt, że każdego roku w wyniku rzezi kangurzych rodziców, umiera w Australii 440 tysięcy młodych kangurków. Oczywiście nie trzeba, ale może warto − bo nic nas to w końcu nie kosztuje − oddać swój głos w tej sprawie i podpisać petycję na rzecz wprowadzenia zakazu importu mięsa kangurów do krajów UE. Poczytajcie o tym i podyskutujcie. Bo temat jest gorący i wart rozważenia.</p>
<p style="text-align: left;"> </p>
<p style="text-align: center;"><strong>Kampania „440.000 powodów, by nie jeść mięsa kangurów”:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><a title="blocked::http://www.thepetitionsite.com/1/stop-eu-imports---440000-joeys-killed-every-year" href="http://www.thepetitionsite.com/1/stop-eu-imports---440000-joeys-killed-every-year"><strong>http://www.thepetitionsite.com/1/stop-eu-imports&#8212;440000-joeys-killed-every-year</strong></a></p>
<p style="text-align: center;"><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/nie-jedzmy-kangiego.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CUCUMBER, ŚWINKA Z GWINEI I WOSK</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Feb 2010 14:45:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Venetta]]></category>
		<category><![CDATA[cucumber]]></category>
		<category><![CDATA[ferie]]></category>
		<category><![CDATA[Guinea Pig]]></category>
		<category><![CDATA[język angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[metoda Helen Doron]]></category>
		<category><![CDATA[świnka morska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=890</guid>
		<description><![CDATA[  Właśnie kończyłam ostatnie zajęcia przed feriami. Maluchy już pakowały swoje torebki i plecaki. Na dziś koniec. − To udanego wypoczynku, miękkich zasp, szybkich sanek i wspaniałego bałwanka – życzyłam dzieciakom. Nagle podeszły do mnie dwie dziewczynki: Maja i Ola, rezolutne siedmiolatki z ambicjami…   − Proszę pani… − zagaiła Ola. − A dlaczego cucumber [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/DSC_2881.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-891" title="dzieci w szkole j angielskiego" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/02/DSC_2881-859x1024.jpg" alt="" width="266" height="316" /></a></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Właśnie kończyłam ostatnie zajęcia przed feriami. Maluchy już pakowały swoje torebki i plecaki. Na dziś koniec. − To udanego wypoczynku, miękkich zasp, szybkich sanek i wspaniałego bałwanka – życzyłam dzieciakom. Nagle podeszły do mnie dwie dziewczynki: Maja i Ola, rezolutne siedmiolatki z ambicjami…</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>− Proszę pani… − zagaiła Ola. − A dlaczego cucumber nie nazywa się ogórek?</p>
<p>− Nazywa się inaczej, ale oznacza to samo – zaśmiałam się. – Tylko po angielsku. O czym przecież doskonale wiecie.</p>
<p>− Tak, tak − przytaknęła skwapliwie Maja. – Ale nam chodzi o coś innego. Dlaczego to słowo nazywa się cucumber, a nie ogórek?</p>
<p>− Bo to słowo z języka angielskiego, a nie polskiego. Opowiadałam wam kiedyś o tym, że języki tworzą różne rodziny. Mówiłam jak wędrowały i zmieniały się. Czasem języki spotykają się, ale żeby je poznać − musimy się ich nauczyć, poznać panujące w nich reguły. To tak, jakbyście odwiedzały bardzo dalekich znajomych. Wiecie jak to jest, czasem idziecie do kogoś w odwiedziny i bardzo dziwicie się, dlaczego w cudzym domu coś urządzone jest zupełnie inaczej niż u was.</p>
<p>Dziewczynki w zadumie kiwały głowami.</p>
<p>− No tak. Nawet czasem w tym angielskim to mają nawet fajniej niż u nas – oświadczyła Ola. − Ich „bee” jest łatwiejsze od naszej pszczółki − westchnęła.</p>
<p>− A wiecie, że są też śmieszne i dziwne nazwy? Zarówno w języku polskim, jak i angielskim – postanowiłam wyrównać szanse między językami.</p>
<p>− Naprawdę? Jakie? − dziewczynki spojrzały na mnie z ciekawością.</p>
<p>− Ot, choćby Guinea Pig. Czyli nasza świnka morska. Znacie to zwierzątko?</p>
<p>− Jasne! − zawołały dziewczynki.</p>
<p>− Widzicie, „świnka gwinejska” brzmi tak samo zabawnie i niedorzecznie, jak polskie określenie „świnka morska”. To zabawne zwierzątko wcale nie pochodzi z Afryki, gdzie leży Gwinea, ale z Ameryki Południowej. A czy którejś z was kojarzy się z prosiątkiem i morzem? Nie, a jednak nazwa przyjęła się i nikt nie zastanawia się dziś nad jej pochodzeniem.</p>
<p>− Ale chomik też przecież brzmi głupio – zauważyła Maja.</p>
<p>− Nie możesz mówić, że słowo brzmi „głupio”. Po prostu może wydawać ci się dziwne, inne. A nazwa chomik wzięła się stąd, że to miłe zwierzątko robi sobie zapasy jedzenia, czyli chomikuje.</p>
<p>− Ale po co chomikuje? Przecież mieszka z ludźmi, którzy się nim opiekują i nie zabraknie mu jedzenia − upierała się dalej Maja.</p>
<p>− Chomikowanie to bardzo dobra cecha. Ale nieważne, bo przecież teraz rozmawiamy o językach i ich ciekawej różnorodności. A wiecie na przykład, że słowo wosk, które w angielskim brzmi wax, zawędrowało do angielszczyzny od nas?</p>
<p>− Jak to ?! – zakrzyknęły dziewczynki. – To Amerykanie nie mieli wosku?</p>
<p>− Ależ nie. Oczywiście, że mieli. Tylko jego nazwę zapożyczyli z naszej rodziny językowej. Ale to bardzo długa historia, do której jeszcze z całą pewnością kiedyś wrócimy. Westchnęłam i pożałowałam, że wdałam się w tę dyskusję. Ech, jednak tłumaczenie siedmiolatkom reguł świata dorosłych nie jest zajęciem łatwym&#8230; Zwłaszcza, jeśli chodzi o zawiłości języka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/cucumber-swinka-z-gwinei-i-wosk.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>FERIE, FERIE&#8230; LENISTWO CZY PRACA?</title>
		<link>http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html</link>
		<comments>http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Jan 2010 16:41:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Apple</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kacper]]></category>
		<category><![CDATA[angielski dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[ferie]]></category>
		<category><![CDATA[holiday]]></category>
		<category><![CDATA[lazy]]></category>
		<category><![CDATA[Nauka angielskiego]]></category>
		<category><![CDATA[winter]]></category>
		<category><![CDATA[zima]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.helendoron.pl/?p=884</guid>
		<description><![CDATA[  − Nie ruszę książek przez dwa tygodnie! − zapowiedział butnie najstarszy z całej gromadki. Ma rację. Wolne to wolne, czas laby i basta. Jego siostra uczyniła podobne postanowienie, ale zrobiła to o wiele bardziej dyplomatycznie (jak to kobieta…). Oświadczyła, że podczas ferii będzie zajmować się porządkowaniem swojego pokoju: szaf i korespondencji. Najmłodsi tylko się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/01/lazy.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-885" title="lazy" src="http://blog.helendoron.pl/wp-content/uploads/2010/01/lazy.jpg" alt="" width="336" height="230" /></a></p>
<p> </p>
<p style="text-align: left;"><strong>− Nie ruszę książek przez dwa tygodnie! − zapowiedział butnie najstarszy z całej gromadki. Ma rację. Wolne to wolne, czas laby i basta. Jego siostra uczyniła podobne postanowienie, ale zrobiła to o wiele bardziej dyplomatycznie (jak to kobieta…). Oświadczyła, że podczas ferii będzie zajmować się porządkowaniem swojego pokoju: szaf i korespondencji. Najmłodsi tylko się rozglądali, rozpytując czy to prawda, że będą mogli jeść na śniadanie czekoladę. Bo przecież ferie to czas kiedy wszystko wolno <img src='http://blog.helendoron.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </strong></p>
<p style="text-align: left;">Zaraz, zaraz – pomyślałem. Do ferii u nas jeszcze trochę. Ale może i dobrze, że temat pojawił się teraz, bo co to za dowódca, który wcześniej nie przemyśli taktyki?</p>
<p style="text-align: left;">Większość rodziców uważa, że dłuższe przerwy w nauce to czas zmarnowany, bo dzieci trwonią go na siedzenie przed komputerem, telewizorem, wybryki na podwórku… A przecież sukcesy w nauce, kariera i przyszłość czekają. Wolnego, powoli, trochę luzu proszę! Sam łapię się na podobnym myśleniu. Czasem, przeglądając programy nauczania, wymagania egzaminatorów, testy do gimnazjów, porównując poziomy szkół średnich i obserwując walkę o studia – wariuję. Oczywiście robię to tylko nocą i przy własnym biurku, kiedy nikt mnie nie widzi. Inaczej i dzieciaki mogłyby zwątpić w system nowoczesnej edukacji. Ale nie taki diabeł straszny. Po pierwsze – sami to przeszliśmy, więc i nasze dzieci też dadzą sobie radę. Póki co, pociechy butnie zapowiadają puszczenie nauki w trąbę na czas wolnego. Cóż, urlop potrzebny jest każdemu. A dobrze zorganizowana przerwa raczej pomoże, niż zaszkodzi edukacji. Wiedza ułoży się w głowach i nabierze właściwego smaku, a może i nawet pod koniec ferii nasze dziecko zatęskni za szkołą. Więc nie reagujmy nerwowo na widok szkolnych podręczników pokrytych kurzem, ani na chęć leżakowania w łóżku do południa.  I nawet, jak będzie nas bardzo, bardzo korcić, żeby zapytać:</p>
<p style="text-align: left;">− A jak tam twoje zaległości w matematyce? A ćwiczenia z gramatyki nadrobione? − ugryźmy się w język i uszczypnijmy w rękę. Dlaczego?</p>
<p style="text-align: left;">Niech mój przypadek będzie przykładem.</p>
<p style="text-align: left;">Oto właśnie po rebelianckiej zapowiedzi mojego syna, dotyczącej odstawienia książek − podkuszony przez złego chochlika (przysięgam – sam bym na to nie wpadł!) przypomniałem sobie jego ostatnią „banię” z końcowego testu z angielskiego. Całkiem spokojnie zapytałem z głupia frant czy zamierza popracować przez ferie nad angielskim i co sądzi o idei, żeby wspólnie nad tym posiedzieć.</p>
<p style="text-align: left;">− I wonder what you think of it? – podstępnie zwróciłem się na koniec.</p>
<p style="text-align: left;">Młody jedynie wzruszył ramionami i westchnął:</p>
<p style="text-align: left;">− To be quite truthful…  Now… I don’t care.  Now they are holidays. I nie łap mnie więcej zdaniem z pytaniem zależnym, tato!</p>
<p style="text-align: left;">Tak więc ferie. Niech będzie.</p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.helendoron.pl/ferie-%e2%88%92-lenistwo-czy-praca.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
