Tag Archive 'dzieci'

Mar 03 2010

WASH & GO: WASH NA WŁOSACH, WŁOSY GO…

Published by Apple under Venetta

 

O nowych produktach i ich fantastycznych zaletach dowiadujemy się niemal w każdej chwili, której nie przeznaczamy na sen. Reklama wciska się do naszych oczu, uszu, nosów i ust. Atakuje przez radio, telewizję, Internet, na ulicy i w supermarkecie… Wyrzucana do śmieci − powraca pocztową skrzynką, wsuwa się za wycieraczkę samochodu, wskakuje przez okno… No trudno. W takich czasach żyjemy i nikt na nachalność reklamy nic już nie poradzi. Ale żeby w szkole zamiast wierszyków recytować reklamowe slogany? No tego już za wiele…

 

Swego czasu zapłaciłam pokaźną sumę za piękną Barbie. Wcześniej był jeszcze różowy konik Little Pony z uroczym domkiem Ponyville. Do tego doszedł maleńki kucyk Pinkie Pie mieszkający w Pałacu Snów, Rainbow Dash i Toola Roola… W tym samy czasie starsza córka została fanką Hello Kitty i postanowiła zebrać całą kolekcję: od cukierkowej pomadki, poprzez akcesoria do włosów, plecak, telefon komórkowy, na garderobie kończąc. Syn, zobaczywszy reklamę konsoli gier Nintendo, odnalazł nowy cel życia… Córki są bardziej grymaśne, zatem szybko okazało się, że reklamowane produkty nie spełniają ich oczekiwań. W telewizji Barbie tańczyła, śpiewała, nie filcowały jej się włosy, a perłowe zęby błyszczały w uśmiechu. Ta wyjęta z pudełka nie robiła już takiego wrażenia. Podobnego rozczarowania dostarczyła farma kucyków i kocie akcesoria made in China. „No cóż…” − pomyślałam. „Oto uczycie się dzieciaki prawdziwego życia, które nijak nie przypomina tego kolorowego świata reklam”. Spoty posługują się półprawdami, które mają działać na naszą wyobraźnię. Oczywiście najłatwiej „złapać” dzieci, bo one we wszystko uwierzą. Ale, zdarza się − na co przykład mam we własnym domu − że na reklamę dają się naciągnąć nawet i całkiem poważni panowie. Tacy jak mój mąż, którzy to uważają się za ekspertów w każdej kwestii. Bo skoro „większość rodzin amerykańskich używa…” to cacko musi być doskonałe. A przecież w Polce chcemy żyć jak w Ameryce, prawda? Jeżeli więc zdecydujesz się na kupno, przynajmniej pod tym jednym względem Twoja rodzina stanie się podoba do amerykańskiej.

Reklamy proponują nam rozwiązanie codziennych problemów za pomocą produktów ułatwiających życie. Rozbudzają nie tylko zmysły, ale przede wszystkim potrzeby. Nowe produkty obiecują lepsze życie, większy komfort i świetną zabawę. Uwodzą i prowokują. Pal licho, że dorosłych. Gorzej, że na reklamowy lep łapią się nasze dzieci. Zastanawiałam się, jak rozwiązać ten problem. Przecież nie da się wyeliminować całego tego reklamowego kitu. Reklama jest wszędzie. Nawet w szkole. Cieszę się, że moje dzieci uczą się angielskiego. A tu akurat reklama często przychodzi w sukurs, bo właśnie dzięki reklamie dzieciaki poznały całe mnóstwo idiomów i anglojęzycznych zwrotów. Do znudzenia powtarzały, że „Coca-Cola is the music”, a „Mentos the Freshmaker”. Ale kiedy któregoś razu po powrocie z przedszkola, mała pochwaliła się, że nauczyła się dziś nowej piosenki po angielsku, po czym wyśpiewała 30-sekundowy spot reklamujący cukierki – zagotowałam się. A, jakby tego było mało, syn poprosił mnie o pomoc w tłumaczeniu na angielski krótkiego tekstu, który pani zadała na lekcji jako pracę domową. Tekst szedł tak:

„Idealnie wyprasowane rzeczy. Bez cienia plamki, bo woda nie skapuje spod stopy żelazka i nie brudzi tkaniny. Dodatkowe, wzmocnione uderzenie pary powoduje, że znikają bez śladu nawet najtrwalsze zagniecenia. Idealnie szybkie i wygodne prasowanie – byś miała więcej czasu dla siebie…”.

 

„Chyba starzeję się, kurczę…” − pomyślałam i poczułam, że nie jestem ani „fresh”, ani „cool”, ani nawet „tego warta”. Ale na pewno bardzo, bardzo chciałabym mieć takie żelazko ;-)

 

One response so far

Jan 12 2010

ANGIELSKI W KOMÓRCE

Published by Apple under Kacper

angielski w komórce

 

Zwyczajny sygnał w nowoczesnym telefonie komórkowym u trendy użytkownika − to niedopuszczalne uchybienie. W czasach „masowej indywidualizacji” wszystko musi być wyjątkowe.

 

Dzwonki z przebojami z lat 80. – to moda, która jakiś czas temu owładnęła moje (i nieco starsze) pokolenie. Młodsi mają już zdecydowanie nowocześniejszy gust i najczęściej wybierają albo topowe numery list przebojów, albo odgłosy. Czasem bardzo dziwne, bo mocno naturalistyczne (żeby nie powiedzieć… fizjologiczne). Generalnie chodzi o to, że szanujący się posiadacz komórki − bez względu na wiek − nie może pozwolić sobie na „obciach”. Wiedzą to już dzieciaki. Technologia towarzyszy najmłodszym niemal od pieluch, więc nie ma co się oszukiwać. Jakiś czas temu do szału doprowadzały nas w szkole różne pierdafony czy bekafony. Marketingowcy wymyślą wszystko, za co ludzie (czytaj: rodzice) zapłacą. Przed świętami wszyscy jak uchem zastrzyc przełączają się na kolędy i bożonarodzeniowe szlagiery. Sam uwielbiam White Christmas, więc nie ma siły: łapię się na przedświąteczną nostalgię. Dzieciaki to samo. I dobrze, bo nauczenie się kolędy czy piosenki po angielsku to rzecz przyjemna i pożyteczna zarazem.

Ale nie koniec na tym. Wszak świat pędzi do przodu i zaskakuje nas coraz to nowymi wynalazkami. Oto przyszła mi sms-em oferta na pewną usługę. Za jedyną dychę z hakiem plus VAT mogę sobie wykupić na komórkę… słownik języka angielskiego. W wersji „full wypas” – jak mówi młodzież. Wszystkie słówka na jedno kliknięcie palcem w klawiaturę telefonu. No i dylemat. Z reguły jestem przeciwny takim „skrótom życiowym”. Jak się nie nauczysz to niewiedzy nie załatasz. Jednak usłyszałem, że w szkole dzieciaki szaleją za takim gadżetami, bo łatwo i sprawnie można sobie sms-y po angielsku wysyłać. A to teraz nie tylko modne, ale też jest przy tym sporo zabawy i śmiechu. Łatwiej napisać „sorry” niż „przepraszam”, łatwiej „love” niż „kocham”. Nie tak prędko – pomyślałem. Przede wszystkim to właśnie w takich sytuacjach ćwiczymy umiejętność posługiwania się językiem. A pisanie sms-ów nie wymaga zmagania się z umiejętnym zapisem słów i wiedzy o konstrukcji zdań czy gramatyki. Więc, jakie wnioski? Tego słownik nam nie zastąpi. Sklecenie zdania z przypadkowych słów to jeszcze daleka droga do prawdziwego sensu. Jednak z całą pewnością może być to narzędzie użyteczne, bo przecież każdemu zdarza się czasem zapomnieć potrzebnego akurat słówka. Więc czemu nie? Choć ostatnio podczas zakupów przekonałem się, że można obejść nie tylko gramatykę, ale też zagrać na nosie językowi angielskiemu. Kiedy w księgarni przeglądałem nowości wydawnicze, otrzymałem takiego oto sms-a od mojej nieocenionej żony, która właśnie buszowała w sklepach z produktami niepotrzebnymi czyli ciuchami: „Give me $$$! Please, bejb” :-)

 

 

No responses yet

Jul 20 2009

KOT PRZYTULAK

Published by Apple under Kacper

kot-przytulak

 

W wakacje wieczory po pracy są straszne. Większość znajomych odpoczywa na plażach, a ci co zostali – zazdroszczą i narzekają na swój los. Tak czy inaczej, jedno jest pewne: w końcu nastąpi upragniona zmiana ról. Zresztą nie ma czym się martwić: nawet najlepsze wakacje w końcu miną ;)

 

To był właśnie jeden z takich koszmarnych dni: upał w mieście, nie do wytrzymania. Wracając z pracy miałem wszystkiego dość. Przygotowywałem letni kurs angielskiego i liczba zgłoszeń, testów, segregowania grup… po prostu mnie przerosła. Wchodząc do domu, z radością zamknąłem drzwi. Rzuciłem laptopa i dokumenty, myśląc już tylko o tym, że za chwilę zjem z rodziną kolację, wezmę szybki prysznic, potem jeszcze chwilę porozmawiamy i pójdziemy spać. Marzyłem o chłodnej pościeli, błogiej ciszy i wieczornym koncercie świerszczy za oknem… Przy kolacji dzieciaki trajkotały jedno przez drugie, przekrzykując się w swoich opowieściach. Najlepsza z żon planowała kolejne dni: jutro zakupy w centrum handlowym, pojutrze wizyta u weterynarza, popojutrze zebranie w administracji… Kiedy nastał upragniony wieczór, byłem już całkowicie wyczerpany. Wskoczyłem do łóżka, myśląc jedynie o zaśnięciu.

– Musisz iść do najmłodszej – stanowczym tonem oznajmiła Najlepsza z Żon, wchodząc do sypialni. – Nie będzie spać i koniec.

– Dlaczego? Przecież zwykle o tej porze dawno już śpi? – starałem się przeciągnąć sytuację.

– Najpierw oznajmiła, że jest głodna i zażyczyła sobie na dobranoc jedzenia do łóżka. Teraz mówi, że czegoś jej brakuje i bez tego nie pójdzie spać. A co to jest wie tylko tatuś.

– No to pięknie. Bo nie mam pojęcia o co chodzi – odparłem wiedząc już, że z mojego spania nici.

Poszedłem do małej i już po kilku minutach byłem z powrotem.

– Kot Przytulak. Mówi ci to coś?

– Hmm… z tego co wiem, nie mamy takiej zabawki – odrzekła Najlepsza z Żon i razem przysiedliśmy na brzegu łóżka, zapadając w milczenie. Po chwili jednak wszystko było jasne:

– Nie mamy, nie mamy… Ale przecież zaraz możemy mieć – uśmiechnęła się i puściła porozumiewawcze oczko. Westchnąłem. Nie było już ratunku. Musiałem wyruszyć na poszukiwanie Kota Przytulaka. Nie było to proste. Wprawdzie słyszałem za oknem koncert kilku takich „przytulaków”, ale prawdziwy kotek w domu był ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili pragnąłem. Rozejrzałem się po domu. Panował półmrok, ale w przedpokoju dostrzegłem coś, co od razu zwróciło moją uwagę: było włochate, miało sterczące nitki i mnóstwo gałganków. Całkiem miłe w dotyku. Zabrałem znalezisko i po małych przeróbkach z użyciem nożyczek – za chwilę miałem przed sobą… Kota Przytulaka.

Mała cieszyła się jak nigdy i tuląc do siebie nową zabawkę w kilka chwil zasnęła jak aniołek.

– Akcja „Kot Przytulak” zakończona powodzeniem – triumfująco zakomunikowałem wchodząc do sypialni i sam już za moment pożeglowałem do krainy snów.

Rano nikt nie pamiętał o ciężkim wieczorze. Pospiesznie pijąc kawę myślałem już o kolejnym dniu w pracy. Najlepsza z Żon krzątała się w przedpokoju. Wyrwała mnie z zamyślenia, wyraźnie zdenerwowana wkraczając do kuchni:

         - Słuchaj, nie widziałeś gdzieś mojego nowego swetra? Tego z Londynu, z ostatniego wyjazdu na konferencję. Jakoś nigdzie nie mogę go znaleźć.

Z trudem przełknąłem kęs. To będzie kolejny trudny dzień… – pomyślałem. Miałem jeszcze ochotę powiedzieć, że sweter przeszedł na drugą stronę lustra i został Kotem Przytulakiem. Ale nie powiedziałem, o nie. Zostawiłem to na wieczór.

 

 

No responses yet

Next »