Tag Archive 'ferie'

Feb 02 2010

CUCUMBER, ŚWINKA Z GWINEI I WOSK

Published by Apple under Venetta

 

Właśnie kończyłam ostatnie zajęcia przed feriami. Maluchy już pakowały swoje torebki i plecaki. Na dziś koniec. − To udanego wypoczynku, miękkich zasp, szybkich sanek i wspaniałego bałwanka – życzyłam dzieciakom. Nagle podeszły do mnie dwie dziewczynki: Maja i Ola, rezolutne siedmiolatki z ambicjami…

 

− Proszę pani… − zagaiła Ola. − A dlaczego cucumber nie nazywa się ogórek?

− Nazywa się inaczej, ale oznacza to samo – zaśmiałam się. – Tylko po angielsku. O czym przecież doskonale wiecie.

− Tak, tak − przytaknęła skwapliwie Maja. – Ale nam chodzi o coś innego. Dlaczego to słowo nazywa się cucumber, a nie ogórek?

− Bo to słowo z języka angielskiego, a nie polskiego. Opowiadałam wam kiedyś o tym, że języki tworzą różne rodziny. Mówiłam jak wędrowały i zmieniały się. Czasem języki spotykają się, ale żeby je poznać − musimy się ich nauczyć, poznać panujące w nich reguły. To tak, jakbyście odwiedzały bardzo dalekich znajomych. Wiecie jak to jest, czasem idziecie do kogoś w odwiedziny i bardzo dziwicie się, dlaczego w cudzym domu coś urządzone jest zupełnie inaczej niż u was.

Dziewczynki w zadumie kiwały głowami.

− No tak. Nawet czasem w tym angielskim to mają nawet fajniej niż u nas – oświadczyła Ola. − Ich „bee” jest łatwiejsze od naszej pszczółki − westchnęła.

− A wiecie, że są też śmieszne i dziwne nazwy? Zarówno w języku polskim, jak i angielskim – postanowiłam wyrównać szanse między językami.

− Naprawdę? Jakie? − dziewczynki spojrzały na mnie z ciekawością.

− Ot, choćby Guinea Pig. Czyli nasza świnka morska. Znacie to zwierzątko?

− Jasne! − zawołały dziewczynki.

− Widzicie, „świnka gwinejska” brzmi tak samo zabawnie i niedorzecznie, jak polskie określenie „świnka morska”. To zabawne zwierzątko wcale nie pochodzi z Afryki, gdzie leży Gwinea, ale z Ameryki Południowej. A czy którejś z was kojarzy się z prosiątkiem i morzem? Nie, a jednak nazwa przyjęła się i nikt nie zastanawia się dziś nad jej pochodzeniem.

− Ale chomik też przecież brzmi głupio – zauważyła Maja.

− Nie możesz mówić, że słowo brzmi „głupio”. Po prostu może wydawać ci się dziwne, inne. A nazwa chomik wzięła się stąd, że to miłe zwierzątko robi sobie zapasy jedzenia, czyli chomikuje.

− Ale po co chomikuje? Przecież mieszka z ludźmi, którzy się nim opiekują i nie zabraknie mu jedzenia − upierała się dalej Maja.

− Chomikowanie to bardzo dobra cecha. Ale nieważne, bo przecież teraz rozmawiamy o językach i ich ciekawej różnorodności. A wiecie na przykład, że słowo wosk, które w angielskim brzmi wax, zawędrowało do angielszczyzny od nas?

− Jak to ?! – zakrzyknęły dziewczynki. – To Amerykanie nie mieli wosku?

− Ależ nie. Oczywiście, że mieli. Tylko jego nazwę zapożyczyli z naszej rodziny językowej. Ale to bardzo długa historia, do której jeszcze z całą pewnością kiedyś wrócimy. Westchnęłam i pożałowałam, że wdałam się w tę dyskusję. Ech, jednak tłumaczenie siedmiolatkom reguł świata dorosłych nie jest zajęciem łatwym… Zwłaszcza, jeśli chodzi o zawiłości języka.

No responses yet

Jan 19 2010

FERIE, FERIE… LENISTWO CZY PRACA?

Published by Apple under Kacper

 

− Nie ruszę książek przez dwa tygodnie! − zapowiedział butnie najstarszy z całej gromadki. Ma rację. Wolne to wolne, czas laby i basta. Jego siostra uczyniła podobne postanowienie, ale zrobiła to o wiele bardziej dyplomatycznie (jak to kobieta…). Oświadczyła, że podczas ferii będzie zajmować się porządkowaniem swojego pokoju: szaf i korespondencji. Najmłodsi tylko się rozglądali, rozpytując czy to prawda, że będą mogli jeść na śniadanie czekoladę. Bo przecież ferie to czas kiedy wszystko wolno :-)

Zaraz, zaraz – pomyślałem. Do ferii u nas jeszcze trochę. Ale może i dobrze, że temat pojawił się teraz, bo co to za dowódca, który wcześniej nie przemyśli taktyki?

Większość rodziców uważa, że dłuższe przerwy w nauce to czas zmarnowany, bo dzieci trwonią go na siedzenie przed komputerem, telewizorem, wybryki na podwórku… A przecież sukcesy w nauce, kariera i przyszłość czekają. Wolnego, powoli, trochę luzu proszę! Sam łapię się na podobnym myśleniu. Czasem, przeglądając programy nauczania, wymagania egzaminatorów, testy do gimnazjów, porównując poziomy szkół średnich i obserwując walkę o studia – wariuję. Oczywiście robię to tylko nocą i przy własnym biurku, kiedy nikt mnie nie widzi. Inaczej i dzieciaki mogłyby zwątpić w system nowoczesnej edukacji. Ale nie taki diabeł straszny. Po pierwsze – sami to przeszliśmy, więc i nasze dzieci też dadzą sobie radę. Póki co, pociechy butnie zapowiadają puszczenie nauki w trąbę na czas wolnego. Cóż, urlop potrzebny jest każdemu. A dobrze zorganizowana przerwa raczej pomoże, niż zaszkodzi edukacji. Wiedza ułoży się w głowach i nabierze właściwego smaku, a może i nawet pod koniec ferii nasze dziecko zatęskni za szkołą. Więc nie reagujmy nerwowo na widok szkolnych podręczników pokrytych kurzem, ani na chęć leżakowania w łóżku do południa.  I nawet, jak będzie nas bardzo, bardzo korcić, żeby zapytać:

− A jak tam twoje zaległości w matematyce? A ćwiczenia z gramatyki nadrobione? − ugryźmy się w język i uszczypnijmy w rękę. Dlaczego?

Niech mój przypadek będzie przykładem.

Oto właśnie po rebelianckiej zapowiedzi mojego syna, dotyczącej odstawienia książek − podkuszony przez złego chochlika (przysięgam – sam bym na to nie wpadł!) przypomniałem sobie jego ostatnią „banię” z końcowego testu z angielskiego. Całkiem spokojnie zapytałem z głupia frant czy zamierza popracować przez ferie nad angielskim i co sądzi o idei, żeby wspólnie nad tym posiedzieć.

− I wonder what you think of it? – podstępnie zwróciłem się na koniec.

Młody jedynie wzruszył ramionami i westchnął:

− To be quite truthful…  Now… I don’t care.  Now they are holidays. I nie łap mnie więcej zdaniem z pytaniem zależnym, tato!

Tak więc ferie. Niech będzie.

 

No responses yet

Jan 22 2009

FERIE BEZ NUDY

Published by Apple under Venetta

Photobucket

 

Zimowe ferie to czas odpoczynku od wszelakich obowiązków związanych ze szkołą i nauką. Cóż, niestety nie wszystkie dzieci mają możliwość wyjazdu na zimowisko czy obóz narciarski. A kiedy podręczniki i zeszyty wędrują na półkę, w ruch najczęściej idzie… pilot od telewizora. A przecież wcale nie musi tak być. Na dzieciaki pozostające w mieście czeka zwykle sporo atrakcji. Wystarczy jedynie przejrzeć lokalną prasę, zajrzeć do internetu, zadzwonić do centrum kultury, biblioteki czy świetlicy. Okaże się, że w zamian za ślęczenie na kanapie i przed monitorem komputera – naprawdę jest co robić. Jak wypełnić pociechom czas? Szkoły i centra kultury organizują zwykle stacjonarne zimowiska. Programy są bogate, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie. Kto nie wyjeżdża na ferie, może się… pouczyć. Przeglądając oferty, oprócz rozlicznych kursów tańca, warsztatów wokalnych, fotograficznych, malowania witraży, rzeźbienia w glinie i kursu gotowania dla najmłodszych, znalazłam nawet ofertę… nauki gry na klarnecie. A wszystko to w dwa, feryjne tygodnie. Dzieciaki zwykle chętnie angażują się w takie zajęcia: przyswajają atrakcyjne dla siebie umiejętności poprzez zabawę, a nie – jak w szkole – podczas lekcji i z książek. Warsztaty są też świetną okazją do poznania rówieśników i zawarcia nowych znajomości. Jeśli więc w ferie nasze dzieciaki zostały w mieście – postarajmy się, żeby nie dopadła ich nuda. Co prawda, parada tego typu atrakcji najczęściej wiąże się z kosztami, jednak sporo propozycji to zajęcia bezpłatne. Wystarczy poświęcić chwilę i poszukać. A przy okazji okaże się, że i dla siebie znajdziemy coś atrakcyjnego na „po pracy”. Topiący się za oknem śnieg i wszechobecna plucha nie muszą przygnębiać. Tak małych, jak i dużych :)

 

No responses yet