Tag Archive 'Helen Doron'

Feb 11 2010

NIE JEDZMY KANGIEGO!

Published by Apple under aktualności

 

Kangi to sympatyczna maskotka sieci Helen Doron. Anglojęzycznego pluszaka znają dzieci na całym świecie. Oczywiście nasze polskie maluchy także, bo kangurek mieszka w każdej szkole Helen Doron i zwykle to on wita wszystkich na zajęciach. Nie obyłoby się bez kangurka na majówce czy zabawie karnawałowej. W ubiegłym roku dzieciaki brały udział w konkursie plastycznym na świąteczną kartkę do Kangiego, w tym roku – Helen Doron Pomorze organizuje konkurs na uwiecznienie zimowych ferii kangurka. Generalnie: wszyscy kochamy Kangiego. Tymczasem w australijskiej ojczyźnie naszego milusińskiego trwa wielka społeczna kampania, która głosi: ludzie, nie jedzcie kangurów!

 

Znajomy, którego szwagier jest Australijczykiem powiedział mi niedawno, że w Australii tak naprawdę „kangurzyna” (skoro jest wieprz-owina, i woł-owina to może i kangurz- yna?) wcale nie jest tak popularna wśród lokalnych mięsożerców. Nam tu w Polsce wydaje się, że przeciętny Chińczyk serwuje sobie na niedzielny obiad kotlet z psa, Francuz ubija w przydomowym oczku wodnym żabę, a Australijczyk obgryza chrupiące udko kangura. A tu okazuje się, że tego typu kulinarne atrakcje – owszem są serwowane, ale… turystom. Wszak wiadomo, że każdy człowiek, który przyjeżdża do obcego kraju i żądny jest wrażeń, chce zakosztować lokalnego kolorytu innej gastro strefy. Często zresztą okupuje to później męczarnią żołądkową i kiszkowymi rewelacjami. Ale nic to, do odważnych świat należy. Kto ni razu nie zatruł się za granicą, niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Skoro jednak w tejże wspomnianej Australii, kangurze mięso zjadają jakoby jedynie turyści to zastanawiająca jest statystyka podana przez tamtejszy Departament Spraw Zagranicznych i Handlu: każdego roku na kontynencie australijskim zabija się 3-4 miliony kangurów! W roku 2008 „kangurzy” biznes oszacowano na 83,6 milionów dolarów! Jeśli to prawda, to Australia miałaby pierwsze miejsce na świecie pod względem turystycznej atrakcyjności. Właściwie lud całego świata musiałby chyba wyłącznie tamże podróżować. Co więcej, już na lotnisku musiałoby każdego witać tradycyjne pieczyste z kangura…

Jakoś wierzyć się nie chce. Ale popatrzcie na sympatyczny pyszczek naszego Kangiego: wyobrażacie sobie, że moglibyście zjeść kangura? Nie wiem jak Wy, ale ja jednak nie dałabym rady. Chociaż z drugiej strony, trąci to polską hipokryzją. Krówka Milka też jest sympatyczna, a wołowinkę zajadamy ze smakiem. Że już o Prosiaczku z Kubusia Puchatka nie wspomnę…

Mimo wszystko jednak akcja ratowania kangurów przemawia do wyobraźni. Dodatkowo podsyca ją fakt, że każdego roku w wyniku rzezi kangurzych rodziców, umiera w Australii 440 tysięcy młodych kangurków. Oczywiście nie trzeba, ale może warto − bo nic nas to w końcu nie kosztuje − oddać swój głos w tej sprawie i podpisać petycję na rzecz wprowadzenia zakazu importu mięsa kangurów do krajów UE. Poczytajcie o tym i podyskutujcie. Bo temat jest gorący i wart rozważenia.

 

Kampania „440.000 powodów, by nie jeść mięsa kangurów”:

http://www.thepetitionsite.com/1/stop-eu-imports—440000-joeys-killed-every-year

 

One response so far

Dec 02 2009

CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE, TYM NA STAROŚĆ TRĄCI

Published by Apple under Kacper

1 (11)

 

To stare, dobrze wszystkim znane powiedzenie można odnieść nie tylko do nawyków wychowawczych, ale również językowych. Wszystko zaczęło się od pewnej rozmowy w szkole Helen Doron…

 

Po lekcji staliśmy sobie w grupie, nauczyciele i rodzice, gaworząc wesoło o zbliżającym się Mikołaju i planach zakupu prezentów:

− Nie chcę dzieciom psuć Świąt kupując im zabawki edukacyjne. Tyle nauki mają na okrągło przez cały rok. Pod choinką i w worku Mikołaja powinny znaleźć naprawdę te rzeczy, które lubią − oświadczyła jedna z mam. Pokiwaliśmy głową ze zrozumieniem. Na to wtrącił się ojciec innego naszego ucznia:

− To nie tak − zaoponował − Teraz jest duży wybór gadżetów, które bawią i uczą. Nie musimy ogłupiać dzieci prymitywnymi grami, albo lalkami, które po miesiącu wylądują w kącie pokoju − tu również zgodziłem się z mówcą.

− Nie będę wariować i latać i po sklepach wypytując, co spełnia wymogi edukacyjne, a co nie. Zapytam dzieci czego sobie życzą i dokładnie to dostaną − zareagowała mama.

− Do niczego nie namawiam. Ale lepiej zapobiegać, niż leczyć − zacytował obiegową prawdę.

− Przesadza pan − zbagatelizowała problem mama ucznia − Kiedyś zauważyłam, jak dzięki tym choćby grom, z których pan tak się śmieje, moje dzieci szybciej zaczęły uczyć się angielskich słówek i zwrotów.

− Jakich? – zapytał uprzejmie tato ucznia − „Now, I kill you!” O to pani chodzi?

− Oj, nie będę z Panem dyskutować – machnęła ręką kobieta − Każdy ma rozum i wie co dobre dla jego dziecka…

Załagodziłem spór przypominając, że chociażby w Internecie dostępnych jest mnóstwo edukacyjnych gier komputerowych, które są zabawne i emocjonujące. I w dodatku nie trzeba za nie płacić. Zresztą także w metodzie Helen Doron podstawą nauczania jest zabawa. Jednak ta rozmowa zaszczepiła we mnie pewien niepokój. Nie wszystkie językowe gry, zabawy i zabawki − ba! − nawet piosenki tworzy się z zachowaniem prawideł gramatyki i z troską o odpowiednie brzmienie zdań. Czasem stosuje się skróty, zwroty potoczne, nawet określenia slangowe. A przecież nauka języka powinna uwzględniać jego poprawność i czystość. Oczywiście, wszystkie codzienne wtręty i powiedzonka są bardzo ważne, ale ich przyswajanie powinno następować dopiero po nauczeniu poprawnych form. Dziecko, które zapamięta i przyzwyczai się do konstruowania zdań niezgodnie z zasadami gramatyki, albo zacznie operować synonimami, wynikającymi z mody językowej − może mieć problemy w szkole, albo podczas rozwiązywania testów kwalifikacyjnych. Przecież tam liczy się znajomość poprawnej angielszczyzny. Podrapałem się w głowę. Tym właśnie różni się metoda Helen Doron i rekomendowane przez nauczycieli gry i zabawy edukacyjne od marketingowej samowolki: dbałością o atrakcyjność edukacji, ale także przestrzeganiem fundamentalnych zasad nauki języka i jego poprawności. Warto o tym pamiętać.

 

No responses yet

Nov 12 2009

VAT NA KURSY JĘZYKOWE? O NIE!

Published by Apple under Kacper

NIE dla VAT

Co sądzicie o obłożeniu 22% podatkiem VAT kursów językowych? Właśnie taki plan ma ministerstwo finansów. Dotychczas usługi edukacyjne zwolnione były z podatku. Ale – wszystko na to wskazuje – już wkrótce może się to zmienić…


W mojej szkole wszyscy mówią wyłącznie o tym: jeśli nie stanie się cud to już wkrótce staniemy przed wizją totalnej katastrofy, którą szykuje nam rząd. Nowelizacja ustawy podatkowej obecnie jest jeszcze na etapie projektu. Eksperci twierdzą jednak, że jeżeli wejdzie w życie – stanie się to już w roku 2010. Czyli za chwilę. A wiecie co to oznacza dla przeciętnych zjadaczy chleba? Że jeśli proponowane zmiany zostaną wprowadzone, ceny kursów językowych wzrosną. I to drastycznie. Kogo wtedy będzie stać na dodatkowe kształcenie? Niewielu. Czyli pewnie znaczna część słuchaczy zmuszona będzie zrezygnować z kursów, a szkoły językowe zmierzą się z kryzysem, którego zapewne większość z nich nie przetrwa. Taki właśnie szykuje nam się prezent…

Ale, jak się okazuje, można coś w tej sprawie zrobić. Polskie Stowarzyszenie na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE zorganizowało wielką, ogólnopolską kampanię pod hasłem „Nie! dla VAT na kursy językowe”. Sieć Helen Doron Early English popiera akcję i nasze szkoły już włączyły się do działania. A działanie jest proste: musimy zebrać jak najwięcej podpisów przeciwników nowelizacji ustawy podatkowej. Im będzie ich więcej, tym większa nasza siła i moc sprawcza. PASE chce dołączyć wszystkie podpisy do specjalnej petycji, argumentującej szkodliwość wprowadzenia nowych zapisów w ustawie podatkowej. Całość przekazana zostanie do Sejmu RP.

Cel akcji jest jasny, a zaangażowanie nie wymaga zbyt wiele wysiłku. W naszej szkole wisi już plakat i można podpisać się na specjalnym formularzu popierającym kampanię.

Kochani! Jeśli zależy Wam, żeby Wasze dzieciaki uczestniczyły w kursach angielskiego metodą Helen Doron na takich warunkach, jak dotychczas – przyłączcie się do tej akcji. Jeśli lubicie nas i chcecie, żeby Wasza szkoła HD nie zniknęła z mapy Waszego miasta – złóżcie swój podpis.

Swój głos oddać można on-line na stronie internetowej PASE: http://pase.pl/content/view/239/1/

Oczywiście liczy się każdy głos, nawet pojedynczy. Ale jeśli ktoś chce wesprzeć kampanię na większą skalę, może ze strony PASE pobrać specjalny formularz do zbierania większej liczby podpisów.

Wiecie co? Mam nadzieję i bardzo wierzę, że dzięki naszym wspólnym staraniom do nowelizacji ustawy podatkowej mimo wszystko nie dojdzie. Może ten nasz głos rozsądku przemówi jednak do rozsądku posłów?

2 responses so far

Next »