Tag Archive 'język'

Sep 01 2008

„Witaj szkoło” czy „ceść skółko”?

Published by Apple under Kacper

 

Mysiu, ptysiu i pączusiu… Tak to właśnie wygląda, a raczej brzmi. Do dzieci mówimy zdrobniale, bawimy się słowami i zaśmiewamy się radośnie, kiedy nasze maleństwa słodko gaworzą i eksperymentują z nowo poznanymi wyrażeniami. Dziecko rośnie, a wraz z nim „dorasta” język, którym komunikuje się i opisuje świat. A co to ma wspólnego z nauką angielskiego? Otóż ma i to bardzo wiele.

Obserwując swoje dzieciaki zauważyłem jedno: na nic ostrzeżenia czy mocne obietnice dorosłych, dotyczące sposobu zwracania się do dzieci. Oczywiście, każdy jest mądry w teorii i wie: zniekształcając i zdrobniając wyrazy sugerujemy dziecku, że tak właśnie one brzmią. Ale to nie jest prawda. Dopiero dorastając, dziecko dostrzega i zauważa różnice pomiędzy językiem „dziecinnym”, a „dorosłym”.
I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Wyobraźmy sobie, jak bardzo sztuczna musi być dla naszych pociech nauka języków obcych. Prosto z podwórka, z domowych pieleszy, ze świata „papusiania”, „spacelku”, „ciukielecków” i „bajecek” trafiają do bardzo poważnej krainy eleganckich zwrotów i poprawnie skonstruowanych zdań. Pal licho z językiem polskim, bo na tym polu jeszcze sobie radzą.

W końcu Pani Nauczycielka nie będzie gaworzyć, ani zdrabniać. Ale jeśli chodzi o języki obce, tu sytuacja może nie wyglądać tak wesoło. Dlatego nie dziwmy się, że pierwszy kontakt z nauką języka angielskiego (ale też każdego innego, nie-rodzimego) w warunkach szkolnych bywa przeżyciem traumatycznym i nie budzi entuzjazmu. Przez długie lata dziecko kojarzy naukę języka z obowiązkiem i trudem: czymś przymusowym, co niezbędne jest do funkcjonowania w życiu (bo sami tak często naukę języka dzieciom tłumaczymy, bądźmy szczerzy…)

Czy jest na to rada? Jest. Wszak piszemy i mówimy bardzo wiele o wychowywaniu dzieci dwujęzycznych. I wcale nie trzeba mieć wokół siebie prawdziwej multikulturowej rodziny (choć pewnie byłoby to naprawdę przyjemne i ciekawe). Wystarczy potraktować język angielski tak, jak polski. Zaoferować dziecku jego „dziecinną wersję”: język zrozumiały, prosty i jednocześnie zabawny. Żeby niósł w sobie radość i wiedzę o takim świecie, w jakim nasz maluch chce przebywać: pełnym postaci z bajek, wspólnych gier, piosenek i wyliczanek. Ale bez infantylizacji i językowych udziwnień. Gwarantuję, dziecko nigdy nie będzie już traktować nauki angielskiego jako obowiązku. Warto o tym pomyśleć dziś, 1 września. To taki dzień, w którym myślimy o szkole, edukacji, o własnych szkolnych przeżyciach. I oczywiście robimy plany wobec naszych dzieci. A każdy rodzic chce, aby jego dziecko było najmądrzejsze i najlepiej wykształcone (taki to już jest nasz rodzicielski przywilej). Dlatego zanim nadejdzie jeden z tych wieczorów, kiedy zaglądając z troską do pokoju syna czy córki zobaczymy swoje dziecko ze zbolałą miną, obłożone słownikami, wkuwające na pamięć słówka do porannej kartkówki z angielskiego (pamiętacie to kochani rodzice?) – dajmy szansę dziecku, aby uczyło się w sposób, który je interesuje: na wesoło i z radosną ekspresją. Traktując angielski jako stały element dzieciństwa, część zabaw i codziennych doświadczeń, będziemy spać spokojnie. A zaglądanie do pokoju i donoszenie kanapek zostawmy na kartkówki z fizyki ;) I pocieszmy się, że przynajmniej tę jedną lekcję odrobiliśmy dobrze.

A wszystkim, którzy zaczynają dziś rok szkolny – powodzenia, wytrwałości i samych sukcesów :)

 

One response so far

Aug 27 2008

Porozmawiaj ze mną, Dear

Published by Apple under Venetta


Einstein nie mówił do czwartego roku życia. Pewnego dnia, siedząc przy stole w czasie obiadu powiedział do swojej matki: - Proszę, podaj mi sól. Ta zapytała go zdumiona: - Skoro umiesz mówić, dlaczego nie robiłeś tego wcześniej?

- Do tej pory o nic nie musiałem prosić – odpowiedział.

Przypomniała mi się ta anegdota, bo spotkałam się dziś z przyjaciółką, która prowadzi poradnię logopedyczną. Rozmawiałyśmy między innymi o tym, dlaczego jedne dzieci zaczynają mówić wcześniej, inne później. Przyjęło się, że jeśli dziecko w wieku trzech lat nie mówi, albo nie wymawia prawidłowo wszystkich głosek – wysyłane jest na terapię logopedyczną. Tylko czy to ma sens? Bo przecież zdaniem lekarzy, do szóstego roku życia ludzki mózg ma wręcz nieograniczone możliwości przyswajania wiedzy. Ucząc dziecko języka (czy języków) dostarczamy jego mózgowi najsilniejszych i najbardziej złożonych bodźców. Im więcej systematycznego kontaktu z mową (a tak naprawdę z czymkolwiek!), tym więcej tworzy się w mózgu połączeń nerwowych. Czyli, że im wcześniej zacznie się uczyć dziecko języka poprzez np. zabawę – tym szybciej i intensywniej będzie się ono dalej rozwijać. Co jednak w tym wszystkim najzabawniejsze: okazuje się, że dziecko – żeby w ogóle odezwać się w którymkolwiek języku – musi mieć… powód. A jeśli rozumiane jest bez słowa, potrzebuje więcej czasu, żeby przemówić. Fascynujące, prawda?

 

2 responses so far

« Prev