Tag Archive 'Nauka angielskiego'

Jan 12 2010

ANGIELSKI W KOMÓRCE

Published by Apple under Kacper

angielski w komórce

 

Zwyczajny sygnał w nowoczesnym telefonie komórkowym u trendy użytkownika − to niedopuszczalne uchybienie. W czasach „masowej indywidualizacji” wszystko musi być wyjątkowe.

 

Dzwonki z przebojami z lat 80. – to moda, która jakiś czas temu owładnęła moje (i nieco starsze) pokolenie. Młodsi mają już zdecydowanie nowocześniejszy gust i najczęściej wybierają albo topowe numery list przebojów, albo odgłosy. Czasem bardzo dziwne, bo mocno naturalistyczne (żeby nie powiedzieć… fizjologiczne). Generalnie chodzi o to, że szanujący się posiadacz komórki − bez względu na wiek − nie może pozwolić sobie na „obciach”. Wiedzą to już dzieciaki. Technologia towarzyszy najmłodszym niemal od pieluch, więc nie ma co się oszukiwać. Jakiś czas temu do szału doprowadzały nas w szkole różne pierdafony czy bekafony. Marketingowcy wymyślą wszystko, za co ludzie (czytaj: rodzice) zapłacą. Przed świętami wszyscy jak uchem zastrzyc przełączają się na kolędy i bożonarodzeniowe szlagiery. Sam uwielbiam White Christmas, więc nie ma siły: łapię się na przedświąteczną nostalgię. Dzieciaki to samo. I dobrze, bo nauczenie się kolędy czy piosenki po angielsku to rzecz przyjemna i pożyteczna zarazem.

Ale nie koniec na tym. Wszak świat pędzi do przodu i zaskakuje nas coraz to nowymi wynalazkami. Oto przyszła mi sms-em oferta na pewną usługę. Za jedyną dychę z hakiem plus VAT mogę sobie wykupić na komórkę… słownik języka angielskiego. W wersji „full wypas” – jak mówi młodzież. Wszystkie słówka na jedno kliknięcie palcem w klawiaturę telefonu. No i dylemat. Z reguły jestem przeciwny takim „skrótom życiowym”. Jak się nie nauczysz to niewiedzy nie załatasz. Jednak usłyszałem, że w szkole dzieciaki szaleją za takim gadżetami, bo łatwo i sprawnie można sobie sms-y po angielsku wysyłać. A to teraz nie tylko modne, ale też jest przy tym sporo zabawy i śmiechu. Łatwiej napisać „sorry” niż „przepraszam”, łatwiej „love” niż „kocham”. Nie tak prędko – pomyślałem. Przede wszystkim to właśnie w takich sytuacjach ćwiczymy umiejętność posługiwania się językiem. A pisanie sms-ów nie wymaga zmagania się z umiejętnym zapisem słów i wiedzy o konstrukcji zdań czy gramatyki. Więc, jakie wnioski? Tego słownik nam nie zastąpi. Sklecenie zdania z przypadkowych słów to jeszcze daleka droga do prawdziwego sensu. Jednak z całą pewnością może być to narzędzie użyteczne, bo przecież każdemu zdarza się czasem zapomnieć potrzebnego akurat słówka. Więc czemu nie? Choć ostatnio podczas zakupów przekonałem się, że można obejść nie tylko gramatykę, ale też zagrać na nosie językowi angielskiemu. Kiedy w księgarni przeglądałem nowości wydawnicze, otrzymałem takiego oto sms-a od mojej nieocenionej żony, która właśnie buszowała w sklepach z produktami niepotrzebnymi czyli ciuchami: „Give me $$$! Please, bejb” :-)

 

 

No responses yet

Oct 13 2009

POPRZECZKA ZA WYSOKO

Published by Apple under Venetta

S_DSC_9259

 

Przez kilkanaście lat swojej zawodowej praktyki, wiele razy miałam do czynienia z rodzicami mającymi zbyt wysokie oczekiwania. Ich wygórowane ambicje dotyczyły dzieci,  nauczycieli, zajęć i w ogóle wszystkiego. Spodziewali się, że maluch najlepiej już po pierwszym kursie nie tylko doskonale opanuje słownictwo, ale też będzie mówić po angielsku z doskonałym, brytyjskim akcentem.

 

Od samego początku uświadamiam rodzicom, że dzieci – bez względu na wszystko – uczą się języka tak samo: stopniowo. Wymawiają głoski w określonej kolejności. Na przykład najpierw uczą się wymawiać „b” i „m”, a dopiero potem „l” czy „j”. Wyjaśniam też niestrudzenie, że istnieje pewien schemat, według którego dzieci uczą się dźwięków. Jest związany z wiekiem dzieci oraz ich zdolnością do szybkiego i precyzyjnego poruszania mięśniami narządów mowy. Maluchy cały czas osłuchują się z językiem i „dostrajają” do jego brzmienia. Mimo nawet niezwykle wysoko powieszonej poprzeczki, pewnych procesów nie da się „przeskoczyć”: potrzeba od paru miesięcy do kilku lat, zanim normalnie rozwijające się dziecko przyswoi sobie odpowiedni zasób słownictwa i nauczy się wymawiać prawidłowo głoski.

Naturalną rzeczą jest również, że dzieci dla których angielski jest drugim językiem, muszą dłużej uczyć się wymawiania głosek, niż rodzimi użytkownicy tego języka. Takie dzieci nie mają wieloletniego doświadczenia w słuchaniu i wymawianiu dźwięków. Sześcio- i siedmiolatki nie będą popełniać takich samych błędów jak trzylatki, ale naturalnym zjawiskiem będzie u nich niewłaściwe wymawianie „r” oraz obu wariantów głoski „th”. To normalne i nie ma się tym co przejmować. Większość rodzimych użytkowników języka angielskiego zaczyna poprawnie wymawiać głoskę „r” w wieku pięciu lat, a oba warianty głoski „th” w wieku sześciu lub siedmiu lat. Niewątpliwie każde dziecko rozwija się inaczej i istnieje pewien przedział czasowy uważany za normę.

Niestety nader często spotykam się z roszczeniową postawą rodziców, którzy wyznają zasadę: płacę za kurs, więc wymagam szybkich efektów. Czyli „oczekuję, że moje dziecko po waszym kursie płynnie opanuje język angielski w mowie i piśmie”. No niestety, każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie i ma różne predyspozycje. Nie ma chyba na świecie nauczyciela, który dałby komukolwiek gwarancję, że postępy Jasia X będą takie, jak opisane w podręczniku metodycznym. Rodzice często patrzą na postępy edukacyjne innych dzieci, przyrównując do nich postępy własnych. Pół biedy, jeśli dziecko przeambicjonowanego rodzica jest wyżej. Kłopot zaczyna się wówczas, gdy maluch do umiejętności rówieśnika nie przystaje. Najczęściej rodzice upatrują wówczas problemu we własnym dziecku, szukając porad u rozmaitych specjalistów: psychologa dziecięcego, logopedy, pedagoga… Zupełnie bez sensu. Wiecie co myślę w takich przypadkach? Że to jednak nie dziecko, ale rodzice mają problem. I to nie maluch, ale dorosły powinien skorzystać z porady odpowiedniego fachowca…

 

No responses yet

Jul 27 2009

KAJAKIEM PRZEZ JĘZYK

Published by Apple under Venetta

kayak

 

– Ciociu jak powiedzieć po angielsku: jedziemy kajakiem? – zapytała wczoraj moja 12-letnia bratanica.

– Matylda, po pierwsze to kajakiem się pływa, nie jeździ. Ale rozumiem, że chodzi ci o to, żeby powiedzieć przyjaciółce o naszym jutrzejszym wyjeździe na Mazury, gdzie będziemy pływać kajakami?

– No tak, ale przecież nie będę tego pisać tak rozwlekle – nadąsała się Matylda.

Westchnęłam. Oczywiście kiedy polski „kajak” okazał się angielskim słowem „kayak” – zdziwiła się. A kiedy dodałam do tego „canoe”  - moja bratanica przez chwilę myślała, że robię sobie z niej żarty i specjalnie nie chcę przetłumaczyć ważnego dla niej słowa.

– Bo to drugie to przecież indiańska łódka – powiedziała. Wytłumaczyłam jej występujące w obcych językach analogie i to, że sporo słów ma też swoje kulturowe konotacje. Nie bardzo miała ochotę i czas, żeby przyswoić sobie tę wiedzę.

Trudno wytłumaczyć dzieciom wartość stosowania poprawnej wymowy i różne aspekty obcych słów. Łódka to „boat” i koniec. Zapytałam, czy w takim razie na lekcjach angielskiego w szkole, albo na zajęciach w Helen Doron zwracają uwagę na językowe wieloznaczności, idiomy i gramatyczną poprawność?

– Oczywiście, że tak – żachnęła się Matylda.

No właśnie. Skoro na zajęciach dbasz o to, żeby wypaść dobrze i mówić poprawnie, dlaczego zaniedbujesz codzienność? „A, bo są wakacje” – usłyszałam.

Niestety, bardzo często zauważam, że kiedy kończy się czas szkoły, dzieciaki przestają się starać. Zdobyta w ciągu roku wiedza wyjeżdża na urlop. Nie, nie chodzi o to, by ślęczeć nad książkami i rozmawiać ze słownikiem w dłoni. Jednak prawda jest taka, zwłaszcza w przypadku nauki języka obcego, że liczy się systematyczność i regularne utrwalanie wiedzy. Dlatego – jako pedagog i nauczyciel –  staram się przyzwyczajać dzieciaki do językowej poprawności. Bez wakacyjnej przerwy. Bo nie tylko można, ale i trzeba wypracować u nich nawyk powszechnego, płynnego stosowania dobrych form i zwrotów. Swoją drogą, może rodzice którzy przeczytają ten wpis zwrócą baczniejszą uwagę na to, jak ich dzieci rozmawiają podczas wakacji. A kiedy będziemy razem za granicą, dajmy dzieciakom szansę rozmawiać. Nie wyręczajmy ich w zadawaniu pytań, w samodzielnym składaniu zamówień w restauracji, dokonywaniu zakupów w sklepie czy zapoznawaniu innych dzieci. Szybko okaże się, że same świetnie dają sobie radę. Nie bójmy się też poprawiać popełnianych przez nich błędów i wyjaśniać językowych niuansów. Oczywiście w sposób, który nie demotywuje, ale zachęca do używania poprawnych, czystych form. No więc tyle wakacyjnej edukacji. A teraz już hyc, w canoe floats! ;-)

 

 

No responses yet

« Prev - Next »