Tag Archive 'shopping'

Mar 11 2010

SHOP TILL YOU DROP

Published by Apple under Kacper

 

Kupuj aż padniesz – czyli zakupy do oporu. Tak w skrócie przetłumaczyć można to angielskie powiedzonko. Bardzo zgrabne, bo dotyczące zarówno naszej kondycji fizycznej, jak i finansowej. Niestety mam wrażenie, że ta ostatnia interpretacja obca jest wszystkim kobietom świata. Małym i dużym.

 

Ostatnio usłyszałem w kuchni rozmowę mojej żony i córki. Chodziło o „shopping”. No tak, wiosna to idealny czas na zakupy. Ten anglojęzyczny termin wszedł już na dobre do współczesnej polszczyzny. Nie jestem szczególnym entuzjastą takich językowych mieszanek. Bo na przykład wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby w Londynie − pełnym naszych pracujących rodaków − jeden Anglik do drugiego, przy drugim śniadaniu mówił:

− Give me kabanos and kielbasa, please.

Pewnie byłoby to zabawne, ale chyba jedynie dla Polaków. Kiedy uczyłem się języka angielskiego, bardzo lubiłem zastanawiać się nad etymologią niektórych słów i nad ich znaczeniową interpretacją z punktu widzenia obcokrajowca. Bardzo podoba mi się anglojęzyczne określenie właściciela sklepu: „shopkeeper” − czyli w dosłownym tłumaczeniu „ten, który trzyma sklep”. A dla odmiany sklepowy złodziej to „shoplifter”. Jak widać, trzon „lift” nie donosi się tylko do specjalistycznych zabiegów kosmetycznych… Z kolei „e-purse” (czyli elektroniczny portfel) może nie przetrzymać naszej shoppingowej fantazji i myśląc o sferze wirtualnej, musimy mieć na uwadze wydarzenia jak najbardziej realne. Kiedy bywaliśmy z moją, najlepiej znającą się na modzie, żoną w Wielkiej Brytanii czy Stanach, najchętniej wybieraliśmy się na zakupy do sklepów z oznaczeniem „discount” (zniżka). Niestety dość szybko zauważyłem, że podczas tych małych okazji nasz koszyk zamienia się w gigantyczny kosz bez dna. Doszedłem zatem do wniosku, że „local corner shop” (czyli sklepik lokalny) jest zdecydowanie bezpieczniejszy od wielkich centrów handlowych, w których wszystko jest tańsze niż gdzie indziej…

Choć, co tu dużo mówić, idzie wiosna. Żona już wspomina o potrzebie wejścia w posiadanie prochowca w pepitkę. Nie mam zatem wyboru: czas sprawdzić jak tam po zimie ma się moje „bank account” (konto bankowe).

;-)

No responses yet

Nov 26 2009

MERRY CHRISTMAS W LISTOPADZIE!

Published by Apple under Venetta

mlyn919l

 

Kiedy zaczyna się w naszym kraju okres przedświąteczny? Zaraz po Zaduszkach… Jeszcze nie zgasną cmentarne ogarki, a już centra handlowe obwieszone są bombkami. Zdezorientowani maszerujemy w rytm kolęd i z niedowierzaniem oglądamy piętrzące się pod przystrojonymi choinkami prezenty… Do tego Święty Mikołaj wymachuje nam przed nosem dzwonkiem, radośnie wykrzykując ho! ho! ho! Jak nic, można zwariować…

 

Wczoraj na rynku w naszym mieście zaroiło się od drewnianych bud, żłobików, karuzel i różnej maści kramów z dobrami doczesnymi. To tradycyjny, wyczekany przez wszystkich Jarmark Bożonarodzeniowy. Sama nawet bardzo cieszę się, że już jest. Cały rok na te budy czekałam, bo tylko tam kupić można słój prawdziwego, gryczanego miodu. No i jest. Leje się już grzane wino, bydełko porykuje, kiełbasa skwierczy na grillu, można kupić nie tylko świąteczne drzewko, ale właściwie przysłowiowe mydło i powidło. Lud raduje się i tłumnie oblega bożonarodzeniowe targowisko.

         − Pani kupi karteczki świąteczne! Teraz za połowę ceny, a za chwilę już dwa razy drożej! − pan sprzedawca zna zasady marketingu i dobrze wie, co działa na ludzi…

W drodze do galerii handlowej, moja młodsza córka zdążyła naciągnąć mnie na bożonarodzeniowe pieczone jabłko, lukrowane serce z piernika i opaskę do włosów z flauszowymi rogami renifera.  Sama uległam kompletowi światełek do dekorowania okna i haftowanej serwecie na wigilijny stół. Oprócz miodu gryczanego, w mojej torbie wylądowały jeszcze słój miodu lipowego (bo dobry na grypę, a wszak wiadomo, że teraz pandemia…) oraz flaszka nalewki malinowej (o właściwościach równie leczniczych, jak rzeczony miód…). Objuczona jak betlejemski osiołek i zmęczona świąteczną atmosferą rynku, z córką przyczepioną do płaszcza doczłapałam do galerii handlowej. Po buty dla małej. Taka przynajmniej była pierwotna idea tej wyprawy…

         − Mamo, a dlaczego tu jest tyle świętych mikołajów, skoro Święty Mikołaj jest tylko jeden? − zapytała nagle moja córka.

I bądź tu mądry… No dlaczego? Nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Na szczęście z głośników właśnie zadudnił świąteczny przebój Georga Michaela. Moment i już obie śpiewałyśmy, że „last Christmas I give you my heart… but the very next day, you gave it away…”

W obuwniczym przywitała nas pani w stroju seksownej śnieżynki. Rozdawała świąteczne kupony rabatowe: „Tylko dziś! Nie czekaj do pierwszej gwiazdki! Od ceny każdej kupionej pary butów – 15%”. Pomyślałam, że to fantastycznie. Może nawet trzeba skorzystać z tej niebywałej okazji i już dziś kupić nie tylko jedną, ale ze trzy, albo i cztery pary butów? Do tego wrócić do rynku i dokupić karpia, choinkę w doniczce i mak do kutii? Po co czekać jeszcze cały miesiąc?

         − Mamusiu, zróbmy Święta już od dziś, dobrze? − poprosiła mała, a ja uświadomiłam sobie, że moje wywody o tym, jakim Boże Narodzenie jest wyjątkowym czasem, mogę wsadzić między bajki. W tym wszystkim najbardziej zdezorientowane są dzieci i jeśli dorośli nic z tym nie zrobią – wychowamy sobie pokolenie Amerykanów, u których „Święta” zaczynają się już w październiku i kojarzą się wyłącznie z szaleństwem kupowania prezentów i jedzenia… Merry Christmas everyone!

 

No responses yet