Tag Archive 'ski'

Jan 05 2010

TO SKI OR NOT TO SKI

Published by Apple under Kacper

skiing_3

 

Nie lubię zimy. Nieustannie zamarzający samochód, odśnieżanie, zmęczenie, zimno. A potem te roztopy, choroby i inne kataklizmy. Oczywiście dzieciaki uwielbiają zimę – zwłaszcza podczas ferii, kiedy nie trzeba chodzić do szkoły, a można wybrać się w góry, pojeździć na sankach, nartach czy – jak to jest modne obecnie – na snowboardzie. Cała rodzina narzeka, że jestem taki nieczuły wobec śnieżnych szaleństw. Ale to nieprawda.

 

Jako chłopiec uwielbiałem zimę. Ale teraz patrzę na to inaczej. Kiedy ostatnio pod szkołą oberwałem od brzdąców śnieżką w głowę − ledwo powstrzymałem się od zrobienia awantury. Ale… opamiętałem się. W myśl zasady, że pedagog zawsze powinien nad sobą panować. Poza tym, najłatwiej zwalczać złe nastawienie poznając obiekt niechęci. Tak też zdecydowałem. Korzystając z wolnego dnia, postanowiłem się zabawić. Już od rana pełnym głosem narzekałem na śnieg, zimno i kłopoty z jazdą – czym wzbudziłem ogromne współczucie u najcieplejszej z żon, a co za tym idzie − wymusiłem przełożenie weekendowych zakupów na inny dzień. Ze zbolałą miną zebrałem dzieciaki, zapakowałem do auta i ruszyliśmy. Pojechaliśmy w pobliskie góry, gdzie schronisko prowadzi znajomy naszej rodziny. Przez całą drogę odpowiadałem na pytania dzieci, wyjaśniając im dlaczego nie lubię zimy. Z dramatyzmem relacjonowałem, jaki to ciężki los spotyka dorosłych w zimowe dni. Dzieciaki współczuły…

Kiedy dotarliśmy na miejsce, młódź rzuciła się do bagażnika po swoje sanki i narty. Stałem spokojnie − czekając, by odegrać rolę nadzorcy bezpieczeństwa naszej gromady. Tak jest zresztą od lat: oni biegiem na stok, a ja… serwis techniczny, instruktor i porządkowy w jednym. Tym razem miało być jednak inaczej.

Kiedy dzieciaki ruszyły do wyciągu, pojawił się nasz znajomy ze schroniska:

− Hola, hola! – zatrzymał gromadę − Podobno wasz tato nie lubi zimy?

− Nie! – cała trójka krzyknęła jednocześnie.

− A może chcecie nieco wkurzyć staruszka i zagnać go na narty? – mrugnął do nich okiem.

Dzieciakom błysnęły w oczach złośliwe chochliki.

− Jasne!

− Powiem więcej: władujmy go na deskę! – wrzasnął.

− Taaak jeeest! – zawyła horda.

No i stało się: ruszyłem z deską na stok. Jeździłem trzy godziny. Wyluzowany i spokojny. Udawałem, że nie widzę machających do mnie dzieciaków, które w związku z zaostrzeniem zasad bezpieczeństwa mogły dziś bawić się na śniegu tylko przy schronisku.

Przed powrotem przybiłem piątkę mojemu kumplowi i zapakowałem znudzoną młódź do samochodu.

− Wiecie dlaczego nie lubiłem zimy?

− Tak – odpowiedzieli. – Bo zawsze tylko my się bawiliśmy.

− No właśnie – skwitowałem z uśmiechem.

Następnym razem będziemy szaleć na zmiany, żeby każdy miał frajdę. No i zabierzemy mamę, oczywiście.

 

No responses yet

Jan 06 2009

LET’S GO NA NARTY

Published by Apple under Venetta

 

Nowy rok przywitał nas prawdziwą zimą. Mróz porządnie uszczypnął policzki, a śnieg tradycyjnie zaskoczył drogowców. Panie na szpileczkach mozolnie przedzierają się przez zaspy, w śniegowej kołdrze grzęzną autobusy i samochody. Taka aura w mieście to koszmar, ale za to w górach – raj. Wymarzone warunki dla miłośników białego szaleństwa.

 

- Nie ma leniuchowania przed telewizorem. Jedziemy na narty! – zaordynowałam w pierwszy dzień nowego roku moim salonowym kanapowcom. Tak naprawdę nikomu nie chciało ruszać się z ciepłego domu, ale przecież aż żal byłoby marnować tak piękną zimę. Ostatecznie cała gromadka zapakowała się w samochód i wyruszyliśmy do Zieleńca. Przywitały nas zimowe krajobrazy jak z bajki, świetnie przygotowane stoki, wyciągi pracujące pełną parą i… na każdym kroku gigantyczne tłumy. Po rejestracjach zaparkowanych samochodów widać było, że zjechały tu spragnione szusowania mieszczuchy nie tylko z całej Polski, ale i z zagranicy. Niczym w Wieży Babel, Zieleniec rozbrzmiewał różnymi językami świata: polskim, niemieckim, czeskim, rosyjskim, angielskim, a nawet japońskim. Coś niesamowitego. Ruszyliśmy na stok. Oczywiście mnie przypadł w udziale wyciąg Bartuś, bo maluchy wyrywały się do jazdy: - Mamo, mamo popatrz na mnie, jadę pługiem! – piszczała najmłodsza. Dzieciaki niesamowicie szybko się uczą. W ubiegłym sezonie stawiały pierwsze kroki na nartach, a teraz – proszę! Kto by pomyślał, że po kilku lekcjach z instruktorem będą samodzielnie wjeżdżać orczykiem i zjeżdżać z całego stoku bez nawet najmniejszego potknięcia. – Lepiej sobie radzą ode mnie… – pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nader zmarzniętym nosem. Podczas, kiedy moje dzieciaki radośnie szusowały nie znając zimna, ja spędzałam głownie czas w kolejce do wyciągu. - Slow down, please. Slow down! – usłyszałam za sobą dziwnie znajomy głos. Zanim jednak zdążyłam odwrócić głowę, poczułam zgrzyt i tępy ból przeszył mi plecy. Hmmm… designerskimi nartami z kolekcji Winter 2008/2009 z impetem wbił się we mnie malec wzrostu niespełna metra. – Ouuupsss… sorry! – wybąkał i całkiem zgrabnie powstał do pionu. Już nabrałam powietrza, żeby przestawiając się na angielski powiedzieć co sądzę na ten temat do jego taty, kiedy okazało się… że ten pan za malcem to wcale nie jego tato, ale znany mi instruktor ze szkółki narciarskiej. Przemiły pan Wojtek dokładnie rok temu i na tym samym stoku uczył moje dzieciaki stawiania pierwszych kroków na deskach. Uśmiechnęłam się i w oczekiwaniu na wyciąg zaczęliśmy rozmawiać. Pechowy, mały narciarz okazał się czteroletnim londyńczykiem. A pan Wojtek, jako „specjalista od dzieci” dostał bojowe zadanie nauczyć go jeździć. Dziś pierwsza lekcja. Nie tylko dla małego, ale także dla pana Wojtka: malec jest anglojęzyczny, a pan Wojtek raczej tak sobie. Za to instruktorem jest najlepszym ze wszystkich. Tylko jak wytłumaczyć na migi, że dokładnie teraz trzeba „zakrawędziować zewnętrzną nartę i obciążyć ją mocniej”?
Na szczęście z małym londyńczykiem znaleźliśmy szybko wspólny język i następny zjazd zakończył się już sukcesem. Młody narciarz obrócił się do instruktora ze słowami: - It is so easy! – krzyknął z radością. Jasne, angielski jest easy i warto o tym pamiętać. Nawet będąc już tym większym chłopcem ;-)

 

 

 

No responses yet