Tag Archive 'szkoła'

Sep 24 2009

CIASTO Z COCA-COLĄ CZYLI ODKRYWANIE AMERYKI

Published by Apple under Venetta

cola cake

 

Uwielbiam szkolne występy. Od początku edukacji moich dzieci – czyli jeszcze od przedszkola – żadnego nie opuściłam. Bo chyba nie ma nic co napawałoby rodzica dumą bardziej, niż obserwowanie własnych dzieciaków w akcji.

 

W klasie mojej młodszej córki funkcjonuje bardzo fajna tradycja: we wrześniu i październiku – kiedy jeszcze nie ma zbyt dużo nauki, a głowy bliższe są wakacjom niż ślęczeniu w książkach – organizowane są otwarte wieczorki tematyczne. Na potrzeby prezentacji, szkolna świetlica zamienia się w salę teatralną, albo scenę muzyczną, jarmark czy targową halę. Tegoroczny sezon otwiera cykl, który dzieciaki nazwały „Wieża Babel”. Zadanie polega na tym, że raz w tygodniu – w piątkowy wieczór wybrana grupa przybliżać będzie szkolnej publiczności narodowe, nieznane „smaczki” jednego z krajów. Trudność polega na tym, że prezentacja musi pokazywać coś, czego nie znajdzie się w standardowym przewodniku turystycznym. Pomysł niebanalny, bo oprócz ćwiczenia rozlicznych umiejętności, dzieciaki przy okazji poszerzają wiedzę dotyczącą kulturowych inności. Oczywiście w przygotowania i organizację zawsze – siłą rzeczy, ale też z wielką frajdą – angażują się rodzice. Pomysł od razu mi się spodobał. Niecierpliwie czekałam zatem na wieści, każdego dnia wypytując małą czy coś już wiadomo: jak ta „Wieża Babel” ma wyglądać? No i w końcu machina organizacyjna ruszyła. Pani nauczycielka podzieliła klasę na grupy, a każdy zespół wylosował jedno państwo. Liczyłam na Norwegię, Rumunię, może Maltę. Mogłaby być też Japonia, albo Meksyk. Niechby choć była jedna z monarchii Beneluxu. Bo to jednak kraje ciekawe, a mimo wszystko wciąż u nas mało znane. „Tyle ciekawych rzeczy będzie można pokazać” – cieszyłam się w myślach. Ale, jak to w życiu, nic z tego: grupa mojej córki wylosowała… Stany Zjednoczone. „O, nie…” – jęknęłam. Bo jak tu odkryć Amerykę, skoro wszystko na jej temat zostało już napisane i po stokroć opowiedziane? Mała jednak wprost piszczała z zachwytu:

- Mamusiu, mamusiu! Ale super! Na pewno wymyślisz coś fajnego!

Co najgorsze, reszta zaangażowanych w sprawę rodziców desygnowała mnie na niepisanego kierownika imprezy:

– Jesteś nauczycielką angielskiego to będzie ci łatwiej – stwierdzili.

Po prostu świetnie, prawda? Nasze mieszkanie zamieniło się w kwaterę główną – siedzibę sztabu organizującego Wieczór Amerykański. Czas płynął i płynął, a w mojej głowie panowała kompletna pustka. Nikt z nas nie był w stanie znaleźć czegokolwiek, co w USA byłoby nie tylko ciekawe, ale też osobliwe i nieznane. Z rosnącym przerażeniem myślałam, że zrealizuje się taka oto posępna wizja: nasza grupa pokaże Myszkę Miki, opowiemy o Nowym Jorku, a gości poczęstujemy hamburgerem z McDonald’sa, pop-cornem i coca-colą…

Na szczęście jednak, zamiast biadolić – Rada Starszych postanowiła w końcu solennie wziąć się w garść, zacząć działać i nie dać konkurencji. Podzieliliśmy się w pary, rozpisaliśmy zadania i terminarz prac. A kiedy przyszła „godzina W” – byliśmy gotowi. Wieczór Amerykański okazał się sukcesem i wielkim „woow!” – w iście amerykańskim stylu. Pozostałe kraje zzieleniały z zazdrości ;)

Joanna, mama Oli i właścicielka zakładu krawieckiego, zajęła się scenografią. Nie wiem jak to zrobiła, ale razem z mężem zamienili szkolną świetlicę w prawdziwe Stany Zjednoczone: widownia siedziała w Kalifornii, mali aktorzy występowali na scenie nowojorskiego Central Parku, stoły z jedzeniem ustawiono na Alasce… Nie zabrakło Nevady, Oregonu i Kolorado. Maciek z tatą – prawnikiem zebrali ciekawostki dotyczące zabawnych przepisów, bo przecież Amerykanie mają fisia na punkcie nakazów i zakazów. Wiedzieliście na przykład, że w waszyngtońskim metrze obowiązuje zakaz jedzenia i picia? Prawdziwym gwoździem programu okazał się nietuzinkowy repertuar króla Elvisa i boskiej Marilyn. Czyli Patryka i Ani, dzieciaków Marty i Sławka – aktorów naszych lokalnych teatrów. Furorę zrobili Indianie, niestety nie obyło się bez napadu na dyliżans jadący przez prerię. Oprah Winfrey przeprowadziła wywiad z publicznością, a CNN nadało go live na jednej ze ścian. Byli jazzmani rodem z Nowego Orleanu i Dolly Parton z nieśmiertelnym country. A jeśli chodzi o coca-colę to i owszem – również była tego wieczoru. Ale nie tak zwyczajnie, jak myślicie. Moja dociekliwa córka znalazła na jakiś amerykańskich stronach kulinarnych oryginalny przepis na ciasto czekoladowe z coca-colą. Upiekłam i wiecie co się okazało? Wszyscy zgodnie orzekli, że jest to najlepsze ciasto czekoladowe, jakie kiedykolwiek jedli. Zresztą zróbcie je, bo jest banalnie proste, a sami się przekonacie. Oblizuję właśnie palce i myślę, że jednak Ameryka wcale nie została jeszcze tak do końca odkryta  :)

 


CZEKOLADOWE CIASTO Z COCA-COLĄ
 

Cake:

2 cups sugar

2 cups all-purpose flour

1 1/2 cups small marshmallows

1/2 cup butter or margarine

1/2 cup vegetable oil

3 tablespoons cocoa

1 cup Coca-Cola

1 teaspoon baking soda

1/2 cup buttermilk

2 eggs

1 teaspoon vanilla extract

 

Frosting:

1/2 cup butter

3 tablespoons cocoa

6 tablespoons Coca-Cola

1 box (16 ounces) confectioners’ sugar

1 teaspoon vanilla extract

1 cup chopped secans

 

Preheat oven to 350 degrees. In a bowl, sift sugar and flour. Add marsh- mallows. In saucepan, mix butter, oil, cocoa, and Coca-Cola. Bring to a boil and pour over dry ingredients; blend well. Dissolve baking soda in buttermilk just before adding to batter along with eggs and vanilla extract, mixing well. Pour into a well-greased 9-by-13-inch pan and bake 35 to 45 minutes. Remove from oven and Frost immediately.

To make frosting, combine butter, cocoa and Coca-Cola in a saucepan. Bring to a boil and pour over confectioners’ sugar, blending well. Add vanilla extract and pecans. Spread over hot cake. When cool, cut into squares and serve.

 

One response so far

Sep 01 2009

WAKACYJNA ATMOSFERA W SZKOLE PRZEZ CAŁY ROK

Published by Apple under aktualności

DSC_2853

 

To niemożliwe? A dlaczego nie! W szkołach Helen Doron słoneczna atmosfera wakacji połączona z dobrą zabawą trwa przez cały rok. Tylko nie myślcie, że wcale się tutaj nie uczymy :-)

Wbrew obiegowej opinii, to właśnie gry edukacyjne, zabawy i dobrze prowadzone relacje dziecko–nauczyciel przyczyniają się do rozwoju naszych milusińskich. Zastanówcie się nad tym, podrapcie po głowie, zrzućcie nieco kurzu ze swoich dziecięcych wspomnień i przypomnijcie kilka własnych, szkolnych sytuacji. Co łatwiej zapamiętywaliście na lekcji: wierszyk, piosenkę, ciekawe opowiadanie czytane przez nauczyciela ze swadą czy nudne wersy elaboratów, tłuczone pod surowym okiem niecierpliwego pedagoga? Oczywiście, to nad czym długo i mozolnie pracujemy zapada nam w pamięć na długie lata. Tyle, że towarzyszące wspomnieniom emocje na pewno nie należą przy tym do sympatycznych.

Jak pogodzić radość płynącą z zabawy, z nauką i przyswajaniem wiedzy? To bardzo trudne, bo łatwo się w tym wszystkim pogubić. Dlatego dzieciaki po okresie wakacyjnym potrzebują nieco czasu, by ponownie przywyknąć do szkolnej atmosfery i obowiązków. Pierwsze tygodnie upływają w wesołym rozgardiaszu dyskusji o nowych przedmiotach, szkolnych podręcznikach i przyborach, przeplatają się z opowieściami i wspomnieniami z wakacyjnych wojaży. Aż do jesieni, kiedy nauka wtoczy się na ustalone tory, a letnie miesiące zbledną w pamięci.

W centrach Helen Doron bardzo dobrze znamy się na dziecięcych marzeniach. Wiemy, jak ważnym elementem dzieciństwa jest zabawa, ale i dostosowana do dziecięcych możliwości edukacja. Stąd nasze szkoły są połączeniem tych dwóch żywiołów: nauki i zabawy. Właśnie dlatego w Helen Doron wakacje żyją z rokiem szkolnym w tak świetnej komitywie.

Wrzesień to początek szkoły. Ale ten czas wcale nie musi być smutny i frustrujący. Zapraszamy do naszych centrów w całej Polsce: znajdźcie szkołę HD w swoim mieście, przyjdźcie i zobaczcie to na własne oczy. Koniecznie zabierzcie ze sobą dzieciaki :-)

 

A z okazji nowego roku szkolnego, wszystkim Rodzicom życzymy wytrwałości, cierpliwości i niesłabnącej wiary w możliwości własnych dzieci. Dzieciakom – samych piątek i szóstek, nowych przyjaźni i znajomości, a także odkrywania każdego dnia kolejnych, fascynujących rzeczy!

 

No responses yet

Nov 24 2008

Psycholog przedszkolny – kto to taki?

Published by Apple under aktualności

 

Wizyta u pedagoga czy psychologa dziecięcego wcale nie oznacza wychowawczej porażki. A niestety wciąż jeszcze wielu rodziców tak właśnie myśli. Specjalista jest po to, by pomóc nam rozwiązać konkretny problem – taki, z którym nie potrafimy sobie samodzielnie poradzić. Warto więc przełamać stereotypy i zasięgnąć porady, albo zwyczajnie i bez okazji… porozmawiać.

 

Kim jest psycholog dziecięcy? Ogólnie mówiąc, jego zadaniem jest wspieranie rodziny na wszystkich etapach jej rozwoju: od narodzenia dziecka, aż do skończenia przez nie szkoły. Pomaga nie tylko rodzicom w obliczu problemów wychowawczych, ale także i samym dzieciom: kiedy nie radzą sobie z własnymi emocjami, mają problemy z nauką czy trudności z adaptacją np. w grupie rówieśniczej. Rolą psychologa jest ukazanie rodzicom problemów rodzinnych czy wychowawczych z innej perspektywy – z perspektywy potrzeb rozwojowych i możliwości ich dziecka. Specjalista dostosowuje swoje działania do rodzaju problemu, wieku i potrzeb dziecka oraz potrzeb jego najbliższych. Dzięki temu zachowania poszczególnych członków rodziny stają się bardziej zrozumiałe i akceptowalne, a codzienne relacje – łatwiejsze.

Czy da się określić, od jakiego wieku dziecka mogą zacząć się problemy? Oczywiście nie istnieje taka cezura. Jednym z pierwszych, niezwykle trudnych momentów w życiu naszego malucha będzie na pewno początek przedszkola. Dla trzylatka adaptacja w nowym miejscu, bez rodziców i z całkiem obcymi mu osobami będzie w większości przypadków bardzo trudnym przeżyciem. Oswajanie z nową rzeczywistością może przebiegać bardzo różnie: jedne maluchy zniosą przyjście do przedszkola lepiej, inne gorzej. Dziecku ciężko jest się przestawić, że zasady panujące w przedszkolu w niczym nie przypominają tych dobrze znanych, bo obowiązujących w domu. Nie ma bliskich, za to jest pani przedszkolanka. Ale pani opiekuje się całą grupą dzieci i nie koncentruje całej swojej uwagi – tak, jak mama – tylko na nim. Różni się jedzenie i trzeba dzielić się zabawkami, których w dodatku nie można zabrać ze sobą z przedszkola. Na każdego malucha oddziałuje mnóstwo silnych bodźców, których nie jest w stanie zrozumieć. To także trudne chwile w życiu rodziców, którzy obawiają się o samodzielność swojego dziecka. Z takimi obawami również warto zgłosić się do przedszkolnego psychologa. Często nasze obawy wynikają bowiem z nieznajomości organizacji przedszkolnego życia i panujących tam reguł.  Warto zatem porozmawiać – po takim spotkaniu będziemy nie tylko bogatsi w wiedzę dotyczącą rozwoju malucha, ale też i z większym spokojem podejdziemy do problemów związanych z wychowaniem naszego przedszkolaka.

Co ważne, z taka rozmową nie należy czekać do momentu, aż nasza obawa przerodzi się w rzeczywisty problem. Skontaktujmy się z przedszkolnym specjalistą, gdy zaobserwujemy w zachowaniu dziecka cokolwiek, co wzbudzi nasz niepokój. Zwłaszcza, jeśli symptomy te dotyczą funkcjonowania emocjonalnego i relacji w rodzinie, rozwoju ruchowego czy intelektualnego (przyswajanie wiedzy) oraz komunikacji językowej (problemy związane z wysławianiem). Nie czekajmy biernie, pocieszając się, że „to minie”. Bo jeśli naprawdę rozwój naszego malucha odbiega od normy, problem na pewno nie naprawi się sam. Tyle, że trafną diagnozę postawi jedynie specjalista. Jednym z miejsc, w którym szczególnie wielką wagę przywiązuje się do opieki pedagogicznej i psychologicznej nad dziećmi jest sieć Helen Doron Early English. Rodzice maluchów uczęszczających na zajęcia mogą uzyskać pomoc w sprawach związanych z wychowaniem swojej pociechy nie tylko w bezpośrednim kontakcie, ale też telefonicznie. Wszystkie konsultacje są w Helen Doron bezpłatne, indywidualne i oczywiście objęte pełną dyskrecją. Rodzice mogą również uzyskać fachową poradę wysyłając na adres psycholog@helendoron.pl mail. Warto uświadomić sobie, że taka konsultacja to nie żaden wstyd czy wychowawcza porażka. Lepiej, jeśli wcześnie okaże się, że to jedynie nasze rodzicielskie przewrażliwienie, niż – zbyt późno – prawdziwe, w dodatku już utrwalone w psychice naszego dziecka zaburzenie rozwoju.

 

 

No responses yet

Next »