Tag Archive 'wychowanie dzieci'

Jan 14 2009

NIE PATRZ W OCZY

Published by Apple under znalezione

 

Uczeń odpowiadając na pytanie powinien odwrócić wzrok od nauczyciela – mówią uczeni. Dzięki temu wypowiedź będzie precyzyjna, a dziecko bardziej skoncentrowane. To kolejna utopijna teoria amerykańskich naukowców czy rzeczywiście jest coś na rzeczy?

 

Psycholodzy ze Stirling University odkryli, że dzieci nie patrzące w oczy pytającemu, częściej udzielają prawidłowej odpowiedzi. Przeprowadzono badania, w wyniku których okazało się, że dzieci – z którymi nauczyciel nie podtrzymywał kontaktu wzrokowego – udzieliły ponad 70% dobrych odpowiedzi. Kiedy jednak te same dzieci musiały w czasie zastanawiania się nad odpowiedzią patrzeć wprost w oczy nauczyciela – odpowiedziały prawidłowo już tylko w 50%. Dzięki badaniom odkryto również, że do ósmego roku życia dzieci instynktownie odwracają wzrok w czasie, gdy zastanawiają się nad odpowiedzią. Teoria z unikaniem patrzenia w oczy rozmówcy dotyczy także dorosłych. Zdaniem doktor Gwyneth Doherty-Sneddon z uniwersytetu w Stirling, kiedy zależy nam na jak najbardziej trafnej i precyzyjnej odpowiedzi – powinniśmy unikać wzroku drugiej osoby.
- Patrzenie komuś prosto w twarz jest sporym psychicznym obciążeniem – mówi Doherty-Sneddon. – Z twarzy odczytujemy ważne informacje, kiedy kogoś słuchamy. Ale jednocześnie ludzkie twarze wysyłają mnóstwo informacji, które wymagają przetworzenia. Dlatego, kiedy próbujemy się skupić na czymś, co wymaga od nas dużego wysiłku – patrzenie na twarz rozmówcy może nas zdekoncentrować i kompletnie wytrącić z toku myślenia - dodaje.

 

Chwilę więcej

Zdaniem psychologów, nauczyciele i rodzice często popełniają błąd twierdząc, że „dziecko odwraca wzrok, bo nie rozumie pytania”. - Dorośli reagują w takiej sytuacji zbyt szybko i nie dają dziecku czasu na odpowiedź. To wielki błąd. Powinniśmy choć przez moment powstrzymać się i dać mu szansę. Jeśli twoje dziecko odwraca od ciebie wzrok, poczekaj. Prawdopodobnie zastanawia się nad prawidłową odpowiedzią – przekonuje doktor Doherty-Sneddon. Często mówimy do dziecka: „patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię”. Nie stanie się jednak nic złego, jeśli w pewnym momencie malec odwróci od nas wzrok. A jeśli podejrzewamy, że rzeczywiście nie zrozumiał pytania – po prostu… zapytajmy o to. Może trzeba będzie inaczej sformułować pytanie, uprościć je i zadać jeszcze  raz. Wszak, bez względu na wyniki badań amerykańskich naukowców, podstawą komunikacji wciąż pozostaje szczera i prosta rozmowa.

 

Źródło: BBC News

Oryginalna wersja artykułu dostępna on-line:

http://news.bbc.co.uk/1/hi/education/4602178.stm

No responses yet

Dec 02 2008

Santa Claus, Mikołaju jeden!

Published by Apple under Kacper

 

Zaczyna się. Grudzień to najgorszy miesiąc w roku. Już wracając z zabawy andrzejkowej drżały mi ręce. Właśnie rozpoczyna się szaleństwo grudniowych prezentów. Z przedszkolnej zabawy szedłem osowiałym krokiem. Za to dzieciaki… dzieciaki przekrzykiwały się jeden przez drugiego: - Co dostaniemy?, – Co w tym roku przyniesie Mikołaj?, – Dużo będzie pod choinką? Oszaleć można.

Dla całej mojej rodziny grudzień to najpiękniejszy, ale i najbardziej szalony miesiąc w roku. Jednak możliwość obdarowywania prezentami najbliższych i spełnienie przynajmniej części dziecięcych marzeń porównać mogę wyłącznie do przysłowiowej wisienki na torcie.

- Nie Mikołaj, tylko Santa Claus -  oznajmił mój najstarszy syn, triumfując znajomością języka angielskiego nad resztą gromady. Maluchy patrzyły na niego z otwartymi ustami. - Tatusiu czy to znaczy, że nie będzie Mikołaja? – zapytały przerażone. Musiałem jak zwykle zapanować nad sytuacją. - A więc kochani… – zacząłem.

- Santa Claus to nasz dobrze znany Święty Mikołaj. Po prostu w języku angielskim występują inne nazwy na te same dobrze nam znane postaci. Ale Mikołaj nie jest wyłącznością ani angielską, ani polską. To święty, którego legenda wywodzi się z dawnej Turcji, gdzie biskup noszący to imię ratował zagubionych żeglarzy i biednych ludzi. Miał też sporo pieniążków, które otrzymał od swojej rodziny i rozdawał je potrzebującym. O, na przykład wspomógł dziewczyny, które chciały wyjść za mąż, żeby mieć rodzinę – tak, jak ja z mamusią. Tyle, że one nie miały na taką okazję pieniążków. I Mikołaj wyposażył je w odpowiednie kwoty, dzięki czemu panny mogły wyjść za mąż.

- Tatusiu… – przerwała mi średnia córka. - A mamusia też dostała od Świętego Mikołaja pieniążki żebyś ty się z nią ożenił? Zamarłem. Nie spodziewałem się, że dzieciaki potrafią tak zinterpretować całą tę historię. – Hmmm… Teraz są inne czasy i mamusie nie muszą mieć posagów – wytłumaczyłem z uśmiechem.

- Aha, to dlatego Święty Mikołaj daje prezenty dzieciom: bo już mamusie ich nie potrzebują - podsumowała młodsza. Cóż, nie chciałem wyprowadzać jej z błędu, więc tylko przytaknąłem. Czasy czasami, zmiany zmianami, a mamusie nadal potrzebują prezentów :-)

Potem pozostała jeszcze kwestia wytłumaczenia tak ważnych okoliczności, jak to czy w takim razie w Turcji są renifery i śnieg oraz, czy to tam znajduje się Laponia. Tu było gorzej, ale wydaje mi się, że wybrnąłem. Wytłumaczyłem po prostu, że Mikołaj chciał uszczęśliwić wszystkich, a z Turcji było trudno dojechać wszędzie, więc dlatego przeniósł się na daleką Północ. Koniec i kropka.

Następnego dnia poszliśmy całą wesołą gromadką do kina. W centrum handlowym, na środku pasażu przed wejściem do sal kinowych rozstawiono świąteczne kramy. W samym centrum zobaczyliśmy stoisko Świętego Mikołaja. Brodaty jegomość siedział na złotym fotelu i pozwalał dzieciakom robić sobie zdjęcia. Oczywiście moi nie mogli przepuścić sobie takiej okazji. Oczywiście poszedłem z nimi. – Święty Mikołaju, dlaczego wyprowadziłeś się z Turcji? Byliśmy tam z mamusią i tatusiem i było pięknie - zaczęła średnia. – Z jakiej Turcji droga dziewczynko? Mikołaj przyjechał do was z dalekiej Laponii – tłumaczył ze zdziwieniem Święty Mikołaj.

– No, ale tatuś mówił, że najpierw był pan w Turcji i pomagał innym mamusiom wyjść za mąż - dołączył najmłodszy. - Za mąż? – Mikołaj spojrzał w moim kierunku wymownie - Wasz tatuś chyba pomylił mnie z innym zawodem - dodał lekko mroźnym tonem. Doszedłem do wniosku, że czas najwyższy zebrać moje dzieciaki i udać się na rozpoczynający się właśnie seans. Kiedy udało mi się już odciągnąć uwagę dzieciaków od kwestii zamieszkania i aktywności zawodowej Mikołaja, bohater naszej historii wstał i zaczął dzwonić podręcznym dzwonkiem, nawołując przy tym: - Ho, ho chodźcie do mnie… Santa Claus  przybywa! Słowa podziałały na dzieciaki jak płachta na byka.

- Nie wie, że mieszkał w Turcji, a podaje się za Santa Clausa? – zakrzyknął najstarszy i odwrócił się do Mikołaja: - Ej, Santa Claus?! Ty Mikołaju jeden! – pogroził czerwonemu jegomościowi. Nie czekałem na reakcję Mikołaja. W podskokach pognaliśmy do kina…

 

 

No responses yet

Oct 21 2008

East or West, home is best!

Published by Apple under Venetta

 

Bałam się puścić Laurę na obóz językowy do Wielkiej Brytanii. Miała wtedy dopiero 10 lat, więc wakacje tak daleko od domu wydawały mi się niewyobrażalne. Jej zapał i szczere chęci okazały się jednak kroplą, która pokonała skałę.

 

Już od początku odliczała dni do podróży. Chociaż oczywiście im było bliżej, tym częściej i ją samą dopadły wątpliwości:
- Mamuś, a jak sobie jednak nie poradzę? – pytała przejęta.
- Będzie dobrze – mówiłam.

Uśmiechała się, ale za chwilę pytała znowu:

- No, ale jak jednak nie dam rady?

- Sweety, sweety, sweety… everything will be all right! – przekonywałam ją i… siebie.

Tak naprawdę byłam pełna obaw. Nie martwiłam się o jej znajomość angielskiego, ani czy zaaklimatyzuje się w nowej grupie. Chodziło mi raczej o to, że nie będę mogła pomóc, kiedy zajdzie taka potrzeba. - Ech, matczyne przewrażliwienie – w duchu śmiałam się sama z siebie, odgarniając czarne myśli. Czas leciał nieubłaganie szybko. Laura wyjechała dwa dni po zakończeniu roku szkolnego. Nie płakała, kiedy żegnała się z nami. Tuż po przyjeździe zadzwoniła i powiedziała, że jest cudownie: mają miłych nauczycieli, a – co najważniejsze -poznała już kilkoro nowych znajomych z Hiszpanii i Francji.
- Cieszę się, że rozmawiasz z nimi bez przeszkód – powiedziałam i zanim zdążyłam dodać coś o ciepłym ubieraniu się w zimne dni (ze względu na słynną angielską pluchę), słuchaniu się nauczycieli i kilku jeszcze innych sprawach z kręgu rodzicielskich „dobrych rad”, rzuciła:
- Nie mogę już rozmawiać. Właśnie wychodzimy na city tour.
Drugiego dnia rano wysłała zdjęcia z wycieczki. Na wszystkich widziałam uśmiechnięte twarze.
Pisała i dzwoniła często. Muszę przyznać, że tym mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że moja szalona córka wykaże się taką odpowiedzialnością. A jednak…
Dwa miesiące minęły jak z bicza trzasnął. Tydzień przed rozpoczęciem roku odebraliśmy ją z lotniska.
Rzuciła się nam w ramiona:
- East or West, home is best!
Oczywiście już w drodze do domu dowiedzieliśmy się, że za rok znowu chce jechać. Zgodziliśmy się bez zastanowienia. Czy można odmówić dziecku prawa do nauki, kiedy samo się do niej garnie?
- Ale mamo… Na ferie zaprosiłam do nas Paulę. Wiesz, to ta Hiszpanka. Zgadzasz się, prawda?
- Tak
– odpowiedziałam, bo cóż innego mogłam powiedzieć?
Teraz Laura kilka razy w tygodniu rozmawia z nowymi przyjaciółmi. Wysokość kolejnych rachunków telefonicznych przyprawia mnie o ból głowy. I hmmm… po angielsku mówi już zdecydowanie lepiej niż ja.

 

 

One response so far

« Prev