Tag Archive 'zabawa'

Jun 05 2009

CZERWCOWY ZAKRĘT GŁOWY

Published by Apple under Kacper

foto_blog1

 

 Jeśli dziś piątek to gdzie idziemy na piknik? – zapytałem z rana swoje dzieciaki. Ano tak to już jest. W czerwcu rozpoczyna się sezon pikników szkolnych, prywatnych, stowarzyszeniowych, no i naszych – organizowanych przez Helen Doron :)

 

Okazało się,  że tym razem jedziemy do naszej zaprzyjaźnionej placówki HD z sąsiedniego miasta. - Będzie fajnie – pomyślałem i na szczęście będę gościem, a nie gospodarzem – umówmy się, czasem zasługujemy na odrobinę lenistwa i przyjemności.

W drodze rozmyślałem o wszystkich piknikowych zmorach i wpadkach, które wspominam ze śmiechem, ale też i łezką w oku. I tak, pamiętam jak przyszło mi kiedyś odgrywać rolę naszego firmowego kangurka Kangi, który prowadził dla dzieciaków gry i bawił się razem z nimi przy piosenkach – oczywiście śpiewanych w języku angielskim. Festyn trwał w najlepsze. Nagle złapałem się nad tym, że strasznie chce mi się pić i muszę natychmiast dostać szklankę jakiegoś orzeźwiającego napoju. Zostawiłem bawiące się dzieciaki w rękach wspaniałych nauczycielek i pobiegłem za namiot, gdzie było rozstawione zaplecze. Ściągnąłem czapkę – kangurzą głowę – i poprosiłem znajomą, która zarządzała prowiantem, aby przygotowała mi napój.  Nie wiem jak to się stało, ale tuż przy moim boku pojawił się mały chłopczyk, który z niepokojem (jak spostrzegłem) obserwował całe zajście. Obróciłem się i zapytałem:

- Czy w czymś ci pomóc, mały przyjacielu?

Na co malec odrzekł:

- Kangi, a dlaczego ty mówisz po polsku? I dlaczego ty nie masz głowy?

Już, już chciałem wytłumaczyć całe nieporozumienie, ale malec – nie czekając na moją ripostę – obrócił się do nadchodzącej właśnie mamy i uderzył w ryk:

- Maaamooo, to nie jest nasz Kangi! Nasz mówi po angielsku, a to jakiś Kangi oszust! Łap go!

Cóż, w pewnych sytuacjach perswazja nie jest wskazana. Postanowiłem ratować własną i kangurzą skórę i… jednym susem uciekłem. Potem okrążając cały park wszedłem od innej strony, z dumnie uniesioną głową, wołając:

- Hello Kids! Kangi is back!

Bo dzieciaki z Helen Doron dobrze wiedzą, że prawdziwy kangur jest tylko jeden :)

 

 … o czym możecie przekonać się na naszych piknikach w całej Polsce. Zapraszamy!

 

 

No responses yet

Nov 07 2008

Dzieci w sieci

Published by Apple under Kacper

 

Od kilku miesięcy blogujemy tu regularnie na najróżniejsze tematy. Czasem śmieszne, czasem bardzo mądre i pouczające, a często zwyczajnie życiowe. Oczywiście wszystko kręci się wokół nauki języka angielskiego i dzieci, ale przecież nikt nie mówił, że będzie inaczej ;-) Tyle, że zapomnieliśmy o jednym ważnym temacie: Internet!

A przecież to właśnie dzięki Sieci możemy prowadzić nasz blog i wymieniać się doświadczeniami.

 

Internet pojawi się w życiu Waszych dzieci szybciej niż myślicie. I nie będziecie musieli do niego namawiać – dzieciaki same znajdą drogę… Pierwszy raz mój syn zainteresował się komputerem i Internetem mając mniej więcej 1,5 roku. Z zaciekawieniem spoglądał w monitor i migające tam obrazki. Zastanawiał się, co takiego porabiam i dlaczego uderzam palcami w jakieś dziwne przyciski. Z czasem, siedząc mi na kolanach, z zaskoczenia sam próbował zmierzyć się z klawiaturą, co często stawało się przyczyną najróżniejszych kolizji. Ech, wiele by opowiadać… Im był większy, tym bardziej głodny wiedzy z Internetu. Pierwszym etapem było pokazywanie licznych galerii zdjęć z czasów jego niemowlęctwa i tłumaczenie, co i jak. Następnie odkryliśmy przed nim świat stron związanych z ulubionymi bohaterami kreskówek naszego malucha, jeszcze później (oczywiście w odpowiedniej dawce) odtwarzaliśmy kreskówki. Fajnie było znaleźć zupełne starocie, pierwsze animacje z lat 40. i 50., zabawne filmiki i komiksy. Oczywiście, w tym szale zachwytu komputerem i Siecią, bardzo często kusiło nas, żeby już bardziej podrośniętemu maluchowi puścić jakiś dłuższy film i „mieć go z głowy”. Ale to najgorsze, co można zrobić. Po pierwsze: dzieci są podatne na uzależnienia, po drugie: to rodzic powinien być przewodnikiem dziecka po świecie komputerów i Internetu. Żaden pedagog nie optuje za swobodnym pozostawianiem malucha sam na sam z Siecią. Łatwo wpaść w niej w tarapaty. Oprócz zamontowania tradycyjnych i powszechnych filtrów rodzicielskich, zachęcam do przeprowadzenia serii ciepłych rozmów na temat bezpieczeństwa: o tym, że nie należy z każdym nieznajomym podejmować rozmowy. Że są w Internecie strony, które mogą narobić kłopotów (wirusy!). O tym, że Internet może być źródłem wielu dobrych, ale też wielu złych doświadczeń. Bez tego nie zaczynajcie internetowej edukacji Waszych dzieci.

Skupmy się jednak na pozytywach. Z atrakcyjniejszych narzędzi, jakie pokazałem mojemu synkowi były translatory językowe. Oczywiście jest to dobra rzecz dla dzieciaków, które mają już za sobą pierwsze lekcje pisania i czytania. Czasem taki sposób korzystania ze słownika może być o wiele bardziej atrakcyjny, niż poszukiwania w tradycyjnym słowniku. Jasne – trzeba przekonywać, że nic nie zastąpi powagi i profesjonalizmu ujęcia sprawy bardziej od firmowanej szacownym wydawnictwem książki, ale kiedy jesteśmy na etapie „bawiąc – uczyć” – wszystkie chwyty dozwolone.

Oczywiście nie ominie nas sporo „zakrętów” na tej internetowej Mlecznej Drodze. Sam dobrze pamiętam, co działo się w popularnej wyszukiwarce, kiedy mój syn wpisał poznane na lekcjach słowa: Bunny albo Rabbit czy Cats… Ze zgrozą zauważyłem, że wskazane jako priorytetowe linki wcale nie kierują do stron hodowców domowych zwierzątek. Jednak właśnie dzięki temu, że siedzieliśmy przed komputerem razem udało mi się szybko zainterweniować. I może właśnie dzięki temu chłopak ma szansę jeszcze przez wiele lat szczerze wierzyć, że króliczek czy kociaczek – to określenia zarezerwowane wyłącznie dla czworonogów :-)

 

 

No responses yet